18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Wielkopolscy samorządowcy przyznają: To wnuki nami rządzą!

Karolina Koziolek
- Moja wnuczka, Julia, ogromną niespodziankę zrobiła mi już swoimi narodzinami, bo urodziła się dokładnie... w Dzień Dziadka! - mówi Tomasz Kayser.
- Moja wnuczka, Julia, ogromną niespodziankę zrobiła mi już swoimi narodzinami, bo urodziła się dokładnie... w Dzień Dziadka! - mówi Tomasz Kayser.
Na najwyższych szczeblach władzy w Wielkopolsce na razie mało dziadków i babć. Najmłodszym dziadkiem jest wicemarszałek województwa Leszek Wojtasiak. Samorządowcy są zgodni co do jednego - ich wnuki to chyba jedyne osoby, których kompletnie nie interesuje fakt, że dziadek zajmuje jakiekolwiek stanowisko. Wnuki oceniają pod innym kątem. Najbardziej w cenie jest pomysłowość i fantazja w zabawie.

- Czy zaimponuję kiedyś mojemu wnukowi, że byłem wicemarszałkiem? Wątpię - mówi Wojciech Jankowiak o swoim, na razie jedynym, wnuku Wojtku, który dwa tygodnie temu skończył rok.

- Mój dziadek, owszem, imponował mi, ale to była osobistość, powstaniec wielkopolski. Na takie wyżyny nie uda mi się chyba wznieść, dlatego pozostaje mi w przyszłości przynajmniej nadążać za wnukiem w zabawie - kwituje z przymrużeniem oka W. Jankowiak.

Drugi wicemarszałek, Leszek Wojtasiak, najmłodszy dziadek u władzy, uważa podobnie.

- Owszem, wnuki konkurują o moje względy, a konkretnie o to, którego wezmę na kolana, albo o to, kto śpi z babcią, a kto z dziadkiem - żartuje Leszek Wojtasiak, który ma 4-letnią Klarę i 3-letniego Leona.

Najbardziej lubi w nich ich żywotność i nieustającą gotowość do zabawy. Przypomina sobie, że zaskoczył sam siebie podczas pierwszych wyjazdów na narty. Okazało się wtedy, że bardziej niż zjeżdżać na nartach woli spędzać czas na wożeniu wnuków na sankach. Wspomina też pewną noc...

- Spał ze mną mały Leon, ale w którymś momencie obudził się i zaczął coś mówić o jakimś kocie. Myślałem, że mu się przyśniło, ale budził się kilka razy i wciąż to samo. Przyniosłem mu mleko, myśląc, że może o to chodzi. Ale nadal budził się i powtarzał "dziadek kot". Okazało się, że budziło go moje chrapanie, a on porównał mnie do… kota - śmieje się L. Wojtasiak.

Julia w prezencie

Jednego wnuka ma wojewoda Piotr Florek. Piotruś, odkąd pojawił się na świecie w sierpniu 2010 r., zawładnął dziadkiem niepodzielnie.

- Nadaktywność zawodowa starszej córki i skłonność do ciągłych przeprowadzek młodszej nie wróżyły, że szybko zostanę dziadkiem - przyznaje Piotr Florek. I dodaje: - Nowa, odpowiedzialna rola sprawiła, że zostałem zmuszony do reorganizacji życia. Nigdy nie sądziłem, że człowiek w moim wieku jest w stanie wymyślać tyle zabaw. Jestem zawiadowcą i dróżnikiem, kiedy bawimy się kolejką, bywam nieudolnym, wpuszczającym wszystkie strzelone gole, bramkarzem, kiedy gramy w piłkę. Najprzyjemniej jednak jest słyszeć "dziadku, dziadku, kocham Cię", czego dzisiaj wszystkim dziadkom najszczerzej życzę - mówi wojewoda.

Najlepszy prezent na Dzień Dziadka dostał w zeszłym roku zastępca prezydenta Poznania Tomasz Kayser, który jako jedyny z najwyższych władz Poznania może pochwalić się wnukami.

- Moja wnuczka, Julia, ogromną niespodziankę zrobiła mi już swoimi narodzinami, bo urodziła się dokładnie... w Dzień Dziadka! - mówi Tomasz Kayser. - Wkrótce będzie miała roczek, a ja przynajmniej nie mam kłopotu z zapamiętaniem dnia jej urodzin - dodaje z uśmiechem.

Wiceprezydent przyznaje, że wnuczka sprawia mu dużo radości, jest bardzo pogodna.

- Często przebywa u nas w domu, a cenię w niej zwłaszcza to, że jest bardzo ciekawa świata, nie złości się, jest uśmie-chnięta. I - chociaż jeszcze mówi swoim językiem - mam z nią świetny kontakt i dobrze się dogadujemy - mówi.

Trudne pytania
Wnuki Tadeusza Bąkowskiego, wójta gminy Kiszkowo w powiecie gnieźnieńskim, podobnie jak wnuki innych samorządowców, też marzą o władzy, ale nad swymi dziadkami. W tym roku wójt doczeka się piątego wnuka. Czwórka, która jest już na świecie, ma lat 6, 2,5, 4 miesiące i 2 lata. Marzą o tym, żeby zostać strażakiem, lekarzem czy policjantem. Chociaż to zmienia się z tygodnia na tydzień. Tymczasem Tadeusz Bąkowski przyznaje, że przy najmłodszym pokoleniu odpoczywa, sam czuje się młodziej.

- Dwóch chłopaków mieszka razem z nami - opowiada. - Czasami dają w kość, ale nawet jak psocą, to wielką przyjemnością jest spędzanie z nimi czasu - opowiada T. Bąkowski, który jak większość dziadków przyznaje bez ogródek, że wnuki rozpieszcza. - Małe dzieci są jeszcze niczym nieskażone, to jest wielka otwartość, zaufanie. I tego samego oczekują z drugiej strony.

Wójt Kiszkowa zauważa, że kilkulatki trudno zbyć byle czym, a niekiedy zadają pytania, na które odpowiedź trzeba dobrze przemyśleć - dlaczego coś się dzieje, jak działa, czy też - dlaczego dorosłym układanie klocków i układanek wychodzi gorzej, niż im. Odpowiedzi na liczne "dlaczego" oczekują bardzo konkretnych.

Poranna kawa z Kubusiem
- Wnuki rozładowują napięcie i zmęczenie po całym dniu pracy. Są dla mnie wszystkim - zapewnia Maria Bratkowska, burmistrz Wyrzyska, a prywatnie babcia 4-letniej Martynki, 4-letniego Kubusia i 2-letniej Gabrysi.

Martynka jest córką starszego syna Macieja i mieszka w Pile. Jakub i Gabrysia to dzieci młodszego Krzysztofa, mieszkają razem z babcią w Kosztowie (gm. Wyrzysk).

- Kiedy wracam z pracy i parkuję na podwórku, na widok mojego samochodu dzieciaki szaleją. Stęsknione cieszą się, że babcia w końcu przyjechała. A gdy wchodzę do domu, maluchy przybiegają do mnie i opowiadają, jak im minął dzień - mówi szczęśliwa babcia i zapewnia, że chociaż jest zmęczona po pracy, to wnuki jej nie przeszkadzają. Pani burmistrz znajduje jeszcze wieczorem czas, by zagrać z dziećmi albo poczytać im.

Wydaje się, że czteroletni Kubuś wyjątkowo mocno kocha babcię. Zdarza się nawet, że kiedy pani burmistrz przygotowuje się do wyjścia do pracy, maluch towarzyszy jej w tym.

- Chociaż jest wcześnie rano, on przychodzi do mnie. Robię mu wtedy herbatę i rozmawiamy. Bardzo lubię te poranki.

Pani burmistrz przyznaje, że gdy przyjeżdżają wnuki, dom należy do nich.

- Jest chaos, bałagan, często hałas, zupełnie inaczej niż w urzędzie, gdzie wszystko jest uporządkowane. Dlatego kocham czas spędzony z wnukami, bo jest to najlepsze oderwanie od codziennych obowiązków - zapewnia Maria Bratkowska.

Burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański też dochował się już kilkorga wnucząt. Ma ich czworo: Zofię, Franciszka, Adama i Mikołaja. Gdy ma wolny czas, jedzie z dziećmi do lasu, do wolsztyńskiej parowozowni, na poznański Stary Rynek.

- Pamiętam, raz zabrałem najstarszych chłopców do McDonalds'a. Zamówiliśmy trzy takie same zestawy jedzenia i wszystkim przypadła ta sama zabawka. Śmialiśmy się wtedy z siebie - przyznaje burmistrz.
Współpraca: IB, MAL, DB

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kasienka
Polska ginie POd "rzadami" kurdupla w trampkach, a wy pieprzycie jakies bzdetywyssane z palca dla PR POparancow!
k
krzysztof
Ludzki obraz kasty "Wielkopolskich samorządowców"
p
poznaniak
Rosną kolejne pokolenia przyszłych urzędasów? Ciekawe kto ich będzie utrzymywał? Bo ja już tym państwu podziękowałem. Przykro to mówić, ale za tego prawdziwego Kaisera Poznań piękniał i rósł w siłę.
Dodaj ogłoszenie