Za likwidację nielegalnych składowisk w Wielkopolsce płacimy miliony, a procedura trwa latami. Zobacz, które gminy mają ten problem

Monika Kaczyńska
Monika Kaczyńska
Dzikie wysypiska powstają wszędzie - w lasach, na polach, w parkach. Na szczęście na ogół są niewielkie, choć ich usuwanie to dla gmin także znaczny koszt.
Dzikie wysypiska powstają wszędzie - w lasach, na polach, w parkach. Na szczęście na ogół są niewielkie, choć ich usuwanie to dla gmin także znaczny koszt. Piotr Krzyżanowski
Według danych Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Wielkopolsce jest 30 nielegalnych składowisk odpadów niebezpiecznych lub potencjalnie niebezpiecznych. Są rozsianie po całej Wielkopolsce - od Jastrowia na północy województwa po Minichowice, w gminie Barlin na południu, od Chełstu na zachodzie, po Szołajdy na wschodniej flance. Tylko wyjątkowo to kilka lub kilkadziesiąt ton. Częściej ilość odpadów niebezpiecznych liczy się w setkach tysięcy kilogramów, bywa, że wiadomo jedynie, że jest ich mnóstwo, bo tylko częściowo odkopanych nie da się zważyć lub nie sposób wejść do zapchanego pod sufit pojemnikami z niebezpiecznymi substancjami magazynu. Likwidacja takich miejsc kosztuje nas wszystkich ciężkie miliony złotych, a procedury ciągną się latami.

Co do zasady sprawa jest prosta - kto przywiózł śmieci, musi je usunąć. Jeśli nie da się tego wyegzekwować, robi to za niego gmina. Może na ten cel skorzystać z dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, która może wynieść do 90 proc. kosztów usunięcia składowiska. Wszystko wydaje się proste, niestety tylko w teorii.

Bomba ekologiczna w Szołajdach wciąż tyka

O Szołajdach w niewielkiej gminie Chodów w powiecie kolskim cały kraj usłyszał w październiku 2019 roku. W jednym z tamtejszych gospodarstw zgromadzono dziesiątki, a może setki ton niebezpiecznych odpadów sprowadzonych z zagranicy. Zamurowana ogromna stodoła wypełniona odpadami w nieznanej ilości i o trudnym do określenia charakterze, wykopane w ziemi doły, w których zasypywano odpady, do tego podwórko zastawione mauserami i beczkami codziennie przypomina mieszkańcom, że ekologiczna bomba tyka.

- Wiemy czyje są te odpady. To człowiek stąd, który postanowił zbić fortunę sprowadzając z zagranicy toksyczne odpady - mówi Henryka Trzaskalska, sekretarz gminy Chodów. - Tam zjeżdżały tiry z naczepami wyładowanymi beczkami i mauserami z zagranicznymi etykietami. Mieszkańcy zareagowali dopiero, gdy w nocy przy sztucznym oświetleniu zaczęły pracować koparki, żeby wykopać kolejny dziki mogilnik. A przecież to nie jest żadne odludzie.

Mieszkańcy żądali natychmiastowego załatwienia sprawy. Ale rzecz okazała się znacznie bardziej skomplikowana niż mogli przypuszczać.
- Dopóki składowisko nie stwarza bezpośredniego zagrożenia - tzn. nie płonie, nie ma groźnych wycieków itp. gmina musi postępować zgodnie z zapisanymi w ustawach procedurami - wyjaśnia Leszek Kurek, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - A te nakazują przede wszystkim wyegzekwować likwidację takiego składowiska od posiadacza odpadów.

Właściciel zlikwiduje?

Decyzja o egzekucji zapadła w lutym 2020 roku. Dodatkowo sprawa trafiła do prokuratury, która ostatecznie postawiła mężczyźnie zarzuty. - Prokurator zgodził się, by ten człowiek pozostał na wolności, pod warunkiem, że usunie te odpady, które zgromadził. I rzeczywiście w maju 2020 roku zdeklarował, że to zrobi - relacjonuje Henryka Trzaskalska. - Nawet wywiózł 15 pojemników. Na tyle starczyło mu pieniędzy. Później uciekł za granicę.

Poszukiwany europejskim nakazem aresztowania trafił za kraty. Tym samym umarła nadzieja, że faktycznie stopniowo składowisko zlikwiduje.

Czytaj także

- Prokurator zabezpieczył na poczet kar, grzywien i innych dalszych roszczeń jego majątek - między innymi nieruchomość w Szołajdach i nieruchomość w Kole - informuje sekretarz gminy Chodów. - Ale nawet, gdy do skazania dojdzie nie spodziewam się żebyśmy coś odzyskali. Tak czy owak bez wyczerpania wszystkich możliwości egzekucji i decyzji o jej bezskuteczności nie możemy podjąć dalszych kroków.

Gmina szuka milionów

Jednak, gdy ona zapadnie - dla gminy rozpoczną się kolejne kłopoty. Budżet gminy Chodów to 15 milionów złotych. - Ze wszystkim - świadczeniami 500 , subwencją oświatową i podobnymi - mówi Henryka Trzaskalska. - Szacunkowy koszt likwidacji tego składowiska to 5 milionów złotych. A może i więcej, bo nikt nie odważył się zrobić odkrywki i sprawdzić. ile odpadów zostało zakopanych. Nie mamy skąd wziąć tych pieniędzy. A radni nie wyrazili zgody na zaciągnięcie kredytu.

Jak podkreśla - dotacja z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska jest wypłacana dopiero po usunięciu odpadów.
- Dla nas byłoby to rozwiązanie, gdyby, jak dzieje się w przypadku wielu programów, dotacja była wypłacana z góry, a później rozliczana - twierdzi sekretarz gminy Chodów. - Mimo to cały czas szukamy sposobów, by te pieniądze zgromadzić i gdy egzekucja okaże się bezskuteczna - przystąpić do działania.

Inne gminy są w podobnej sytuacji. W nieco lepszej te, na których terenie nieznani sprawcy porzucili odpady. Po pierwsze niemożność ustalenia sprawcy także dlatego, że z reguły w takich sytuacjach odpadów jest mniej, a koszty utylizacji niższe.
Wystarczy jednak przypomnieć, że Poznań na likwidację wysypiska, odnalezionego w czasie budowy tramwaju na Naramowice, zabezpieczył aż 90 mln zł, likwidacja nielegalnego składowiska w Kleszczewie kosztowała ponad 2 mln zł, na usunięcie z magazynów przy ul. św.Michała toksycznych odpadów miasto przeznaczyło ponad 8 mln zł, choć ostateczny koszt okazał się nieco niższy.

W tym ostatnim przypadku cała procedura zajęła trzy lata. - To było naprawdę bardzo szybko - mówi Leszek Kurek, który wówczas brał udział w rozbrajaniu tej bomby. - Na ogół te procedury trwają znacznie dłużej.
Obecnie w Wielkopolsce prokuratury prowadzą kilkanaście postępowań dotyczących nielegalnych składowisk.

Kalisz pozbywa się składowiska

W Boże Narodzenie 2022 roku mieszkańcy Kalisza będą mogli świętować likwidację składowiska odpadów niebezpiecznych, które przez siedem lat spędzało im sen z powiek. Gdy powstało - w 2013 roku - było legalne, jednak już w marcu 2014 roku cofnięto tę decyzję i nakazano prowadzącemu składowisko usunięcie odpadów w ciągu trzech miesięcy. Ten nie dostosował się do nakazu. W 2015 roku został prawomocnie skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu, otrzymał też zakaz prowadzenia działalności związanej z odpadami.

Jeszcze zanim to nastąpiło prezydent Kalisza dwa razy nakładał na właściciela odpadów kary pieniężne, łącznie 20 tys. zł. Później bezskutecznie egzekwował je Urząd Skarbowy.
Jeszcze zanim naczelnik Urzędu Skarbowego wydał decyzję o umorzeniu egzekucji z powodu bezskuteczności (w październiku 2020), Kalisz ogłosił pierwszy przetarg na likwidację składowiska.

Czytaj także

Otwarcie ofert nastąpiło w listopadzie 2019 roku, ale ponieważ zgłosił się jeden oferent, a kwota znacznie przekraczała trzykrotnie sumę, którą miasto miało przygotowaną na usunięcie odpadów - przetarg został unieważniony.
Następny, który odbył się w czerwcu 2020 (otwarcie ofert nastąpiło 24 lipca 2020). Z dwóch ofert wybrano tę opiewającą na 18 837 878,40 zł. Połowę tej kwoty pochodzi z budżetu miasta Kalisz.

02 grudnia 2020 roku wybrany wykonawca przejął składowisko. Pod nadzorem pracowników Wydziału Ochrony Środowiska, stopniowo usuwa odpady. Zakończy pracę do 23 grudnia 2022 roku.
Według szacunków jest tam około 3 tysięcy odpadów.
- Tam są różne rodzaje odpadów - informuje Paweł Bąkowski, szef Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. - Na miejscu z każdego pojemnika są pobierane próbki, później wykonawca decyduje jak je unieszkodliwić. To trwa, ale widać, że prace postępują. Jedno jest pewne - nie zapłacimy ani złotówki, dopóki nie otrzymamy potwierdzenia odzysku lub unieszkodliwienia odpadów - podkreśla.

Ustawą w odpady

Jak rozwiązać problem nielegalnych składowisk? Samorządowcy mają nadzieję, że ostrzejsze kryteria wydawania pozwoleń na gromadzenie odpadów, które wprowadziła ostatnia nowelizacja ustawy, nakazująca wpłacanie kaucji na poczet przyszłych roszczeń zlikwiduje problem składowisk, które przestają być legalne ze względu na nieprzestrzeganie warunków składowania odpadów.
Trudniejsza sprawa jest ze składowiskami powstającymi zupełnie na dziko. Zwłaszcza, że choć import odpadów spoza Unii został zakazany, ich przewożenia na terenie Wspólnoty jest legalne i nie można go zakazać, choć przywożąc odpady trzeba spełnić szereg warunków. Pewnym bezpiecznikiem mogłyby być szybkie reakcje tych, którzy podejrzewają, że dzieje się coś złego.
Gminy oczekiwałyby także pomocy w uprzątaniu takich miejsc nie w formie refundacji, a dotacji wykładanej z góry.
Nawet jednak, jeśli wszystkie mechanizmy zadziałają, na likwidację istniejących już nielegalnych składowisk poczekamy lata.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie