Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Wybory 2020. Krzysztof Bosak, Konfederacja: Jeżeli ktoś ma reprezentować całe społeczeństwo, nie może być zakładnikiem jednej partii

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki
Krzysztof Bosak podczas wizyty w Gdańsku w piątek 29.05.2020 Karolina Misztal
- PiS wyspecjalizował się w przerzucaniu odpowiedzialności za swoje błędy. To nie może nam przesłonić istoty sprawy, że 100 proc. władzy w państwie spoczywa na obozie rządzącym - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim" Krzysztof Bosak - poseł na Sejm RP oraz kandydat Konfederacji na prezydenta Polski.

Trójmiasto jest pierwszym przystankiem podczas pańskiego objazdu po Polsce. Mówi pan o konieczności rozwoju Marynarki Wojennej. Czego pańskim zdaniem ona potrzebuje? Jakich zmian wymaga?
Marynarka Wojenna jest chyba najbardziej zdekapitalizowanym rodzajem sił zbrojnych. Zgodnie z projektem modernizacji technicznej sił zbrojnych z 2017 roku, Marynarka Wojenna powinna być wyposażona w ponad 30 nowych okrętów. Powstało zaledwie kilka małych jednostek. Większość programów jest kasowana przez kolejne rządy.

Czyli pana zdaniem to nie tylko obecny rząd odpowiada za zaniedbania.
To są wieloletnie zaniedbania. Za każdym razem kończy się niestety na zapowiedziach i opracowaniach technicznych. Większość projektów modernizacyjnych, czy budowy nowych okrętów nie wchodzi do realizacji. Mamy Marynarkę Wojenną, ale nie mamy na czym pływać. Muszą się zwiększyć nakłady. Powinniśmy mieć zdolność operacyjną przekraczającą 12 tys. mil morskich. Obecnie mamy braki jeżeli chodzi o obronę naszych wód, a co dopiero o działania poza naszymi wodami terytorialnymi. Uważam, że jako państwo leżące nad morzem i mające dostęp do światowego zlewiska mórz i oceanów nie możemy zrezygnować z posiadania Marynarki Wojennej.

Jak wysoko podniósłby pan na nią nakłady? Kosztem czego? Z czego by pan zrezygnował?
Realizowałbym plany przyjęte przez rząd. To byłby wielki sukces. One powinny być realizowane. A teraz są jedynie ogłaszane w okresie przedwyborczym.

Chce pan by do Gdyni wróciło dowództwo Marynarki Wojennej. W Gdyni od kilku lat jest inspektorat Marynarki Wojennej.
Jeżeli pan uważa, że ten inspektorat przeniesiony tu przez ministra Mariusza Błaszczaka, wyczerpuje kompetencje, które chcielibyśmy mieć zgromadzone na Wybrzeżu, to ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że nie wyczerpało to możliwości zarządczych związanych z Marynarką Wojenną. Po likwidacji dowództwa w Gdyni, większość z nich jest w Warszawie. Deglomeracja to jedna z moich tez konstytucyjnych. To przeniesienie części instytucji poza Warszawę. Moim zdaniem trudno o lepszy przykład niż kompetencje związane z gospodarką morską czy Marynarką Wojenną.

Czytaj także

Mówi pan o przeniesieniu tych kompetencji z Warszawy do Gdyni. Jest pan zwolennikiem decentralizacji?
Jestem zwolennikiem deglomeracji, czyli przeniesienia części instytucji poza Warszawę. Natomiast nie jestem zwolennikiem decentralizacji państwa w takiej formie jak proponowała to Platforma Obywatelska. Deglomeracja to pozostawienie instytucji państwowych centralnymi, ale lokalizowanie ich w innych miastach. Nie jest to zmienianie struktury państwa, a jedynie przeniesienie położenia instytucji. Decentralizacja zakłada, że osłabiamy instytucje państwa na rzecz samorządów czy Unii Europejskiej. Tu moim zdaniem trzeba być bardzo ostrożnym. W obecnym modelu konstytucyjnym mamy model państwa unitarnego, jednolitego i moim zdaniem, ze względów bezpieczeństwa, to model korzystny.

A jak pan widzi rolę samorządów? Spośród innych kandydatów wiele uwagi poświęca im Rafał Trzaskowski.
Samorządy powinny mieć swoją rolę. Jest kilka dziedzin, na które powinny mieć większy wpływ. To np. polityka społeczna. Pomoc socjalna jest jedną z bardziej scentralizowanych dziedzin. Znacznie większą rolę mogłyby tu odgrywać samorządy gminne, a mniejszą rolę działania ustawowe. Inne dziedziny są do dyskusji. Np. trójszczeblowy podział samorządów. Uważam, że to spór niezwykle trudny i skomplikowany na kampanię wyborczą. W momencie gdy wyczerpie się pula środków unijnych to samorządy wojewódzkie nie będą miały wiele pracy.

Czy pomoc społeczna, uzależniona od gmin, nie doprowadziłaby do różnic między różnymi regionami Polski? To mogłoby też zależeć od woli politycznej samorządowców.
Taki byłby efekt. To byłby dobry efekt, bo różnorodność życia społecznego nie jest niczym złym. Uruchomienie kreatywności ludzi w rozwiązywaniu problemów społecznych oraz konkurencja gmin, byłaby czymś dobrym. Podejście by wszystko było takie samo jest lewicowe.

Prezydent Andrzej Duda i jego otoczenie mocno stawiają na utrzymanie rządowych programów społecznych. Wymagają od innych kandydatów opowiedzenia się w tej sprawie, choć raczej nie zapowiadają państwo ich zakończenia.
To układanie kampanii wyborczej po liniach wygodnych dla Prawa i Sprawiedliwości. Ja politykę zwiększania transferów społecznych przez PiS, szczególnie przed wyborami, oceniam jako populistyczną i mającą socjaldemokratyczny charakter. To klasyczny program lewicy. Nie kwestionuję tego, że wielu obywateli z tego korzysta. Jeszcze przed kryzysem zwracałem jednak uwagę, na to, że jest to program nieodpowiedzialny, nazbyt hojny jak na możliwości naszego państwa. Nawet w latach rozwoju gospodarczego nasze państwo nieustannie się zadłużało. Inne państwa lata koniunktury wykorzystywały na równoważenie finansów i częściową spłatę zadłużeń. Będzie ogromna trudność ze zrównoważeniem budżetu. Rząd będzie musiał się zadłużyć, a to będzie skutkować inflacją. Inflacja to w skrócie podatek nałożony na całe społeczeństwo. Wszyscy za to zapłacimy.

Jakiś czas temu prezydent Andrzej Duda mówił w Polsat News, że nie wyobraża sobie rezygnacji z 500 plus, ale w przypadku pogłębiającego się kryzysu apelowałby do najbogatszych o niekorzystanie z niego. Czy gdyby pan został prezydentem, zrezygnowałby pan z tego lub zmodyfikował ten program?
Wszystko będzie zależało od sytuacji finansowej państwa. W tej chwili ta sytuacja jest tak zmienna, że trudno postawić odpowiedzialną prognozę. Najważniejszą zmienną powinna być nowelizacja budżetu przez ministra finansów, na co czekamy.

Widzi pan w tym kryzysie działania ministra finansów?
Od samego początku epidemii mam wrażenie, że minister finansów zapadł się pod ziemię. Krążą plotki, że został nim człowiek, który nie był zainteresowany tą funkcją, że PiS miał problem z obsadzeniem tego stanowiska. Widać wyraźnie, że całkowite reprezentowanie rządu ws. kryzysu wzięła na siebie minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, a minister finansów jest wielkim nieobecnym.

Czytaj także

Jak pan ocenia działania rządu w walce z epidemią?
W tym co robi rząd brak konsekwentnej, czytelnej strategii. Moim zdaniem, w momencie gdy rząd zorientował się, że nie ma katastrofy w ochronie zdrowia związanej z epidemią Covid-19, należało płynniej i sprawniej uchylać te ograniczenia. Niektóre dziedziny gospodarki są bardziej poszkodowane. Takie stopniowe uchylanie jest niesprawiedliwe. Cała Konfederacja apelowała by przedstawić szybki plan wychodzenia z kwarantanny. Skoro nie ma teraz problemów z obsługą chorych, to nie ma problemów by w różnych obszarach uwalniać działalność gospodarczą. Zachęcam rząd by szybciej zdejmował te ograniczenia, będzie można wtedy mniej funduszy poświęcić na pakiety antykryzysowe. Gdy z jednej strony tłamsimy gospodarkę, a z drugiej strony pompujemy ją strumieniem pieniędzy z zadłużania to nie jest to mądre.

Wiele firm i branż praktycznie nie działało, jak np. branża eventowa czy rozrywkowa. Tarcze mogły nie być wystarczające by pomóc tym firmom w utrzymaniu siebie oraz miejsc pracy.
Wydaje mi się, że rząd mocno przesadził ze skalą ograniczeń. Spóźniona o miesiąc jest pomoc. Wadą polityki rządu jest to, że dopiero w trzeciej edycji tarczy zaczął robić to, o czym Konfederacja mówiła od początku. Chodzi o łatwy dostęp do kapitału obrotowego. Druga sprawa to ulga w kosztach stałych, a więc ZUS i podatki. Rząd wprowadził to dopiero w drugiej edycji tarczy. Trzecia sprawa to bezpłatne wakacje od rat kredytowych i to pojawia się dopiero w czwartej tarczy, zaledwie na kwartał i nie automatycznie, a na wniosek. Banki będą to rozpatrywać. Leasingów to nie obejmie. Moim zdaniem to jest późno. Rząd za wolno reaguje na pomysły organizacji gospodarczych czy Konfederacji. Stworzył system oparty na staraniach o granty, na wnioskach i ich rozpatrywaniu, zamiast działać w sposób automatyczny.

Deklaruje pan, że nie podpisze pan ustaw o podwyżkach podatków. Podobnie deklarowali wcześniejsi prezydenci, a w niedawnych wyborach do Sejmu grupa kandydatów na posłów pod egidą Patryka Jakiego, którzy będąc już posłami, podnieśli kilka razy ręce za podwyżką podatków. Dlaczego wyborcy mają panu uwierzyć, że pan akurat tych podatków nie podwyższy?
To kwestia tego z jakich ugrupowań się wywodzimy. My w Konfederacji nie zmieniamy poglądów w zależności od sondaży czy sytuacji budżetowej. Od lat głosimy te same poglądy, za co płaciliśmy cenę wieloletniej nieobecności w polityce parlamentarnej. Wiarygodność jest tym, co buduje się wiele lat.

Pozostając w temacie poglądów, jestem ciekaw jak patrzy pan na Unię Europejską. Był pan przeciwny wstąpieniu do Unii, a teraz Polska może być jednym z największych beneficjentów unijnej pomocy.
W sferze międzynarodowej nie ma bezinteresownej pomocy. Każda operacja finansowa na poziomie międzynarodowym jest transakcją wiązaną. Mówi się o pomocy, ale ona wyniknie z zadłużenia się Unii na rynku finansowym. Te długi Unia, w tym Polska, przez kolejne lata będzie spłacać, identycznie jak pomoc z tarczy finansowej, która polega na emisji długu przez państwo. Unijna pomoc i tarcza finansowa rządu polskiego, to bliźniaczo podobne programy. Polegają na szybkiej emisji długu, ściągnięciu pieniędzy z rynku finansowego i udzieleniu kredytu gospodarce. Ceną polityczną jest dalsze upodmiotowienie Unii Europejskiej. Ceną za te 60 mld jest dalsza utrata naszej suwerenności. Nie uważam by była to dobra cena.

Wybory 2020. Krzysztof Bosak, Konfederacja: Jeżeli ktoś ma r...

A jaka cena byłaby dobra?
Żadna. Dlatego nigdy argumenty finansowe o środkach unijnych mnie nie przekonywały. Nie kwestionuję tego, że na nich korzystamy, ale uważam, że nie jest to wystarczająca cena by poddawać się pod jurysdykcję Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który jest w tej chwili ostateczną instancją dla naszej polityki gospodarczej, ani poddać się pod zarząd Komisji Europejskiej, która prowadzi obecnie naszą politykę handlową.

Widzi pan zalety bycia w Unii? Prócz korzystania ze środków unijnych.
Takie jakie widzą obywatele. Korzystamy na rozwijającym się handlu, który przekierowaliśmy niemal całkowicie z kierunku wschodnio-europejskiego na kierunek zachodni. Oczywiście swoboda poruszania się, która jest ważna dla obywateli i pozwoliła nam rozładować bezrobocie w Polsce, czego kosztem była wielka emigracja zarobkowa. Dostęp do swobodnego poruszania się i handlu można zapewnić sobie bez bycia w Unii Europejskiej. To umowa z Schengen i umowy handlowe. To co mówię, nie ma na celu argumentowania za wyjściem z Unii, ale zwracam uwagę, że korzyści, które odnosimy, są możliwe bez formalnego członkostwa w Unii Europejskiej. Doskonałym przykładem jest Ukraina. To państwo pozaunijne, które ma otwarte europejskie granice dla handlu i polskie granice dla przepływu osób.

Ukraina jest dla pana pozytywnym przykładem w kwestii wymiany handlowej?
Nie. Jest przykładem, że można ją prowadzić i otwierać granice bez członkostwa w Unii Europejskiej.

Obóz rządzący mówi ostatnio dużo, że prezydent z opozycji może być przyczyną konfliktów z rządem i destabilizacji państwa. Czy pana zdaniem współpraca prezydenta i rządu z różnych obozów politycznych byłaby możliwa?
Oczywiście. Mieliśmy w Polsce takie sytuacje wielokrotnie. Jeżeli wybory wygra kandydat związany z opozycją, to regulacje konstytucyjne wymuszą taką współpracę.

Pańskim zdaniem konstytucja powinna zostać zmieniona lub zmodyfikowana?
Może zostać. Uważam, że można wiele zmienić na lepsze. Stąd mój postulat 28 zmian w konstytucji. Proponuję m.in. zmniejszenie Sejmu o połowę, możliwość wybierania posłów w polonijnych okręgach wyborczych, ustanowienie dyscypliny budżetowej by nie zadłużać państwa w okresie dobrej koniunktury oraz jedną siedmioletnią kadencję prezydenta, bez możliwości reelekcji. Jeżeli ktoś ma reprezentować całe społeczeństwo, to nie może być zakładnikiem jednej partii, która mu potem sfinansuje kampanię wyborczą.

Mówił pan niedawno, że w prezydenturze ważniejsze od kierowania się poglądami, jest kierowanie się racją stanu.
Tak, ale racja stanu zawsze jest odczytywana w świetle poglądów, które się posiada. Racja stanu jest istotą sporu politycznego. Najlepszym przykładem jest kwestia wejścia do Unii Europejskiej. Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy powiedzą że kierowali się racją stanu.

Czy więc naszą racją stanu jest pozostanie w Unii?
Naszą racją stanu jest rzetelne informowanie społeczeństwa o wszystkich kosztach bycia w Unii Europejskiej. Moim zdaniem nie było ono w ostatnich latach informowane uczciwie. Dobrym przykładem jest energetyka. Polska jest najbardziej tracącym państwem na polityce walki z węglem, ponieważ większość energii pozyskujemy z węgla. Mam postulat by odrzucić system certyfikacji na emisję CO2, tylko zadbać o dobre normy środowiskowe dla tej energetyki. O tak dużych projektach politycznych jak członkostwo w Unii Europejskiej ostatecznie powinno decydować całe społeczeństwo. Sytuacja, w której to politycy i media decydują za obywateli, jak było to kilkanaście lat temu, nie powinna się powtórzyć.

Politycy i media, czy obywatele w referendum?
Obywatele zdecydowali w referendum po skrajnie jednostronnej kampanii, kiedy jedna strona dysponowała większością mediów oraz wsparcia zagranicy, a druga strona głównie siłą swoich argumentów i udziałem w nielicznych debatach. Byłem w parlamentarnym zespole Rady Europy, jeździłem jako jego członek m.in. do Turcji obserwować czy wybory odbyły się tam demokratycznie. Gdyby oceniać te wybory z punktu widzenia kryteriów Rady Europy, to te wybory nie były demokratyczne, bo elementem demokracji jest równy dostęp do mediów.

Sądzi pan, że może zachęcić do siebie wyborców, którzy nie zgadzają się z panem światopoglądowo, a zgadzają gospodarczo?
Oczywiście. Rzadko zdarza się sytuacja stuprocentowej zgodności poglądów. Niektórych przekonają poglądy na kwestie kulturowe, gospodarcze czy ustrojowe. Niektórzy kierują się stylem wypowiedzi czy nawet wyglądem. Aleksander Kwaśniewski został prezydentem, bo miał dobrą wizerunkowo kampanię.

Tutaj w Gdańsku zdarzają się często spory ideologiczne i światopoglądowe pomiędzy lokalnymi politykami...
Zapewniam pana redaktora, że w innych częściach Polski też takie spory się toczą.

Stąd jestem ciekaw jak pan sobie wyobraża np. politykę równościową. Mówi pan, że jest przeciwnikiem forsowania tzw. "ideologii LGBT".
Uważam, że nie należy wplatać elementów lobby LGBT do programów szkolnych, co jest celem lewicy, nie należy wplatać ich w programy obowiązujące w różnych firmach. Uważam, że nie należy czynić z tego istotnego wątku, np. w formie kampanii antydyskryminacyjnej, gdzie tak naprawdę chodzi o podważenie wartości rodziny czy moralności seksualnej. To są kryptonimy, które lewica forsuje jako swój program wprowadzany na uniwersytety czy do firm.

A jak pan patrzy na kwestię edukacji seksualnej? W Gdańsku jesteśmy świadkami trwającego od wielu miesięcy sporu na ten temat. Pana zdaniem taka wiedza jest czymś złym?
W szkołach mamy przedmiot o nazwie wychowanie do życia w rodzinie. Jeżeli jest prowadzony zgodnie z podstawą programową i przez odpowiednich i wrażliwych nauczycieli, to myślę, że jest to pożyteczne. Jeżeli odejdzie się od tej podstawy i nasyci inną treścią, np. zgodną z programem skrajnej lewicy czy lobby LGBT, może się to stać narzędziem deprawacji. Wszystko zależy od wykonania. Spór o hasła nie powinien nam przesłaniać tego jak się pracuje z uczniem. To decyduje o tym, czy młodego człowieka popycha się w dobra stronę czy się go zdeprawuje.

Czyli pana zdaniem taka edukacja powinna być w szkołach?
Uważam, że należy w procesie nauczania szkolnego przekazywać treści związane ze wszystkimi istotnymi dziedzinami życia. W tej chwili nie ma sporu co do tego, czy przedmiot wychowania do życia w rodzinie powinien być czy nie. Spór dotyczy tego jakie mają być tam treści, powinno to pozostać tak jak jest. Bez zahaczania o tęczowe piątki.

Niedawno poseł PiS Krzysztof Sobolewski zawiadomił Państwową Komisję Wyborczą na pana oraz innych kandydatów na prezydenta, że prowadzą panowie kampanię wyborczą gdy nie ma oficjalnie ogłoszonej daty wyborów. Teraz będąc w Trójmieście prowadzi pan kampanię? To wizyta poselska? Jak pan to zdefiniuje?
Politycznie kampania prezydencka trwa cały czas i prowadzą ją prezydent i wszyscy opozycyjni kandydaci. W tej chwili brak podstawy prawnej do prowadzenia kampanii, więc jako sztab wstrzymaliśmy się z reklamą płatną, nie pobieramy darowizn na kampanię. Czekamy aż PiS nadrobi własne zaniedbania i dokończy podstawę prawną do dokończenia wyborów. To obowiązek rządu. Sytuacja, w której pełnomocnik komitetu prezydenta Andrzeja Dudy, reprezentując opcję, która ma 100 proc. władzy w państwie, robi wyrzuty kandydatom opozycji, jest kuriozalna. Niech posprzątają bałagan, który sami spowodowali.

W minionym tygodniu jeden z posłów PiS Marek Suski powiedział na mównicy sejmowej, że to Senat i samorządy są odpowiedzialne za bałagan wyborczy.
PiS wyspecjalizował się w przerzucaniu odpowiedzialności za swoje błędy. To nie może nam przesłonić istoty sprawy, że 100 proc. władzy w państwie spoczywa na obozie rządzącym. PO, kontrolująca Senat, nie popisała się spowalniając prace nad przepisami wyborczymi, ale nie oszukujmy się. Jedyne co może zrobić Senat, to opóźnić te prace.

Pana zdaniem optymalnym czasem na zebranie podpisów pod rejestracją kandydatury powinny być 3 tygodnie. Wyobraża pan sobie wybory jeszcze w czerwcu?
Jeżeli rząd zdecyduje się przeprowadzić wybory w czerwcu to będzie to bardzo skondensowany kalendarz wyborczy. Czas na zbiórkę podpisów i prowadzenie kampanii byłby zredukowany do minimum.

Kiedy pana zdaniem wybory powinny się odbyć?
Komfortowy termin to byłby sierpień. Gdyby użyć odpowiednich przepisów o stanach nadzwyczajnych, jeszcze w marcu, gdy wprowadzano pierwsze obostrzenia, to też wyszedłby sierpień.

Kto pana zdaniem ponosi odpowiedzialność za wydruk pakietów wyborczych za 69 mln zł?
Formalnie wicepremier Jacek Sasin, faktycznie Jarosław Kaczyński.

Bo?
Ponieważ jest liderem obozu rządzącego i jego głównym strategiem, który podejmuje kluczowe decyzje. Wykonuje je rękami swoich pomocników takich jak Mateusz Morawiecki, Jacek Sasin, Jacek Kurski czy Andrzej Duda.

Rozmowa odbyła się w piątek 29.05.2020.

Oficjalnie: Andrzej Duda prezydentem na kolejne 5 lat

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3