Sekcja handlowa NSZZ Solidarność w kwietniu rozpocznie zbiórkę podpisów pod specustawą. Związkowcy chcą zamknięcia sklepów w Wigilię, Wielką Sobotę i niedziele. PSL - skrócenia pracy.

Temat zamknięcia sklepów w niedziele powraca do Sejmu jak bumerang. Nawet w rozszerzonej wersji. W drugiej połowie kwietnia Solidarność chce rozpocząć zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, który zakazuje handlu nie tylko w niedziele, ale i Wielką Sobotę oraz Wigilię Bożego Narodzenia. Z kolei kilka dni temu do Sejmu wpłynął projekt PSL ograniczający pracę w Wielki Piątek i Wigilię.

W odróżnieniu od odrzucanych w poprzedniej kadencji projektów dotyczących handlu w niedzielę, pomysł ludowców pojawia się pierwszy razy.

Nie ma w nim mowy o zamykaniu sklepów siódmego dnia tygodnia, a skróceniu czasu pracy do czterech godzin w dwa dni - Wielki Piątek i Wigilię. - Oba dni mają dość istotną wymowę w naszym życiu - mówi Krzysztof Paszyk, poseł z Obornik Wlkp., sprawozdawca projektu PSL.


- Jednak przede wszystkim naszym celem jest usankcjonowanie tego, co już dzisiaj w wielu miejscach jest praktykowane, czyli kończenia pracy wcześniej. Chcemy, by wszyscy pracodawcy skracali czas pracy w te dwa ważne dni, umożliwiając świąteczne przygotowania.

Krzysztof Paszyk przyznaje, że liczy się z zastrzeżeniami pracodawców, ale podkreśla też, że nie ma mowy o całodziennym zamykaniu zakładów pracy. Jednocześnie w uzasadnieniu projektu jego partia podaje przykłady kilkunastu krajów Europy, które ustanowiły Wielki Piątek i Wigilię dniami wolnymi. Powołuje się też na badania, które wskazują, że wciąż zdecydowana większość polskich pracowników nie jest zwalniania wcześniej w Wigilię. A to z kolei jest argument dla zwolenników bardziej radykalnych rozwiązań.

- Jako Solidarność wielokrotnie organizowaliśmy akcje - apele, by skrócić tego dnia handel, ale poza niektórymi sieciami, to się nie sprawdziło - ocenia Jan Mosiński, poseł PiS z Kalisza i członek „S”. - Trzeba podjąć zdecydowane, duże kroki i po prostu nauczyć społeczeństwo, że te najważniejsze dni w roku są dla rodziny, więc zakupów się nie zrobi.

Poseł popiera więc projekt przygotowany przez sekcję handlową Solidarności, która liczy, że tym razem - przy władzy PiS - pomysł się powiedzie. Dlatego zdecydowała się na bardziej radykalny ze swoich dwóch pomysłów - specustawę, a nie nowelizację Kodeksu pracy. Wbrew wcześniejszym doniesieniom, nie chodzi tylko o zamknięcie sklepów w niedziele, ale także dwa dni przedświąteczne.

- Nie słyszałem o projekcie PSL. Do nas docierały postulaty pracowników odnośnie Wielkiej Soboty - dnia odwiedzania grobów Pańskich i wieczornej liturgii, czyli wstępu do świąt, a nie Wielkiego Piątku - mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ Solidarność. - W ramach konsultacji rozważamy dwie opcje ograniczenia handlu w Wielką Sobotę i Wigilię - albo całkowitego, albo pracy wyłącznie do godziny 14.

Bujara przyznaje, że związkowcy są na tu podzieleni. On sam jest zwolennikiem drugiej opcji, żeby nie popadać ze skrajności w skrajność i nie zamykać sklepów aż na trzy dni. Jak się okazuje, za takim godzinowym ograniczeniem opowiadają się również nie tylko politycy PSL, ale i PO. Paweł Arndt, poseł tej ostatniej partii, uważa, że zwyczajowo praca w te dni i tak jest już skracana, więc to tylko uregulowanie prawne sytuacji. Nie zgadza się jednak na opcję radykalną Solidarności, czyli całkowite zamknięcie sklepów m.in. w Wigilię. Podobnie - choć nie wyklucza dyskusji w przyszłości, gdy rynek pracy się ustabilizuje - jest dziś przeciwny ograniczaniu handlu w niedzielę. A to sztandarowe założenie projekty obywatelskiego „S”.

- W Europie grzmi się o konieczności godzenia życia zawodowego z rodzinnym, o zachowaniu równowagi. Dlaczego więc Polska nie idzie w tę stronę? - pyta Alfred Bujara.


- U polskich pracowników ta równowaga wygląda tak, że za pracę w niedzielę dostają wolne dni w środku tygodnia, więc nie mogą spędzić ich z rodziną, która jest w pracy, szkole. Ograniczenie handlu w niedziele i święta poprawi warunki pracy, pozwoli na odpoczynek i życie rodzinne.

Taką samą argumentację przedstawia Jan Mosiński z PiS. I dodaje, że europejskie przykłady pokazują, iż da się tak poukładać życie, żeby zakupy zrobić w tygodniu, a niedziele oddać rodzinie. Powołuje się także na badania, które wykazują, że Polacy nie robią w niedzielę zakupów spożywczych, a uprawiają „świeckie pielgrzymki po marketach”. To, że niedziela jest deficytowa dla właścicieli sklepów spożywczych potwierdza także Lesław Wiatrowski, prezes Wielkopolskiego Zrzeszenia Handlu i Usług, które skupia małe i średnie firmy. Ale dodaje, że sprzedaż rośnie wtedy np. w sklepach z wyposażeniem wnętrz.

- Zostawmy tę sprawę rynkowi. Skoro w niedzielę galerie handlowe są pełne, to znaczy, że jest zapotrzebowanie klientów i zarobek dla właścicieli. Po co więc regulować to administracyjnie? - pyta.

Eksperci z PKPP Lewiatan przestrzegają przed zwolnieniami i spadkiem zatrudnienia o ok. 10 proc. „S” odpowiada, że to bujda, bo już teraz brakuje rąk do pracy. Co ciekawe, obaw nie ma np. Polska Grupa Supermarketów, która zrzesza marki Top Market, minuta8, część sklepów Społem. Jej członkowie zapewne podpiszą się pod projektem ustawy Solidarności. Żeby w ogóle wszedł do Sejmu, potrzeba 100 tys. podpisów. Związkowcy chcą je zebrać jeszcze przed wakacjami.

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. POLUB NAS!