440 weterynarzy potrzebnych od zaraz - alarmuje Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna. W przeciwnym razie zwalczanie ASF pozostanie na papierze. Zgodnie ze znowelizowanymi przepisami dotyczącymi zwalczania afrykańskiego pomoru świń (ASF), lekarze inspekcji weterynaryjnej powinni skontrolować każde gospodarstwo, w którym jest trzoda chlewna pod kątem przestrzegania zaleceń związanych z zapobieganiem ASF.

Oznacza to w praktyce, że inspektorzy muszą odwiedzić 230 tys. gospodarstw w całym kraju. Ich liczba w Wielkopolsce jest szacowana na 34 tysiące podmiotów.

W ciągu pierwszych dwóch miesięcy z ponad 230 tys. gospodarstw w Polsce skontrolowano zaledwie 5084.

- W tym tempie te kontrole mogą potrwać ponad 7 lat, a zwalczenie afrykańskiego pomoru świń jest poważnie zagrożone - twierdzi Jacek Łukaszewicz prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej.

Dlaczego? Bo weterynarzy, którzy mieliby przeprowadzać te kontrole dramatycznie brakuje. Jak szacuje Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna, tylko do zwalczania pomoru świń trzeba byłoby zatrudnić dodatkowo 440 lekarzy weterynarii. To może okazać się trudne, bo w wielu powiatowych inspektoratach wciąż są wakaty.

- Sytuacja jest trudna - przyznaje Iwona Juraszek, powiatowy lekarz weterynarii w Chodzieży. - Obecnie w inspektoracie pracuje tylko dwóch lekarzy weterynarii: Powiatowy Lekarz Weterynarii i Inspektor Weterynaryjny ds. Ochrony Zdrowia Zwierząt. W powiecie chodzieskim działalność prowadzi 9 lekarzy wolnej praktyki - troje z nich nie zajmowało się nigdy leczeniem zwierząt gospodarskich. Pozostała szóstka lekarzy jest już w wieku powyżej 60 lat, więc nie mogą być wyznaczeni do zwalczania chorób zakaźnych. Żeby spokojnie myśleć o realizacji zadań musiałabym zatrudnić przynajmniej trzech lekarzy do Inspektoratu i współpracować z dodatkowymi czterema wolnej praktyki.

Ale chętnych brakuje. Z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że niewiele ponad 30 proc. przeprowadzonych naborów w Inspekcji Weterynaryjnej zakończyło się podpisaniem umowy o pracę. W przypadku 56 proc. naborów nie złożono żadnej aplikacji, a w przypadku 4,6 proc. naborów wybrani kandydaci zrezygnowali z objęcia stanowiska.

- Fluktuacja to też problem - zwraca uwagę Grzegorz Wegiera, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Poznaniu. - Młodzi ludzie zaczynają pracę w PIW, nabierają doświadczenia, dokształcają się na koszt państwa i odchodzą do sektora prywatnego.

Powodem są zarobki, znacznie niższe niż te na otwartym rynku. Jak podkreśla Jacek Łukaszewicz, bez stworzenia nowych etatów i zrównania płac z sektorem ochrona przed ASF pozostanie fikcją.