Zaraza z Wielkopolski

    Zaraza z Wielkopolski

    Zdjęcie autora materiału

    Głos Wielkopolski

    Produkowane w Wielkopolsce zarazki dżumy miały Hitlerowi zapewnić zwycięstwo. Byłaby to broń gorsza od bomby atomowej - pisze Leszek Adamczewski.
    Budynek jakich wiele. Niczym nie różni się od innych, może poza tym, że jest o kilkadziesiąt lat starszy od większości stojących w pobliżu domków jednorodzinnych, głównie z lat 70. i 80. minionego wieku. One właśnie podmiędzychodzkie Bielsko zmieniły nie do poznania.

    Zbudowane wówczas domki i bloki wielorodzinne szczelnie otoczyły ten jeden, który nas interesuje. Był bowiem taki czas, że ten budynek, a ściślej całe leżące nad jeziorem gospodarstwo rybackie wymieniano w dziesiątkach urzędowych pism, pod koniec drugiej wojny światowej krążących między Radą Badań Naukowych Rzeszy w Berlinie a działającym przy Uniwersytecie Rzeszy w Poznaniu Centralnym Instytucie Badań nad Rakiem.

    Podejrzana szczodrość
    Formalnym użytkownikiem gospodarstwa rybackiego we wsi Bielen (to właśnie obecne Bielsko), którego stojący do dzisiaj budynek mieszkalny stanowił ważną część, był ów tajemniczy Centralny Instytut Badań nad Rakiem, a spore pieniądze na przebudowę gospodarstwa zatwierdzała Rada Badań Naukowych Rzeszy. Dziwić może tylko jedno. Rada nie szczędziła pieniędzy na badania nad chorobami nowotworowymi w czasach, gdy w hitlerowskich Niemczech brakowało ich już na wszystko. I to nasunęło podejrzenie, że nazwa Centralny Instytut Badań nad Rakiem jest kamuflażem jakiegoś znacznie ważniejszego dla państwa Adolfa Hitlera przedsięwzięcia naukowo-badawczego, bezpośrednio związanego z wojną.

    Takie podejrzenie mieli już oficerowie alianckiej misji "Alsos", którzy w latach 1944-1945 na zachodzie Europy, a zwłaszcza w okupowanych Niemczech, szukali śladów prac nad bombą atomową Hitlera. W ich ręce wpadło sporo dokumentów, gdzie obok słowa Bielen pojawiały się nazwy innych miejscowości, które - jak się okazało - leżały na terytorium Kraju Warty. Były to Posen (Poznań), Nesselstedt (Pokrzywno koło Poznania) i Birnbaum (Międzychód).

    Ozdobione pieczątkami "SECRET" i "ALSOS MISSION", niemieckie dokumenty czekały na przetłumaczenie i analizę ich treści przez fizyków. Gdy wreszcie przejrzeli je naukowcy, orzekli, że opisane miejsca i zdarzenia nie mają nic wspólnego z pracami nad bombą atomową i zasugerowali, że z treści pism głównie o charakterze organizacyjno-budowlanym pośrednio wynika, że obiekty w Pokrzywnie koło Poznania, Międzychodzie i Bielen przygotowywano do badań nad innego rodzaju bronią masowego rażenia. Bronią biologiczną. Bo Centralny Instytut Badań nad Rakiem miał dać III Rzeszy straszliwą broń - dżumę. Zarazki tej choroby roznieść miały pchły hodowanych tu szczurów.

    Aż trudno uwierzyć, że ten niepozorny budynek w centrum Bielska w planach nazistów miał odegrać rolę stacji zwierzęcej i roślinnej - ważnego ośrodka pomocniczego Instytutu Fizjologiczno-Biologicznego (Physiologisch-Biologische Institut) w Birnbaum przy Adolf Hitlerstrasse 8. Instytut ów - dodajmy - był międzychodzką filią Centralnego Instytutu Badań nad Rakiem.

    Drugi Ravensbrück?
    Zanim ze zdobytych dokumentów sporo wiedzy o tej placówce naukowej uzyskali Amerykanie, część tej prawdy poznali czytelnicy "Głosu Wielkopolskiego". Oto w środę 26 września 1945 roku, "Głos" wydrukował artykuł zatytułowany "Drugi Ravensbrück?". Mowa jest w nim, że w Pokrzywnie pod Poznaniem MO wykryła sprytnie zamaskowaną i niewykończoną "stację doświadczalną", która znajduje się na terenie klasztoru sióstr urszulanek. "Całość obejmuje 6 baraków, z których jeden specjalnie wskazuje na swoje przeznaczenie. Ponadto zaczęto przebudowywać do własnych potrzeb nowicjat sióstr" - pisał autor publikacji, podpisany literą K.

    Instytut badań nad rakiem miał dać III Rzeszy dżumę

    Następnie szczegółowo opisuje on ów najbardziej charakterystyczny barak. "Drzwi i okna są gazoszczelne. W pierwszej części baraku zainstalowano łaźnię z natryskami lyzolowymi. Miało to być prawdopodobnie miejsce, w którym więzień podlegał procesom odkażania. Za odkażalnią mieścił się cały szereg oddzielnych cel, wyłożonych kaflami. W posadzkach urządzono ścieki, a pod sufitami zainstalowano odpowietrzniki. [...] Pod ścianą każdej celi umieszczono na wysokości normalnego łóżka po dwa podłużne baseny, głębokości 10 cm, które służyć miały jako łóżka, a równocześnie jako stoły operacyjne. W każdej celi był ustęp i umywalnia. Specjalne urządzenia umożliwiają spłukiwanie posadzki i ścian ciepłą i zimną wodą. Między poszczególnymi celami są wąskie korytarze, umożliwiające lekarzom i dozorcom obserwowanie ofiar przez umieszczone w ścianach zakratowane okna. W tylnej części baraków obok laboratorium wybudowano piec krematoryjny, mieszczący się w piwnicy".

    W drugiej połowie 1945 roku K. widział oczywiście więcej niż my możemy zobaczyć dzisiaj.

    1 »

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Birnbaum

    PSHEM74 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 42 / 42

    Mieszkam w Birnbaum/Międzychód bardzo ciekawy artykuł

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo