Zachwyty nad mundialem nie do końca uzasadnione

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak
Radosław Patroniak archiwum
Najpierw może słów kilka o tym, co w tych czasach najważniejsze, czyli o oglądalności mundialu w Polsce, która jest lepsza niż cztery lata temu. Jak to wytłumaczyć? Chyba kibiców nam nie przybyło, więc pewnie Brazylia jako gospodarz bardziej pasuje do piłki nożnej niż RPA albo nieobecność biało-czerwonych na wielkiej imprezie stała się dla kibiców normą (dwa late temu na Euro też pewnie byśmy nie zagrali, gdybyśmy go nie organizowali).

Tak samo jak czymś zwyczajnym stało się podgrzewanie nastrojów przez komentatorów, nadużywających słów typu „gladiatorzy”, „kosmiczny futbol” i „galaktyczni piłkarze”. Jak widać ludzie to kupują, bo poziom wielu spotkań tak naprawdę pozostawia wiele do życzenia. Jak dla mnie to na razie były tylko trzy „perełki”, a mianowicie mecze Chile – Hiszpania (0:2), Urugwaj – Anglia (2:1) i Włochy – Anglia (2:1).

Prawda jest jednak taka, że wirtuozi futbolu są już na emeryturze (Pele, Diego Maradona, Carlos Valderrama czy Dragan Stojkovic) albo we władzach UEFA (Michel Platini), a ich następcy na pewno przebijają ich w zarobkach, ale nie w umiejętnościach. Ktoś powie, że współczesny futbol jest bardziej atletyczny i kolektywny, a co za tym idzie mniej preferujący indywidualności. Zgoda, ale w tej sytuacji może najwyższa pora przestać mówić o przemożnym wpływie jednostek na postawę drużyny. Trudno się też podpisać pod opinią, że MŚ są oknem wystawowym dla piłkarzy, walczących nie tylko o punkty, pieniądze i sławę, ale również o niebotyczne kontrakty w największych klubach świata. W dobie Internetu i ciągłych relacji nawet z prowincjonalnych spotkań wiedza menedżerów o piłkarzach jest tak ogromna, że nikt nie czeka cztery lata, by przekonać się, że dany gracz jest wart miliony euro. Mundial może jedynie przyspieszyć lub opóźnić negocjacje płacowe lub ograniczyć lub zwiększyć determinację działaczy w polowaniu na graczy drugiego planu, bo gwiazdy i tak już nie potrzebują dodatkowej reklamy.

Kolejny „nadmuchany” temat to sędziowie i ich niby-straszne pomyłki. Po meczu inauguracyjnym, Brazylia - Chorwacja (3:1) wydawało się, że będą to mistrzostwa rozkojarzonych arbitrów. Błędy mają jednak to do siebie, że łatwiej o nich zapomnieć, kiedy pokrzywdzeni nie mają czasu na rozpaczanie, bo muszą myśleć o następnych wyzwaniach. Głosy oburzenia na panów w czerni zawsze dziwią, tym bardziej, że nie tylko w naszej ligowej rzeczywistości mnóstwo miejsca poświęcamy na analizę kontrowersji sędziowskich. Na mundialu rozgrywane są takie same mecze jak w lidze, tylko interesuje się nimi cały świat, a nie wybrana społeczność.

Wreszcie pora na ostatnie medialne wyolbrzymienie piłkarskiego święta, czyli sugerowanie, że finały MŚ storpedują niezadowoleni z poziomu życia Brazylijczycy. Taksówkarze i hotelarze w Manaus, zauważą napływ turystów, ale dzieci i emeryci z miejscowych faweli już niekoniecznie. To nic nowego, bo podczas Euro w Poznaniu, też były takie miejsca, gdzie atmosferę mistrzostw czuło się tylko w... telewizji.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie