sportowy24
    Wielkie mecze, stadionowe burdy i korupcja w tle. Historie...

    Wielkie mecze, stadionowe burdy i korupcja w tle. Historie pamiętnych finałów PP

    Rafał Strzelec

    Gol24

    Aktualizacja:

    Gol24

    Jeden z bardziej pamiętnych finałów Pucharu Polski miał miejsce w Bydgoszczy

    Jeden z bardziej pamiętnych finałów Pucharu Polski miał miejsce w Bydgoszczy ©Adam Hak (Ekstraklasa.net)

    Już dziś na Stadionie Narodowym odbędzie się 62. finał Pucharu Polski z udziałem Legii Warszawa i Lecha Poznań. Legioniści są bezapelacyjnym liderem w ilości zdobytych pucharów – aż 17-krotnie wygrywali finały o to krajowe trofeum. Przyjrzyjmy się historii najważniejszych finałów Pucharu Polski, które z wielu przyczyn można uznać za najważniejsze.
    Jeden z bardziej pamiętnych finałów Pucharu Polski miał miejsce w Bydgoszczy

    Jeden z bardziej pamiętnych finałów Pucharu Polski miał miejsce w Bydgoszczy ©Adam Hak (Ekstraklasa.net)

    Początki

    Geneza Pucharu Polski ma swoje początki w międzywojennej rzeczywistości, a dokładniej w roku 1925 roku. Pierwszy finał miał zostać rozegrany w maju rok później, ale zawirowania na scenie politycznej spowodowały przeniesienie decydującego meczu na jesień. We wrześniowym finale spotkały się wówczas będąca w tamtym czasie na topie Wisła Kraków oraz drużyna, której obecna siedziba znajduje się poza granicami naszego kraju – Sparta Lwów.
    „Biała Gwiazda”, będąca pewnym faworytem tego meczu, strzeliła bramkę już w 10. minucie, ale ekipa ze Lwowa zdołała doprowadzić do wyrównania już dwadzieścia minut później. Półtora tysiąca kibiców oglądało niezwykle wyrównany pojedynek na Stadionie Miejskim w Krakowie. Rozstrzygnięcie padło na 23 sekundy przed końcowym gwizdkiem – strzelcem decydującej bramki był Henryk Reyman, legenda krakowskiego zespołu. Jego strzał zadecydował o triumfie „Białej Gwiazdy” w pierwszej edycji Pucharu Polski na stadionie, który obecnie nosi jego imię. Wtedy nikt nie wiedział jeszcze, że na kolejną edycję pucharu przyjdzie czekać aż 25 lat…

    Wielkie pojedynki na murawie...

    Turniej powrócił dopiero w 1951 roku, po najtragiczniejszej z wojen w dziejach, w nowej, innej zupełnie rzeczywistości. Lata 60. i 70. były jednak najbardziej owocnym czasem dla polskiej piłki – i to nie tylko ze względu na sukcesy „Orłów” Górskiego, ale także na wyjątkowo silne drużyny klubowe. Hołd należy złożyć w tym miejscu także jednej z najwspanialszych wówczas aren sportowych, na której rozgrywały się finały Pucharu Polski. Stadion Śląski w Chorzowie, który obecnie jest opustoszałym kolosem, areną absurdu związanego z nieudolnym zadaszeniem, był wówczas gospodarzem decydujących batalii o Puchar Polski. Obiekt ten jest także rekordzistą pod względem frekwencji podczas finału – blisko 70 tysięcy kibiców oglądało finał pomiędzy Zagłębiem Sosnowiec a Ruchem Chorzów w 1963 roku. Lata 60. i 70. to czasy, które były szczególnie udane dla dwóch ekip – Legii Warszawa i Górnika Zabrze. Klub ze stolicy spotkał się wówczas z ekipą ze Śląska aż trzykrotnie w finałach, wygrywając jedynie raz po dogrywce. Szczególny był jednak finał z 1972 roku w Łodzi. Gorgoń, Lubański, Szołtysik po stronie Górnika oraz Deyna, Ćmikiewicz i Gadocha po stronie Legii – generacja zawodników, którzy byli wybitnymi indywidualnościami w dwóch potężnych zespołach. Legia prowadziła 2:1 po bramkach Gadochy, jednak nie było wówczas obrońcy na świecie, który byłby w stanie zatrzymać Włodzimierza Lubańskiego –  cztery gole wbite „Wojskowym” i zwycięstwo 5:2 dały wówczas zabrzanom piąty puchar z rzędu. Był to jeden z najbardziej obfitujących w bramki finałów w historii. Do dziś, mimo różnych losów obu klubów w ostatnich dziesięcioleciach, mecze Górnika z Legią uchodzą zarówno w rozgrywkach ligowych, jak i pucharowych za klasyki gatunku. 

    …i wielkie wojny na trybunach wspomnienia

    Dla warszawskiej Legii i poznańskiego Lecha finał Pucharu Polski w 1980 roku miał być wyjątkowy. „Wojskowi” nie zdobyli żadnego trofeum od siedmiu lat i czekali na powrót do elity, a Lech miał dopiero pierwszą szansę na zaistnienie, w końcu w ekstraklasie grał regularnie dopiero od ośmiu lat. Miejscem finału był Stadion Miejski w Częstochowie, obecnie znany z żużlowych meczów miejscowego „Włókniarza”. 9 maja stawiło się 15 tysięcy kibiców z Poznania i około 10 tysięcy z Warszawy – docierali głównie pociągami i autobusami. Pierwsi przybyli fani ze stolicy, którzy od rana grasowali po częstochowskich ulicach. Zanim do miasta dotarli kibice przeciwnej drużyny, doszło do pierwszych utarczek… Jak okazało się jeszcze przed przyjazdem kibiców Lecha, zaprzyjaźnieni z nimi wówczas kibice Polonii Bytom zaatakowali fanów zespołu z Łazienkowskiej. Wielu kibiców Legii myślało, iż byli to ludzie z zaprzyjaźnionego Szczecina, jak jednak się okazało, zarówno Polonia, jak i Pogoń miały te same barwy, które stały się przyczynkiem do agresji. – Szliśmy ulicą w kilkunastoosobowej grupie, gdy naprzeciwko zobaczyliśmy znacznie większą ekipę w niebiesko-czerwonych szalikach. Ucieszyliśmy się, że to kibice zaprzyjaźnionej z nami Pogoni, i śmiało ruszyliśmy w ich stronę. Ale tamci na nas ruszyli i nie mieli wcale przyjaznych zamiarów. Okazało się, że to grupa zaprzyjaźnionych z Lechem kibiców Polonii Bytom, a Polonia ma takie same barwy jak Pogoń. Długo nas wtedy gonili: zatrzymaliśmy się dopiero przy dużej stercie kontenerów z pustymi butelkami po mleku. Po kilku sekundach nic z tej sterty nie zostało – wspomina kibic Legii, który był wówczas w Częstochowie. Kiedy już kibice Lecha dotarli do Częstochowy, fani „Wojskowych” czekali na stadionie głodni zemsty za atak bytomskich koleżków „ Kolejorza”… Kibice z Warszawy na widok swoich znienawidzonych oponentów rzucali czym popadnie w tłum ludzi z Poznania. Ci nie pozostali dłużni –  wyważyli bramę wejściową na stadion i rozpoczęli długotrwałe mordobicie, które przeniosło się z trybun na pobliskie osiedla. Sytuacja wymknęła się natychmiast spod kontroli. Organizatorzy próbowali doprowadzić do pojednania obu grup kibicowskich, jednak w trakcie rozmów na koronie stadionu z jednej i drugiej strony leciały szklane butelki, kamienie i kawałki ławek. Milicja była bezradna. Służby medyczne nie były w stanie udzielić pomocy poszkodowanym. Dopiero po kilku godzinach do Częstochowy dotarły oddziały żołnierzy służby zasadniczej, które oddzielił zwaśnione strony. Bilans ofiar do tej pory nie został ustalony. Ówczesne władze ze względów czysto politycznych i propagandowych usunęły wzmianki dotyczące tamtych wydarzeń. Według świadków było zdecydowanie więcej osób poszkodowanych, niż przedstawiano to w oficjalnych raportach. Kilku z nich mówiło nawet, iż widzieli na ulicach Częstochowy zwłoki. Sam mecz został zdominowany przez piłkarzy z Warszawy, którzy pokonali Lecha aż 5:0 i odnieśli upragniony sukces, który przyćmiły wydarzenia z trybun.

    1 »

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Finał PP

    kibic Wisły (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 2

    Szkoda, że nikt nie wspomniał o finale PP pomiędzy Wisłą, a Legią, który do dnia dzisiejszego się nie odbył z kuriozalnego powodu jakim było zagrożenie bezpieczeństwa na Narodowym (a jak widać się...rozwiń całość

    Szkoda, że nikt nie wspomniał o finale PP pomiędzy Wisłą, a Legią, który do dnia dzisiejszego się nie odbył z kuriozalnego powodu jakim było zagrożenie bezpieczeństwa na Narodowym (a jak widać się da).zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Finał pp

    Radek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4 / 2

    Szkoda, że nie jest napisane o finale na Łazienkowskiej, gdzie kibice Legii pobili piłkarzy Lecha

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Sportowy24 na Facebooku

    Galerie

    GOL24 na Facebooku