Zostawić 6-latka w przedszkolu czy posłać do szkoły? Dobrze, że rodzice mają wybór

Bogna Kisiel
- Jeżeli miasto samo dobrze prowadzi przedszkole lub szkołę, to po co to zmieniać? - pyta retorycznie Przemysław Alexandrowicz, radny PiS oraz przewodniczący komisji oświaty i wychowania Rady Miasta
- Jeżeli miasto samo dobrze prowadzi przedszkole lub szkołę, to po co to zmieniać? - pyta retorycznie Przemysław Alexandrowicz, radny PiS oraz przewodniczący komisji oświaty i wychowania Rady Miasta Adrian Wykrota
O sytuacji w poznańskich przedszkolach, dojrzałości emocjonalnej 6-latków, likwidacji przedszkoli oraz przekazywaniu ich innym instytucjom, konfliktach w tych placówkach oraz sensie tworzenia zespołów szkolno-przedszkolnych z Przemysławem Alexandrowiczem, radnym PiS oraz szefem komisji oświaty i wychowania rozmawia Bogna Kisiel.

Czy brakuje miejsc w poznańskich przedszkolach?
Przemysław Alexandrowicz: Z początkowych informacji z Urzędu Miasta wynikało, że „w najgorszym wypadku” może brakować 3,5 tys. miejsc dla trzylatków. Biorąc pod uwagę, że w roczniku mamy 5-5,5 tys. maluchów, wydawało się to nieprawdopodobne. Nasze wątpliwości potwierdził pierwszy etap rekrutacji. Wtedy okazało się, że brakuje miejsc dla 928 trzylatków. Jest różnica – i to znaczna – między 3,5 tys. a 928.

W ubiegłym roku sytuacja była jednak znacznie lepsza.
Przemysław Alexandrowicz: Pan prezydent chwalił się, że była świetna, bo przyjęliśmy wszystkie dzieci, które zgłosiły się do przedszkoli. Wszystkie dzieci pomieściły się w placówkach – bo wykasowano jeden rocznik. Przedtem przedszkola miały grupy dla 3-, 4-, 5- i 6-latków. Rok temu ta ostatnia grupa zniknęła, bo decyzją poprzednio rządzącej większości, 6-latki poszły obowiązkowo do szkoły.

Czy rzeczywiście było idealnie?
Przemysław Alexandrowicz: Przyjmowano nawet 2,5-letnie dzieci, ale nadal były rejony miasta, gdzie brakowało miejsc w przedszkolach. Problem występował na Strzeszynie, Szczepankowie, w niektórych częściach Piątkowa i całej północnej części Poznania: Naramowicach, Umultowie, Radojewie – chociaż globalnie zostało 390 miejsc wolnych.

Obecnie jednak sytuacja jest gorsza. Jaki wpływ ma ponowna zmiana wieku, od którego istnieje obowiązek szkolny?
Przemysław Alexandrowicz: Nie neguję faktu, że wpływ na brak miejsc w przedszkolach – w niektórych rejonach Poznania – miała decyzja o swobodzie wyboru wieku w jakim dziecko ma iść do szkoły. Dzisiaj 6-latki nie muszą tego robić. Część z nich rodzice zdecydowali się pozostawić w przedszkolu. To powiększy niedobór miejsc – głównie tam gdzie już wcześniej ich brakowało. W lipcu/sierpniu dowiemy się – o ile?

A co pan sądzi o pozostawieniu 6-latków w przedszkolu?
Przemysław Alexandrowicz: Oprócz dojrzałości intelektualnej, o której przede wszystkim mówili zwolennicy przymusowego posyłania 6-latków do szkoły, bardzo ważna jest dojrzałość emocjonalna. Na nią wskazują psycholodzy. O ile obecnie dzieci są intelektualnie rozwinięte bardziej, o tyle emocjonalnie nie. Wielu ekspertów uważa, że ta dojrzałość raczej się nie zmienia. Co więcej są tacy, którzy twierdzą, że ze względu na bardzo stresujące funkcjonowanie młodych rodziców na rynku pracy, mieszkaniowym, na trudne sytuacje życiowe, niestabilność rodzin – dojrzałość emocjonalna dzieci jest nawet mniejsza niż kilkanaście lat temu. Dlatego dobrze się stało, że rodzice uzyskali prawo do decydowania czy poślą dziecko do szkoły w wieku 6, czy 7 lat. A miasto musi się do tego wyboru dostosować.

Od rodziców 6-latków słyszałam, że dyrektorki niektórych placówek namawiały do pozostawienia dziecka w przedszkolu.
Przemysław Alexandrowicz: Działania Wydziału Oświaty szły w innym kierunku. Domagano się od dyrektorek, by wręcz zachęcały rodziców do oddawania dzieci do szkół, mimo że takiego obowiązku nie było. Panie dyrektorki podeszły do tego z różnym entuzjazmem… Niektóre chwaliły się, że prawie wszystkie 6-latki z ich przedszkola poszły do szkoły. Zastanawiam się, czy była to swobodna decyzja rodziców, czy też pewna presja. To zachęcanie dało jakiś rezultat, bo we wszystkich szkołach podstawowych (poza jedną) powstały pierwsze klasy. Są placówki, gdzie są dwie, a niekiedy nawet trzy pierwsze klasy. Około 30 proc. 6-latków poszło do szkoły. Moim zdaniem, dobrze, że rodzice mają wybór. O to prawo wyboru zabiegaliśmy, jako PiS.
Czy brak miejsc w przedszkolach nieco złagodziły oddziały przedszkolne w szkołach?
Przemysław Alexandrowicz: Dla części rodziców jest to jakaś alternatywa. Jednak liczba tych oddziałów radykalnie zmalała. Jeżeli rodzice mieli wybór, czy pozostawić dziecko w przedszkolu, czy też posłać je do oddziału
przedszkolnego, to rzadziej decydowali się na szkołę. W przedszkolach maluchy mają lepsze warunki. To są małe placówki. Ponad 90 proc. poznańskich przedszkoli jest 4-5-oddziałowych. Na każdy odział (grupę) przypadają trzy etaty – dwa nauczycielskie i jedna pomoc. Tymczasem w szkole jest jeden etat na oddział (klasę) plus drobne dodatkowe godziny – no i świetlica.

Ale świetlice są przepełnione
Przemysław Alexandrowicz: W świetlicach jedna pani nie zajmuje się tylko dwudziestką dzieci. Do niektórych zapisanych jest ponad 300 uczniów.

Są dzielnice Poznania, w których nie ma w ogóle przedszkoli, w innych jest ich za dużo. Gdzie?
Przemysław Alexandrowicz: Najwięcej jest w Śródmieściu, ale też na Winogradach, Ratajach czy na Dębcu – na dawniej budowanych osiedlach. Brakuje ich w nowych dzielnicach, które rozbudowywano po 1990 r. czyli na Naramowicach, Strzeszynie, Junikowie, Szczepankowie.

Na Strzeszynie miasto chce wybudować przedszkole.
Przemysław Alexandrowicz: Ale to nowe, duże, jeszcze nie powstało. Jest przedszkole w podstawówce przy Hezjoda, ale teraz i w szkole brakuje miejsc dla uczniów. Na Naramowicach nie ma przedszkola. Trochę pomogło przeznaczenie jednego skrzydła szkoły na os. Łokietka na przedszkole. Funkcjonuje tam osiem oddziałów przedszkolnych, do których uczęszcza 200 dzieci.

Co zrobić z przedszkolami w „starzejących się” dzielnicach? Likwidować?
Przemysław Alexandrowicz: Często ratują one sytuację. Niektórzy rodzice decydują się na oddanie dziecka do przedszkola tam, gdzie pracują. Takim zagłębiem przedszkolnym jest Śródmieście – np. przedszkola na Chopina, Noskowskiego, Spornej, Pułaskiego, księcia Józefa. Są one wypełnione – chociaż w tej części miasta mieszka niewiele rodzin z małymi dziećmi. Czasem dzieci idą do przedszkola tam, gdzie mieszkają dziadkowie – np. na Ratajach. To nie zmienia faktu, że w pewnych miejscach przedszkola trzeba budować. Nie ma natomiast potrzeby likwidacji. Pod koniec lat 90-tych była taka akcja. Zredukowano ich liczbę o ponad 30. Dotyczyło to głównie przedszkoli znajdujących się w blokach i w budynkach nie należących do miasta. Niestety, zlikwidowano też jedno wolno stojące, na dużej miejskiej działce, przy ul. Długosza. Tak jak radni przewidzieli, deweloper zbudował na tym miejscu bloki. Dla mnie dziwne też było przeniesienie przedszkola „Wesoła stacyjka” z Wildy na Dębiec, gdzie był nadmiar miejsc przedszkolnych – i on tam się powiększył. W placówce znajdującej się najbliżej szkoły przy Łozowej, gdzie utworzono zespół szkolno-przedszkolny, już zlikwidowano jeden oddział.

Coraz chętniej tworzy się zespoły szkolno-przedszkolne. Czy to dobry pomysł?
Przemysław Alexandrowicz: Jestem sceptyczny, ale nie co do samej lokalizacji przedszkola w szkole. Wręcz uważam, że mamy w wielu rejonach miasta gmachy, które są za duże na potrzeby danej szkoły – a gdzie mogłyby powstać przedszkola. Jednak takie przedszkole powinno być fizycznie i instytucjonalnie wydzielone ze szkoły.
Dlaczego?
Przemysław Alexandrowicz: Dzieci 3- czy 4-letnie nie powinny poruszać się tymi samymi korytarzami co 12-letni uczniowie. W poprzedniej kadencji padła propozycja Prezydenta, by 17 przedszkoli połączyć w zespoły ze szkołami. Odwiedziłem 15 z tych placówek. Nie zapomnę pewnej sceny. Razem z panią dyrektor szkoły szliśmy korytarzem, gdy zadzwonił dzwonek na przerwę. Drzwi klasy otworzyły się i z hukiem wypadł z niej „romb bojowy” piątoklasistów. Prawie zmiótł z korytarza drobną panią dyrektor – i nie patrząc na nic pognał dalej. Wtedy przypomniałem sobie przedszkole na Łokietka, gdzie 3-latki gęsiego, trzymając ręce na ramionach poprzednika, szły nieśmiało korytarzem. Co stałoby się, gdyby taki „romb bojowy” w nie wpadł? Słynna była też historia 3-latka, który spacerował po Łazarzu. Wyszedł razem z grupą przedszkolną na podwórko szkolne, gdzie było też wielu uczniów – bo tam nie było wydzielonego ogródka. W takim tłumie trudno maluchy upilnować. To było do przewidzenia, że kiedyś jakiś przedszkolak postanowi wybrać się na samotną wyprawę. Dlatego przedszkola w szkołach powinny być wydzielone, mieć osobne korytarze, wejścia i ogródek.

Dlaczego nie mogą mieć jednej dla szkoły i przedszkola dyrekcji?
Przemysław Alexandrowicz: Z wykształcenia jestem nauczycielem historii. Studia dobrze przygotowały mnie pod względem metodycznym, dydaktycznym, pedagogicznym, ale nie uczono nas postępowania z tak małymi dziećmi. Poza nauczycielami nauczania zintegrowanego w klasach 1-3, pozostali byli przygotowywani do pracy z dziećmi w starszych klasach. Czy dyrektor – matematyk, fizyk, geograf – poprawi jakość nauczania w przedszkolu? Oczywiście, da sobie radę z zarządzaniem przedszkolem, ale zawsze będzie to dla niego dodatkowa rzecz, mniej istotna niż prowadzenie szkoły. Dyrektorem przedszkola powinien być nauczyciel edukacji przedszkolnej. Tylko w wyjątkowych przypadkach przedszkole powinno być włączone strukturalnie w zespoły szkolne – gdy np. ma jedynie dwa oddziały przedszkolne.

Z czego wynikał sprzeciw wobec utworzeniu przedszkola w Zespole Szkół przy Żonkilowej?
Przemysław Alexandrowicz: Poruszył nas sposób, w jaki usiłowano to zrobić. Nie do przyjęcia była propozycja zabudowania części auli, korytarza czy zajęcie jednej, dwóch klas na potrzeby przedszkola. Zwężenie korytarza w szkole, do której uczęszczają uczniowie z niepełnosprawnością ruchową jest nieporozumieniem. Na szczęście, po protestach rodziców i nauczycieli, Prezydent zdecydował się z tych planów wycofać.

Czy konflikt udało się wygasić?
Przemysław Alexandrowicz: Jeśli chodzi o umieszczenie przedszkola wewnątrz budynku, to – z tego co wiemy – tak. Jeżeli przedszkole powstanie, to w osobno wybudowanym gmachu. Natomiast z pism, które docierają do radnych, wynika, że wewnętrzny konflikt – między dyrekcją a gronem pedagogicznym i w relacjach z rodzicami – nadal trwa.

To nie jedyny konflikt. Ostatnio głośno było o przedszkolu przy Bukowskiej, które od miasta przejęła Fundacja Familijny Poznań. Rodzice chcą, by znów była to placówka prowadzona przez miasto.
Przemysław Alexandrowicz: Tą sprawą radni z Komisji Oświaty pierwszy raz zajęli się 2 czerwca. Mateusz Krajewski, wiceprezes Familijnego Poznania, sam przyznał, że był tam kłopot z komunikacją między przedszkolem, a Fundacją. Rodzice i pracownicy placówki wskazywali na nieprawidłowości w jej funkcjonowaniu. Poprosiliśmy o wyjaśnienia Wydział Oświaty, Prezydenta i ZKZL – bo jest to budynek miejski. Chcemy wiedzieć, czy zostały tam przeprowadzone inwestycje, do których zobowiązała się Fundacja. Mamy otrzymać dokładne informacje.

Co Pan sądzi o przekazywaniu miejskich przedszkoli innym instytucjom?
Przemysław Alexandrowicz: Uważam, że miasto powinno wspierać tych, którzy sami tworzą nowe przedszkola czy szkoły, przekazywać im odpowiednie dotacje. Natomiast przekazywanie już istniejących placówek miejskich w inne ręce wydaje mi się wątpliwe. Może poza sytuacjami gdy miejska placówka zostałaby zamknięta. Tak było z pustoszejącą szkołą przy Mińskiej, którą przejęło Katolickie Stowarzyszenie Wychowawców i podobnie ze szkołą na Fabianowie, którą oddano Familijnemu Poznaniowi. W przypadku przedszkoli przy Bukowskiej i przy Słowackiego, które istniały w budynkach miejskich, a ich funkcjonowanie nie było drogie, nie widziałem powodu, by je przekazywać Familijnemu Poznaniowi. Zaznaczam, że nie chodzi tu tylko o tę Fundację. Jeżeli miasto samo dobrze prowadzi taką placówkę, to po co to zmieniać?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
matka

Masz racje, ale zapomniałeś o ważnym elemencie "dobrej zmiany". Jeżeli rok 2017 będzie rokiem w którym zostanie wdrożona reforma to będzie to rok "Matki Boskiej" zatwierdzony przez Sejm i Senat ustawą PISu o której piszą już w mediach. Czyli wtedy na pewno ośmioklasiści odrzucą wszystkie narkotyki ku chwale Matki Boskiej. I co, partia o wszystkim myśli!

z
zenek

spokojnie, dojrzałość emocjonalna 7-miolatków w konfrotacji z dojrzałością ośmioklasistów "po dropkach" nie będzie stanowiła problemu dla zwolenników "dobrej zmiany".

P
PiSimista

Przecież wiadomo, że każda wypowiedź do mediów przedstawiciela tej partii jest najpierw zatwierdzana przez biuro polityczne. Po co więc ściema z tym wywiadem? To wywiad czy reklama wyborcza.