Wydane w Poznaniu: Jak Wałęsa nazwał Leonarda Cohena?

Marcin Kostaszuk
Leonard Cohen
Leonard Cohen Sony Music
W ciągu ostatnich 20 lat Polacy kupili więcej płyt Leonarda Cohena niż Michaela Jacksona. Taki fakt to sygnał, że już najwyższy czas na zapełnienie białej plamy na rynku muzycznych biografii i oczywiście nie chodzi tu o kolejną pozycję o boskim Michaelu...

Poznańska oficyna In Rock sięgnęła po pozycję bardzo świeżą - dziennikarz Anthony Reynolds ukończył "Życie sekretne" w 2010 roku - a dzięki posłowiu Daniela Wyszogrodzkiego czytelnikowi nie umkną wydarzenia ostatnich z dwóch lat kariery Cohena, w tym refleksje o niedawno wydanej płycie "Old Ideas", a także pyszna anegdota o spotkaniu artysty z Lechem Wałęsą, który słysząc o maratońskiej długości koncertu Cohena, nazwał go... Fidelem Castro.

WIĘCEJ KULTURY?
SZUKAJ W GŁOSIE WIELKOPOLSKIM

"Bohater tej biografii posiada - jak Zelig z filmu Woody Allena - niesamowitą zdolność odczuwania bliskości i pokrewieństwa z wieloma różnymi krajami i kulturami" - zauważa Reynolds we wstępie. To kluczowa obserwacja, bo choć jej autor opatruje ją przykładami Francji, Grecji, Izraela czy Berlina, to i polski czytelnik - a zapewne także wielbiciel - od razu pomyśli przy tym o "naszym" Cohenie. I nie ma już znaczenia, że na słynny koncert w 1985 roku w Warszawie przybył w niezasłużonej (co dokładnie wyjaśnia w książce Wyszogrodzki) aurze buntownika przeciw systemowi komunistycznemu. Tłumy chciały go w takiej roli zobaczyć, więc gdy wypowiedział słowa "Solidarność" i "Wałęsa" wszyscy uznali, że "Cohen jest nasz".

CHCESZ POCZYTAĆ? ZAJRZYJ TUTAJ:
LITERATURA W GŁOSIE WIELKOPOLSKIM

Tak naprawdę Cohen nie należy do nikogo. Jest poetą, dla którego nie istnieją nie tylko granice przynależności państwowej, ale też religijnej. Najistotniejszy jest jednak jako osobny byt muzyczny: w czasach trendów zmieniających się częściej niż fryzura Lady Gagi, piosenki Kanadyjczyka wydają się jednym ponadczasowo archaiczne, innym ponadczasowo nowoczesne.

Jak na podtytuł "Życie sekretne" autorowi udało się odkryć sporo sekretów trzymającego się z dala od mediów pieśniarza. To nic, że dotarł do nich tylnymi drzwiami, jakie uchylili mu najbliżsi współpracownicy artysty - autentyczność ich obserwacji potwierdzają liczne cytaty głównego bohatera.

Reynolds od siebie dodaje sporo pisarskiej erudycji: opisując występ w belgijskim programie telewizyjnym zauważa na przykład, że Cohen "przypominał dyplomatę z jakiegoś małego kraju socjalistycznego w towarzystwie dwóch ekskluzywnych prostytutek".
Dla wielu Cohen to nudziarz. Ale jego biografia znudzić nikogo nie powinna.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie