MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zabójstwo Ziętary: Obrońca Gawronika chce wykluczyć prokuratora. Ważny świadek Marek Z. zmienia swoje zeznania

Łukasz Cieśla
Obrońca byłego senatora Aleksandra Gawronika, oskarżonego o podżeganie do zabicia dziennikarza Jarosława Ziętary, chce wykluczyć z procesu autora aktu oskarżenia. Do tego sprowadza się złożony w środę wniosek o przesłuchanie prokuratora Piotra Kosmatego z Krakowa. To właśnie ten śledczy po latach doprowadził do powstania pierwszego aktu oskarżenia ws. zniknięcia poznańskiego dziennikarza w 1992 roku.

W środę w poznańskim Sądzie Okręgowym odbyła się kolejna rozprawa byłego senatora Aleksandra Gawronika. Niegdyś najbogatszy Polak miał podżegać do zabicia dziennikarza Jarosława Ziętary. Podczas rozprawy jego obrońca, adw. Patrycja Leśkiewicz, złożyła wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka prokuratora Piotra Kosmatego.

Zobacz też: Zabójstwo Ziętary: "Baryła" już nie pogrąża Gawronika. Teraz atakuje śledczych

Autorowi aktu oskarżenia zarzuciła przetrzymanie ważnego dowodu mającego świadczyć o niewinności Gawronika oraz nieformalne kontakty z dziennikarzem „Głosu Wielkopolskiego” Krzysztofem M. Kaźmierczakiem. Nasz dziennikarz jest świadkiem w sprawie, dawnym kolegą Ziętary oraz szefem komitetu społecznego, który od lat domagał się wyjaśnienia zniknięcia dziennikarza. Prokurator Piotr Kosmaty zaprzeczył zarzutom pani adwokat. A sąd stwierdził, że wniosek o powołanie go na świadka, będący de facto próbą jego wykluczenia z procesu, skieruje do przełożonych Kosmatego. Oni mają zdecydować czy są przesłanki do zmiany prokuratora.

Poznański sąd przesłuchał potem dwóch świadków. Najpierw zeznania złożył wspomniany Krzysztof M. Kaźmierczak. Dziennikarz „Głosu Wielkopolskiego” długo opowiadał o swoim spotkaniu w więzieniu z Maciejem B., ps. „Baryła”. Do tego widzenia doszło w styczniu 2015 roku z inicjatywy "Baryły".

„Baryła” był ważnym świadkiem prokuratury, obciążał Gawronika, ale potem ze wszystkiego się wycofał. Nasz dziennikarz zeznał, że „Baryła” opowiedział mu na widzeniu, dlaczego zmieni swoje zeznania.
- Na początku naszego spotkania „Baryła” powiedział, że „przeprasza za Jarka”. Potem opowiedział mi, jak wyglądały przygotowania do uprowadzenia Ziętary. Zaprzeczał, by brał udział w zabójstwie, ale mówił, kto brał w nim udział. Mówił także, że to Aleksander Gawronik domagał się skutecznego uciszenia Jarka. Tłumaczył, że wycofa te zeznania, bo dostał ostrzeżenie – zeznawał Krzysztof M. Kaźmierczak. Ostrzeżeniem miało być zdjęcie sprzed lat, na którym był „Baryła”. Przestępca miał uznać, że życie jego samego oraz bliskich może być zagrożone.

Zobacz też: Sprawa Ziętary: Prokuratura Krajowa przejęła śledztwo
Sam "Baryła" zeznawał w sądzie we wtorek. Skarżył się, że śledczy obiecali mu prawo łaski i wyjście z więzienia, dlatego zgodził się kłamać, że wie, kto stoi za zniknięciem Ziętary.

Po dziennikarzu "Głosu Wielkopolskiego" zeznania złożył Marek Z., były pracownik Elektromisu. Obecnie, jak sam o sobie mówił, jest bezrobotny. A w latach był 70. bokserem, potem cinkciarzem, u którego, jak twierdził, w walutę zaopatrywał się biznesmen Mariusz Świtalski.

W latach 90. Marek Z. został pracownikiem Świtalskiego w Elektromisie. Dostał stanowisko windykatora, pracował w ochronie. Potem stał się nawet właścicielem tygodnika „Poznaniak”, tytułu związanego ze Świtalskim. Jak opowiadał, „jego” dziennikarze prowadzili śledztwo w sprawie zniknięcia Ziętary. „Medialną karierę” Marka Z. przerwało zatrzymanie. Jak wynikało z jego opowieści, w 1994 roku trafił za kratki w sprawie dotyczącej nieprawidłowości gospodarczych. Również w późniejszych latach trafiał za kratki. Za co konkretnie?

- Siedziałem za mandaty jakieś – mówił w środę w poznańskim Sądzie Okręgowym.

Jednak prawda jest inna. Marek Z. miał przy sobie jeden z wyroków. O ten dokument poprosiła sędzia prowadząca sprawę, która po chwili stwierdziła, że Marek Z. był karany m.in. za oszustwa.

Mężczyzna odgrywał ważną rolę podczas śledztwa krakowskiej prokuratury. Zyskał status świadka incognito. Opowiadał wówczas, że w Elektromisie doszło do spotkania, a zabicie Ziętary miało być pomysłem Aleksandra Gawronika. Jednak pod koniec śledztwa odwołał swoje zeznania. A podczas środowej rozprawy mówił, że nie posiada żadnej wiedzy na temat uprowadzenia dziennikarza.

Twierdził, że kilka lat temu śledczy chcieli wymusić na nim zeznania. Odbywając karę za popełnione przestępstwa, miał być przetrzymywany w izolacyjnej celi, bez dostępu do telewizji, bez kontaktu z innymi ludźmi. Zeznawał, bo ponoć bał się, że znowu trafi na ławę oskarżonych. Tym bardziej, że z zeznań „Baryły”, innego przestępcy, wynikało, że to właśnie w domu Marka Z. doszło rzekomo do zabicia Ziętary, a zwłoki polewano żrącą substancją.

Dlaczego jednak podczas śledztwa Marek Z. podpisywał protokoły przesłuchań, w których mówił o sprawstwie Gawronika? Marek Z. twierdził, że nie czytał protokołów. Nie pozwalano mu na to?

Zobacz też: Sprawa Ziętary: Brat zamordowanego dziennikarza złożył zażalenie na umorzenie śledztwa

- Prokurator polecał zapoznać się z protokołem, ale do tego nie zachęcał – stwierdził Marek Z., czym wywołał wesołość na sali rozpraw. Dodał też, że nie miał okularów.

Poznański sąd odczytał w środę protokoły z kilku wcześniejszych przesłuchań Marka Z. W większości z nich opowiadał, że to Aleksander Gawronik chciał, by zabić dziennikarza. W sądzie Marek Z. wycofał się z tamtych rewelacji. Odwołał też zeznania dotyczące tajemniczej śmierci jednego z ochroniarzy Elektromisu, który miał być zamieszany w porwanie Ziętary. Wcześniej mówił ponadto, że Ziętara przed zniknięciem został pobity pod siedzibą Elektromisu. W środę nie był już tego pewien. Mówił ogólnie, że pod firmą dochodziło do różnych incydentów. Odwołał też zeznania, że w Elektromisie przechowywano policyjne mundury, które służyły do „akcji specjalnych”.

Jednak nie ze wszystkich zeznań Marek Z. się wycofał. Potwierdził w sądzie, że w Elektromisie istniała specjalna komórka zajmująca się podsłuchami i inwigilacją, którą miał kierować były esbek Mirosław Sz. Według niektórych relacji to właśnie pracownicy tej „specgrupy”, po zaginięciu Ziętary, podając się za policjantów przeszukali jego biurko w redakcji „Gazety Poznańskiej”. Chodzić miałoby o zabranie z biurka materiałów niekorzystnych dla Elektromisu.
Marek Z. potwierdził w sądzie także swoje wcześniejsze zeznania, że jego zdaniem Mariusz Świtalski miał świetne relacje w mediach oraz z ważnymi politykami. Wskazał nazwiska niektórych "zaprzyjaźnionych" dziennikarzy. Celem takich działań Świtalskiego miała być chęć startu w wyborach prezydenckich. Biznesmen bał się ponoć także, że media napiszą o jego niejasnych interesach.

Jak Marek Z. tłumaczył fakt, że zmienił część zeznań? W prokuraturze, gdy cofał słowa obciążające Gawronika, zaznaczył, że podczas przesłuchań śledczy na niego nie naciskali, na przesłuchaniach panowała sympatyczna atmosfera, on mówił prawdę, ale doszło do nadinterpretacji jego słów. W sądzie tłumaczył z kolei, że poszedł za „doradą” swojego mecenasa, który wskazał, co należy mówić.

- Adwokat doradził mi, bym nie odwoływał zeznań za mocno, by nie było awantury – zeznał Marek Z. Dodał jednak, że do dziś się boi prokuratury z Krakowa, tego co może z nim zrobić i wciąż bierze leki uspokajające. Z zeznań wycofywał się delikatnie, bo ponoć bał się, że nigdy nie wyjedzie z Krakowa.

Kolejne rozprawy odbędą się w maju. Zeznawać będą następni świadkowie. Wyjaśnienia chce także złożyć oskarżony Aleksander Gawronik.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski