Zatory w służbie zdrowia jak sznurek do snopowiązałek

Małgorzata Linettej
Gdyby ktoś liczył na powtarzalność jakichś wydarzeń czy zjawisk, to na pewno może liczyć na coroczny "rytuał" z brakiem miejsc na jakieś badania czy wizyty u specjalistów.

Jak Boże Narodzenie przychodzi niezawodnie w grudniu, tak pod koniec roku pojawiają się niemożliwe do przejścia zatory w służbie zdrowia. Słyszymy wtedy słowa-zaklęcia: "niezapłacone nadwykonania", "brak limitów", "kontraktowanie", "lista oczekujących".

Mamy nowe czasy, w XXI wieku już jesteśmy zadomowieni, a ta do znudzenia powtarzająca się historia przypomina mi jako żywo dramaty ze zgoła innej epoki. W czasach słusznie minionych cała Polska m.in. ekscytowała się przecież brakiem sznurka do snopowiązałek, który systematycznie znikał akurat na żniwa.

Dzisiejsze kłopoty byłyby warte wyłącznie kilku prześmiewczych zdań i historycznych porównań, gdyby nie dotykały ludzi chorych, zaniepokojonych swoim zdrowiem czy wręcz przestraszonych.

W tej sytuacji naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego ze strony administracji "zdrowotnej" nie widać nawet prób zracjonalizowania systemu, który co roku zawsze się zacina. I na dodatek ciągle w tym samym miejscu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie