Jak ze zmory starego, rodzinnego gospodarstwa zrobić prawdziwy interes? Rodzina z Czajkowa potrafiła wykorzystała wolny rynek, aby odnieść sukces. O Annie i Stanisławie Lesieniach z podkaliskiego Czajkowa po raz pierwszy było głośno, gdy przed 10 laty wygrali najpierw wielkopolską a potem krajową Agroligę. Potem ich gospodarstwo i firma trafiły do dzienników największych stacji telewizyjnych i to dwukrotnie - przy okazji wizyt ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego a potem prezydenta Bronisława Komorowskiego.

- Pierwszy był na śniadaniu, drugi na obiedzie, więc teraz prezydenta Andrzeja Dudę zaprosiłem na kolację - śmieje się pan Stanisław, który ma kontakt z najważniejszymi osobami w Polsce, choćby z tego powodu, że już osiem razy był gościem dożynek u trzech kolejnych prezydentów. A zaczynał skromnie.

 

Od 10 do 90 hektarów

Lesień (rocznik 1960) zaczynał gospodarowanie w 1984 roku. Po ojcu odziedziczył 10 hektarów ziemi, na której uprawiane było wszystko, a więc... nic.

- Z żoną Anną od razu postawiliśmy na specjalizację - opowiada.

Wybór był prosty. Zmorą gospodarstwa ojca była okresowa nadprodukcja kapusty i warzyw. Wybudował więc kwaszarnię, w której przerabiał 50 ton kapusty i 10 t ogórków. Od tego czasu sporo się zmieniło, bo obecnie co roku przerabia 5 tysięcy ton kapusty i tysiąc ton ogórków. Na brak odbiorców nie narzekał od samego początku. Wtedy, w drugiej połowie lat 80. klientów na dobry i tani towar nie brakowało, więc interes się błyskawicznie rozwijał. Ponieważ w tamtych czasach można było sprzedać wszystko, ale często o skupie nie decydowała jakość, lecz znajomości, raz w tygodniu osobiście rozwoził towar. Jednak manna z nieba spadła, gdy nastał wolny rynek i miejsce osiedlowych i gminnych sklepów zajęły sieci marketów. Do jednej z największych zaczął sprzedawać kapustę kiszoną i tym samym przyznaje, że złapał Pana Boga za nogi. Dzięki tamtemu oraz kolejnym kontraktom zaczął sprzedawać nie dziesiątki, ale setki a wreszcie tysiące ton swoich produktów. Z ojcowych 10 powiększył gospodarstwo do 90 hektarów. Dwie trzecie zajmują uprawy kapusty i ogórków, a reszta to pszenica wysiewana dla płodozmianu.

 

Gospodarstwo XXI wieku

Lesień przyznaje, że prawdziwy skok jakościowy zrobił na początku XXI wieku. - To wtedy udało się rozbudować magazyny, powstała nowoczesna hala przetwórcza, wdrożyliśmy systemy bezpieczeństwa HACCP i GLOBALGAP - wylicza.

Niemal od samego początku gospodarstwo prowadzone przez pana Stanisława obsługiwała firma „Stan” zarządzana przez jego żonę Annę, która przez lata zajmowała się w niej praktycznie wszystkim - od roboty papierkowej po zdobywanie kontrahentów handlowych. Firma posiada chłodnię składową, halę do konfekcjonowania oraz bazę transportową. Oboje przyznają, że rozwój był możliwy dzięki zaangażowaniu pani Anny, która szuka klientów, także za granicą, bo kiszona kapusta i ogórki z Czajkowa trafiają do Niemiec, Anglii, na Białoruś. To jednak tylko drobna część produkcji, bo większość sprzedawana jest do wielkich sieci handlowych, choć zdarza się, że do Czajkowa trafia prywatnymi kanałami sklepikarz z Niemiec, który zachwycony jakością i smakiem od ręki kupuje po 100 kg kapusty i ogórków. Wie, że to znakomity towar, którego u siebie nie znajdzie. Tym niemniej przynajmniej na razie nie ma co liczyć na stałych, dużych odbiorców, bo większość zagranicznych handlowców nie jest zainteresowana podpisywaniem długoterminowych umów, a tylko takie są gwarancją stabilizacji.

 

„Kacyk” dobry na wszystko

Choć od ponad 30 lat gospodarstwo i firma oparte są na własnych ogórkach i kapuście, Lesieniowie eksperymentują z innymi produktami. Przez jakiś czas konfekcjonowali także buraki, ale ostatecznie zrezygnowali. Zdecydowanie bardziej opłacalna okazała się cebula konserwowa, która przygotowywana jest dla dużych przetwórni rybnych. Tą częścią produkcji zajmuje się jeden z synów Daniel, bowiem „Stan” to firma rodzinna i wszyscy synowie są w niej zaangażowani. Udanym eksperymentem okazała się sprzedaż soku z kapusty, który wcześniej trafiał do oczyszczalni ścieków. „Kacyk” to nie tylko lekarstwo na efekty upojnej nocy, ale także bogate źródło witamin. Nic więc dziwnego, że sprzedaje się świetnie.

 

Pan Stanisław uważa, że w niedalekiej przyszłości byt zagwarantowany będą mieli tylko tacy rolnicy jak on, zajmujący się jednocześnie przetwórstwem i sprzedażą. W XIX edycji Ogólnopolskiego Konkursu Rolnik-Farmer Roku Lesieniowie zdobyli pierwsze miejsce i tytuł „Rolnik - Farmer Roku 2012” w kategorii gospodarstwa o alternatywnych źródłach dochodu.

- Lesień to nietuzinkowy rolnik i człowiek, który pokazał jak można nowocześnie gospodarować i w jakim kierunku powinna zmierzać wieś - podkreśla Jan Wojtyła, przewodniczący Rady Gminy Blizanów.

 

Wtóruje mu Stanisław Zabarski, kierownik zespołu doradczego w Kaliszu Wielkopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego i dyrektor największych w Polsce targów branżowych Dni Ogrodnika. Jego zdaniem Lesieniowie prowadzą gospodarstwo, które z dumą można pokazywać gościom z całego świata. I goście z różnych stron przyjeżdżają, oglądają i wypytują. Na początku lutego w Czajkowie gościli szefowie dużego, tysiąchektarowego gospodarstwa spod Nowogródka na Białorusi, które zatrudnia 600 osób. Od Lesienia uczyli się jak kisić kapustę i robić to wydajnie, bo obecnie zatrudniająca kilkanaście osób firma „Stan” produkuje więcej kiszonek niż oni.

 

Zanim o małżonkach z Czajkowa głośno zrobiło się w Wielkopolsce i w kraju, trzykrotnie wygrywali konkurs na najładniejsze gospodarstwo w gminie Blizanów ,,Czysta wieś, czysta zagroda’’. Od tego czasu ich posiadłość jeszcze bardziej wypiękniała i zyskała nowe, atrakcyjne elementy, jak choćby kort tenisowy, bo pan Stanisław lubi przebijać piłkę nad siatką, a na dojazdy na korty do Kalisza szkoda mu czasu.

 

Stanisław Lesień jest rolnikiem nowoczesnym, ale z dumą przyznaje, że prowadzi gospodarstwo zachowawczo. Przez 32 lata inwestuje tylko to, co zarobi. Unika kredytów i niepewnych interesów. Jak przystało na polskiego chłopa, od wysokich zarobków najważniejsze jest dla niego zachowanie ojcowizny. - Jesteśmy szóstym pokoleniem na tym gospodarstwie i nie mamy prawa tego zmarnotrawić - tłumaczy Lesień.