Z koncertem jest jak ze sztuką teatralną. Ma swe prawidła i emocje - rozmowa z Michałem Urbaniakiem

Marek ZaradniakZaktualizowano 
Michał Urbaniak zagra w niedzielę w Poznaniu z grupą SBB w klubie Blue Note
Michał Urbaniak zagra w niedzielę w Poznaniu z grupą SBB w klubie Blue Note Janusz Wojtowicz
z Michałem Urbaniakiem, światowej sławy polskim jazzmanem, ultiinstrumentalistą i kompozytorem, rozmawiamy przed jego koncertem z grupą SBB w klubie Blue Note w Poznaniu

W niedzielę w poznańskim klubie Blue Note zagra Pan w ramach organizowanego przez Agencję Ranus Głos Rock Festiwal razem z zespołem SBB. Występ ten jest reperkusją koncertu, jaki daliście wspólnie 1 marca ubiegłego roku w studio Programu III Polskiego Radia w Warszawie. Jak Pan wtedy przyjął propozycję SBB do wspólnego koncertu?

Mówię szczerze - z entuzjazmem. Natychmiast odżyły wspomnienia pięknych, kreatywnych czasów, gdy my jako jazzmani, a ja byłem jednym z najmłodszych i najszybciej pchających się do przodu, graliśmy tak zwany jazz-rock określany jako fusion. Z kolei rockowcy słuchali jazzu i grali coś co nazywano też czasami rock-jazz. Nie lubię nazw, ale czasami jest to fajna gra słów, która mi się podoba.

Na płycie wydanej jesienią ubiegłego roku zawierającej zapis waszego warszawskiego koncertu gra Pan w czterech utworach: „Na pierwszy ogień”, „Wizje”, „Walking Around The Stormy Bay” i „360 do tyłu” . Czym się Pan kierował w doborze kompozycji? A może wyniknęło to spontanicznie?

Szczerze mówiąc, był to pomysł Józefa Skrzeka. I był bezdyskusyjny i jest OK.

A wykonanie którego z utworów przyniosło Panu największą satysfakcję? W którym najwięcej mógł Pan dać z siebie?

Z reguły na występie nie ma tak, że liczą się poszczególne utwory. Występ to jest występ. To jest tak jak ze sztuką teatralną. Ma swoje prawidła i swoje emocje. Muzycy, którzy grają ze mną rzadziej, mają mi to za złe, ale ja nie ustalam kolejności grania poszczególnych utworów, a nieraz nawet nie mówię, co gramy i bardzo często zdarzało się, i zdarza się, że piszę kartkę z paroma akordami. Podsuwam basiście i pianiście i zaczynam coś grać. Bardzo to lubię, bo muzyka improwizowana jest wielką przygodą. Nie mówiąc o tym, że improwizujemy muzykę rytmiczną co jest cudowną frajdą. Żałuję, że w szkołach nie uczy się improwizacji jakiejkolwiek. A przecież kilkaset lat temu w tak zwanej muzyce poważnej organiści w kościołach po prostu improwizowali. W szkole, wtedy kiedy ja studiowałem, zabijało się jakąkolwiek inicjatywę improwizacji. Za akordy jazzowe dostawałem po łapach. Niektórzy koledzy, którzy byli bardziej sprawni i grali boogie woogie, to naprawdę lanie dostawali.

Swego czasu zagrał Pan na „Męskim Graniu” z O.S.T.R. Ten występ także został bardzo życzliwie przyjęty. Lubi Pan grać z muzykami proponującymi nieco inną muzykę niż Pan?

To jest ta sama muzyka. Kocham Adama (Adam Andrzej Ostrowski - przyp.red.) i jego muzykę. Wszyscy moi muzycy amerykańscy, w większości czarni, kochają go. Sprawa polega na rytmie. Oni nie znają języka, a on potrafi freestylować i improwizować tekst, co jest najwyższą sztuką. W 1987 roku miałem rapera w swoim zespole i uważam, że bycie prawdziwym raperem to jedna z największych ze sztuk.

Czy są jacyś inni polscy muzycy z kręgu rocka, z którymi chciałby Pan zagrać albo Pan zagrał?

Szczerze powiem, że definicja słowa rock nie jest łatwa. Oczywiście, wszystko ma swoje wyjątki, ale generalnie, moim zdaniem, Jimi Hendrix zakończył prawdziwego rocka. Do dziś były renesanse, revivale, ale często jest to po prostu muzyka, która brzmi jak rock, a to jest zwykły pop. Nawet muzyka Beatlesów miała niewiele wspólnego z prawdziwym rockiem. Jeśli, to bardziej rockowi byli kiedyś Rolling Stones. Jest kwestią semantyki, co nazywamy rockiem. Znam gitarzystów, którzy brzmią rockowo i są uznawani za rockmanów, i są genialnymi muzykami. Z Santaną nie grałem, a go znam.

A zagrałby Pan z Carlosem Santaną?

Bardzo chętnie. Bo to wielki, konsekwentny muzyk, a do tego znakomity człowiek. Jego przygody z tak zwanym rock-jazzem są wszędzie znane i wiadome.

Ponad 40 lat temu wyjechał Pan, a nie wyemigrował, co Pan zawsze mocno podkreśla, do USA. Jak dzisiaj dzieli Pan czas między Europę, Polskę a Stany Zjednoczone?

Muszę powiedzieć, że w tej chwili dużo zależy od sfery prywatnej, a przede wszystkim kondycji zdrowotnej. Do tej pory większą część życia z lekarzami spędzałem, podpisując im moje płyty albo spotykając się z nimi gdzieś w barze. Teraz zaczynam poznawać ich od strony praktycznej. Po drugie, nie przywiązuję specjalnie wagi do tego, gdzie jestem. Gdyby zrobić zdjęcie to okaże się, że w mieszkaniu w Nowym Jorku mam takie same zasłony jak w Warszawie. Podobnie wygląda balkonik. Ten sam komputer no i instrumenty. Wszystko zależy od tego, gdzie jestem potrzebny, albo gdzie mam ochotę pojechać. A nie wszystko, co mi jest oferowane, biorę. Dużo przyłożyłem się do pracy kompozytorskiej i mam moje utwory, także opracowane na orkiestrę z Jerzym Maksymiukiem. Jestem szczęśliwy, bo te partytury są niezwykle dopieszczone, a filharmonie chętnie zgłaszają się, żeby je wykonać.

Kiedy rozmawialiśmy półtora roku temu, planował Pan nagranie dwóch płyt. Jedna miała zawierać najbardziej znane Pańskie utwory instrumentalne w wersji wokalnej. Druga pozostawała jeszcze wtedy tajemnicą. Jak to dziś wygląda? Kiedy możemy spodziewać się tych dwóch krążków?

Muszę powiedzieć, że będzie coś z tego. Początkowo chciałem, żeby płytę nagrać po polsku, z młodymi talentami i rzeczywiście, pare młodych osób nagra moje utwory. Tyle, że raczej po angielsku, z myślą bardziej o rynku europejskim lub amerykańskim niż polskim.

A jakie są inne plany Michała Urbaniaka na ten rok?

Duży nacisk kładę na tegoroczne Urbanator Days. Rezultaty tego, co przez lata robimy, są takie, że powstają zespoły najczęściej zawodowe. Urbanator Days obejmą w tym roku kilka miast. Na zakończenie planujemy festiwal Urbanatora w Łodzi. Wszystko jest na razie w trakcie organizacji.

Rozmawiał

Marek Zaradniak

Głos Rock Festiwal - SBB i Michał Urbaniak, Blue Note (ul. Kościuszki 79), 28 lutego, godzina 20, wejście od godziny 19, bilety: 95 zł

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3