Wolsztyn: Polak nie potrafi, a inni robią kokosy na parowozach

Adam Żuczkowski
Wolsztyn: Polak nie potrafi, a inni robią kokosy na parowozachWolsztyn: Polak nie potrafi, a inni robią kokosy na parowozach
Wolsztyn: Polak nie potrafi, a inni robią kokosy na parowozachWolsztyn: Polak nie potrafi, a inni robią kokosy na parowozach Adam Żuczkowski
Okazuje się, że to co u nas popada w ruinę, gdzie indziej stanowi źródło dochodu i rozwoju. Jak przyznaje mieszkający w Wolsztynie i obeznany w temacie Howard Jones, w Wielkiej Brytanii jest ponad 50 prywatnych parowozowych linii turystycznych. Ten biznes przynosi niebagatelny dochód w wysokości jednego miliarda euro rocznie. Z tej kwoty tylko 20 procent jest przeznaczane bezpośrednio na parowozy.

Pozostała cześć służy rozwijaniu infrastruktury związanej z turystyką kolejową (hotele, restauracje itp.), a więc w istocie wpływa na rozwój gospodarczy miast czy regionów, w których takie usługi są oferowane. Każda linia turystycznych parowozów raz w roku organizuje wielką galę - pokaz pociągów, które cały dzień kursują na atrakcyjnych trasach. Po ogłoszeniu terminu takiej gali natychmiast wszystkie miejsca w okolicznych hotelach są zarezerwowane, a gastronomia i cały „przemysł” turystyczny szykuje się na pra-wdziwe „żniwa”. - W Niemczech, w górach Harzu (dawne NRD), jest mała postkomunistyczna miejscowość Werni-gerode, w której panował absolutny marazm i zacofanie cywilizacyjne. Dwadzieścia lat temu miejscowe władze postanowiły zainwestować w turystykę i kolej wąskotorową, na istniejących tam starych liniach. Teraz jest jednym z najbogatszych, najlepiej rozwiniętych małych miast w całych Niemczech - opowiada nasz rozmówca Howard Jones. To przykład wręcz niesamowitego awansu miasta dzięki kolei wąskotorowej oraz rozwiniętej turystyce. Rzeczywiście, w samym urokliwym miasteczku i okolicy znajduje się ponad 100 (!) hoteli oraz pensjonatów.

Howard Jones jest dyrektorem Wolsztyn Experience i kawalerem nadanego przez królową angielską Elżbietę II Orderu Członka Imperium Brytyjskiego. Od 20 lat mieszka w Polsce z wielkim marzeniem, aby taki „cud” gospodarczy, taki jak w Wernigerode, stał się także w Wolsztynie. Jego zdaniem, jest to całkowicie realne, ale wymaga autentycznego, nie skrajnie asekuranckiego, a w efekcie nieefektywnego, inwestowania w parowozownię. W zeszłym roku Werni-gerode obsłużyło około miliona odwiedzających - uczestników turystycznego biznesu. Anglik dodaje, że wystarczy oddalić się od miasteczka o 50 kilometrów, by napotkać biedne, też przecież niemieckie miejscowości, z panującym bezrobociem i bez perspektyw na przyszłość. Co zrobić, by wolsztyńskie parowozy były wehikułem rozwoju naszego miasta? - Trzeba przywrócić planowy ruch pociągów, bo to jest (czy raczej było) jedyne miejsce na świecie, gdzie istnieje żywa, unikalna, działająca na co dzień parowozownia. Skansenów parowozowych, lśniących, działających tylko turystycznie, na których można zarabiać nawet ogromne pieniądze, jest na świecie tysiące. Wolsztyn jest tylko jeden! Trzeba to wykorzystać. Władze lokalne muszą zrozumieć, że tym właśnie miasto może się wyróżnić spośród miliona podobnych mu miejscowości. Potrzebny jest mądry marketing, umiejętność reklamowania i sprzedawania takiego produktu. By każdy miłośnik kolei na świecie wiedział, że tu może pojechać nie czystym, lśniącym, ale brudnym, zwykłym, rejsowym parowozem - tłumaczy pan Howard. Podkreśla, że potrzebne jest 5 lat poważnego inwestowania, by Wolsztyn stał się nawet czymś więcej niż Wernigerode.

Ważne jest, że w ostatnim czasie spółka PKP Cargo wyremontowała dach parowozowni, ale jeszcze ważniejsze jest to, by zostały wyremontowane parowozy w większej ilości. By kilka, a nie tylko jeden, mogły być pod parą. Goście z Anglii, Australii, Stanów Zjednoczonych (kiedyś był tu nawet gość z Wysp Kuka) - wypucowane skanseny, linie turystyczne mają u siebie. Oni chcą widzieć parowozy żywe, w planowym, codziennym ruchu.

Howard Jones zauważa, że ci zapaleńcy mówią o nich pieszczotliwie i traktują je niemal jak kobiety. Czy będą zatem żałować (o czym wcześniej pisaliśmy), jak choćby potencjalny amerykański darczyńca, pół miliona dolarów? Oczywiście, że nie! Możliwe są także pieniądze od innych zagranicznych pasjonatów. Darowizny są, zdaniem Howarda Jonesa, całkowicie realne pod warunkiem, że parowozy wrócą do ruchu ciągłego. Dowiadujemy się, że jest wreszcie nadzieja na przywrócenie codziennych przewozów liniowych. Wybrano nowego dyrektora PKP Cargo w Poznaniu i niebawem zostanie wyznaczony termin kolejnego spotkania w sprawie utworzenia w parowozowni instytucji kultury. Oby ją wreszcie powołano, bo bezowocne negocjacje trwają już prawie dwa lata. A czas dla bezczynnych parowozów, to najcięższa próba...

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. POLUB NAS!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wolsztynianka
Jestem ciekawa w czym tkwi problem, że władze Wolsztyna nie potrafią znaleźć rozwiązania dla sprawnego funkcjonowania parowozowni, bo to od zawsze jest najlepsza i najbardziej rozpoznawalna wizytówka dla miasta. Myślałam, że o zmianie burmistrza coś się zmieni, ale jak widać jest to niełatwe. Szkoda, bo Wolsztyn traci duży atut, silny magnes. Trzymam kciuki, żeby się udało przywrócić parowozy do codziennego użytku, choć było to czasami uciążliwe. 
Dodaj ogłoszenie