Zamordowani pod Gądkami w 1946 r.: Pochowani tam, gdzie ptaki śpiewają...

Krzysztof M. KaźmierczakZaktualizowano 
Żeby zastraszyć pomagających partyzantom rozklejono plakaty informujące o wykonaniu wyroku na sołtysie fot. archiwum rodziny W. Rachela
Zamordowani metodą katyńską w rejonie Gądek zostali zrehabilitowani, ale nie mają grobów. Tak wyglądały ostatnie chwile ich życia...

Jeśli do kogoś kapelan przychodzi, to łaski Bieruta nie będzie. Tak mówili koledzy spod celi. W sobotę ksiądz przyszedł mnie wyspowiadać. On już wiedział, ja wiedziałem. Wreszcie. Nie pokazałem mu, że się boję. Widziałem po jego oczach, że nie jest mu łatwo. Mogli mnie zabrać każdego dnia. Czekałem na wykonanie wyroku już siedem tygodni. Każdy dzień był dłuższy. Ile można tak czekać... W nocy strażnik wyszeptał mi, że wezmą mnie w poniedziałek. Nie mogłem spać. Modliłem się aż wreszcie zasnąłem...

Kiedy ksiądz w niedzielę przyszedł z komunią powiedziałem mu po cichu, że pójdę jako pierwszy. Zobaczyłem łzy w jego oczach. Milczeliśmy długo. W końcu powiedziałem kapelanowi, że chcę być pochowany na poświęconym miejscu. Odpowiedział, że to nie jest takie ważne, że mam się tym nie martwić. Ważniejsza jest dusza. Powiedział, że będę pochowany tam, gdzie ptaki śpiewają. Zapewnił, że nazajutrz będzie ze mną.

Przyszedł tak jak mówił. Wyspowiadałem się, modliliśmy się wspólnie. Potem rozmawialiśmy. Ksiądz znowu miał mokre oczy. Poprosiłem by przekazał mojej żonie, żeby wyszła ponownie za mąż. I wtedy przyszedł naczelnik Młynarek z obstawą. Przeczytano mi to, co już dobrze wiedziałem - że prezydent Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Zapytali mnie, czy mam jakieś życzenie. Przecież tego, czego bym chciał i tak nie spełnią.

Przed wyjściem z celi skuli mi ręce. Długo jechaliśmy samochodem. Stanęliśmy gdzieś w środku lasu.

Nie wiem, gdzie jesteśmy. Młynarek prowadzi. Ubek z karabinem idzie obok, ksiądz z drugiej strony. Trzyma mnie za ramię. Modli się głośno. Jest zimno, ale nie czuję tego. Słyszę ptaki nad nami. Jest tak, jak mówił kapelan. Zeszliśmy ze ścieżki i dalej idziemy. Młynarek nagle stanął i przepuścił nas przodem. Ksiądz szepcze, żebym modlił się wraz z nim. Podpowiada słowa. Mówię za nim "Ojcze w ręce Twoje oddaję ducha mego". Wciąż słyszę ptaki...

Zginął mówiąc "amen"

Taką samą drogę jaką 24-letni Stanisław Cichoszewski przeszedł w poniedziałek 9 grudnia 1946 roku przebyło wcześniej i później w lasach w rejonie Gądek wielu innych jak on skazanych na śmierć za przynależność do antykomunistycznych organizacji podziemnych lub udzielanie pomocy przeciwstawiającym się "władzy ludowej". Droga wrogów ustroju kończyła się za każdym razem tak samo - strzałem w tył głowy. Ciała mordowanych metodą katyńską zakopywano na miejscu egzekucji.
Najczęściej wyroki wykonywał osobiście naczelnik aresztu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Jan Młynarek. Człowiek, który mówił o sobie, że jest "panem polskiego Majdanka" robił więźniom politycznym piekło z życia. Bił ich bez powodu i czym popadło - pięściami, kluczami, bykowcem, kłódką. Bywało, że przychodził do aresztu po pracy tylko po to, żeby wpadać nagle do cel i znęcać się nad skazanymi.

Jan Młynarek polecił więźniowi uklęknąć. Zrzucił mu nakrycie głowy i stanął nad nim z wycelowanym rewolwerem

To Młynarek wybierał miejsca egzekucji. Za każdym razem odbywała się ona w innej części lasu. Zwykle ubek po drodze kluczył, aby towarzyszący mu (lekarz, prokurator, funkcjonariusze, a czasami też kapłan) stracili orientację w terenie.

Często dół do pochówku wykopywano wcześniej. Naczelnik zabijał skazanych w pobliżu tego miejsca. Zazwyczaj mordował z zaskoczenia, tak aby więźniowie nie próbowali uciekać. Bywało jednak, że skazańcy mieli pełną świadomość tego, co się wydarzy. Tak było w przypadku Bernarda Szudarskiego spod Wągrowca skazanego na śmierć za atak na ubeków oraz Władysława Rachela, sołtysa wsi Sucharzewo, który otrzymał wyrok śmierci za udzielanie gościny partyzantom.

Kiedy doszli na miejsce egzekucji Młynarek polecił Rachelowi uklęknąć, a gdy mężczyzna to zrobił, naczelnik zrzucił mu nakrycie głowy i stanął nad nim z wycelowanym rewolwerem. Towarzyszący skazańcowi w ostatniej drodze kapelan ks. Hieronim Lewandowski odmówił modlitwę. Na jej zakończenie Rachel powiedział "amen". Wtedy Młynarek do niego strzelił. Tak samo zabił klęczącego nad dołem śmierci Szudarskiego...

Umierał jak święty

Więźniowie mówili między sobą, że jeśli odwiedza ich kapelan, to nie zostaną ułaskawieni - czeka ich śmierć. Nie było to prawdą, bo przychodził on nie tylko do skazanych na najwyższy wymiar kary, ale też do innych więźniów. Niektórzy traktowali jednak przyjście duchownego jako zły znak. Działo się tak w wyniku sugestii ubeków, którzy nie tolerowali obecności księdza w areszcie i podczas wykonywania wyroków. Podejrzewali, że może on przekazywać listy i informacje rodzinom skazanych. Nie mylili się.
Ks. Lewandowski po egzekucjach starał się docierać do bliskich zamordowanych. Wiadomo, że skontaktował się z rodzinami Stanisława Cichoszewskiego i Władysława Rachela. Dotarł również do najbliższych młodego żołnierza Armii Krajowej z Wileńszczyzny, Jana Jodzisa. Dopiero niedawno znaleziono list do jego ojca, w którym ksiądz opisał ostatnie chwile skazanego. "Zachował spokój nadzwyczajny, do ostatniej chwili w podziw wprowadzał otoczenie. Patrząc na niego zazdrościłem mu tej pięknej duchowej postawy" - napisał kapelan.

Nie tylko ks. Lewandowski był pod wrażeniem odwagi wielu zabijanych polskich patriotów. Podobne świadectwo dał kapłan zastępujący go niekiedy w obowiązkach kapelana.

"Więzień, któremu towarzyszyłem w Gądkach na ostatniej drodze do wieczności umierał jak święty, nie płakał. Sam Młynarek po egzekucji wyraził się, że był twardy w swoich przekonaniach" - wspominał po latach ks. Alfons Salewski egzekucję Bernarda Szudarskiego.

Za wolną Polskę

Cichoszewski, Jodzis, Rachel, Szudarski to nie jedyni spoczywający w lasach między Gądkami, a Kórnikiem. Wiadomo, że zabito tam też m.in. Tomasza Biernaczyka ps. Zagraj (1924-1946) i więźnia obozów koncentracyjnych Ravensbruck i Sachsen-hausen - Tadeusza Milewskiego ps. Marynarz (1919-1946) oraz 20-letniego Stefana Skołozdrzycha, który w ostatnich słowach przed śmiercią rozwścieczył wykonawcę wyroku krzycząc "ofiaruję swoje życie za wolną Polską". Być może tam też pochowany jest ich dowódca, szef jednego z najaktywniejszych oddziałów powojennego podziemia niepodległościowego w Wielkopolsce - Giedymin Rogiński ps. Dzielny (1921-1946).

Możliwe, że w gądeckich lasach spoczywają także inni zastrzeleni przez Młynarka patrioci, o których nie wspomniał nic kapelan. Naczelnik nie zawsze powiadamiał go o egzekucjach lub nie zabierał na nie księdza pod pretekstem braku miejsca w samochodzie. Podpis Młynarka w roli egzekutora jest m.in. na protokołach z wykonania wyroków na podporuczniku Jerzym Przerwie, kanonierze Władysławie Łabuzie i kapralu Wiesławie Warwasińskim - żołnierzach, którzy w 1947 roku wystąpili z Lesznie w obronie kobiety przetrzymywanej przez żołnierzy sowieckich. Naczelnik zastrzelił też bohatera Armii Krajowej, w potem dowódcę oddziału siejącego w rejonie Ostrowa Wlkp. strach wśród ubeków - porucznika Jana Kempińskiego.

Zamordowanych pośmiertnie zrehabilitowano, ale nie mają swoich grobów. Dla rodzin ofiar symbolicznym miejscem pamięci o nich jest pomnik odsłaniany dzisiaj, w 68. rocznicę zabicia Władysława Rachela. Postawiono go przy drodze z Borówca do Dziećmierowa. W gądeckich lasach. Tam, gdzie ptaki śpiewają wciąż tak samo, jak wówczas, gdy swoje młode życie za Polskę oddawał Stanisław Cichoszewski.a

Artykuł powstał w oparciu o dokumenty i wspomnienia świadków egzekucji: ks. Hieronima Lewandowskiego i ks. Alfonsa Salewskiego.

polecane: Flesz: otyłość zabija Polaków, problem rośnie i dotyczy nastolatków

Wideo

Materiał oryginalny: Zamordowani pod Gądkami w 1946 r.: Pochowani tam, gdzie ptaki śpiewają... - Głos Wielkopolski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3