Zarzuty dla lekarza. Cesarskie cięcie mogło uratować życie dziecka i ocalić płodność kobiety

Marta Żbikowska
Prokuratura Rejonowa w Pile postawiła zarzuty lekarzowi, który 21 lutego 2010 roku pełnił dyżur na bloku porodowym Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lesznie. Tomasz A. miał narazić dziecko i kobietę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia w ten sposób, że o godzinie 13 nie dokonał całościowej analizy sytuacji położniczej wskazującej na konieczność szybkiego zakończenia ciąży przez cesarskie cięcie.

Według opinii biegłych sądowych, która stanowiła materiał dowodowy, zapis aparatury monitorującej czynności skurczowe macicy i czynności pracy serca płodu wskazywał bezwzględnie na konieczność podjęcia decyzji o cesarskim cięciu.

Czytaj także:

Sąd przyznał rentę dziecku, które wkrótce po urodzeniu zostało inwalidą

- Według aktu oskarżenia, Tomasz A. nieumyślnie doprowadził u dziecka do choroby realnie zagrażającej życiu w postaci zamartwicy urodzeniowej, a u kobiety do atonii macicy, w wyniku czego pokrzywdzona doznała ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - tłumaczy zarzuty Maria Wierzejewska-Raczyńska szefowa Prokuratury Rejonowej w Pile.

Ciężki poród sprawił, że jedyną szansą na uratowanie życia młodej kobiety było usunięcie macicy.

- Pamiętam jak przez mgłę, że lekarze informowali mnie, co się ze mną dzieje - mówi Natalia. - Wiem, że był u mnie ksiądz z ostatnim namaszczeniem. Obudziłam się po trzech dniach na oddziale intensywnej terapii. Mąż informował mnie, co się dzieje z dzieckiem.

Proces w sprawie złamanej ręki. Chce od szpitala pół miliona złotych

Bartuś urodził się w zamartwicy. To najcięższa postać niedotlenienia wewnątrzmacicznego. Chłopiec otrzymał 0 punktów w skali Apgar. Wymagał reanimacji. Jego serce zaczęło bić dopiero 10 minut po urodzeniu. Dziecko trafiło do poznańskiej kliniki, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Udało się je uratować, ale obrażenia okołoporodowe były bardzo poważne. W czerwcu dziecko zmarło.

Ciąża Natalii przebiegała prawidłowo. Kobieta przez cały jej okres była pod opieką ginekologa pracującego w szpitalu w Lesznie. Tutaj też zgłosiła się, gdy minął wyznaczony termin porodu, a skurcze nie nadchodziły. 21 lutego 2010 roku lekarze postanowili wywołać poród. Tego dnia dyżur na oddziale pełnił Tomasz A.

Dziesięć grzechów polskiej służby zdrowia [LISTA]

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarza Natalia i jej mąż złożyli po śmierci dziecka. W sierpniu 2010 roku akta sprawy trafiły do Prokuratury Rejonowej w Pile. Po trzech miesiącach śledztwa zostali powołani biegli w tej sprawie. Opinia była gotowa dopiero w maju 2013 roku.

Początkowo prokuratura rozważała także postawienie zarzutów lekarzowi prowadzącemu ciążę, który również był obecny podczas porodu.

- Opinia, którą otrzymaliśmy nie stwarza podstaw do postawienia zarzutów temu lekarzowi - tłumaczy prokurator Maria Wierzejewska-Raczyńska. - Pojawił się on na sali porodowej później, poza tym, nie jest obciążony brakiem decyzji.

Decyzję mające szansę odmienić tragiczne wydarzenia mógł podjąć lekarz dyżurny. Tomasz A. nie przyznaje się do winy. Złożył do prokuratury kolejne wnioski dowodowe. Śledztwo jest w toku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie