Zwiewny monodram o pewnej choreografce - recenzja spektaklu Wychodząc z domu

Stefan Drajewski
Paulina Wycichowska w spektaklu "Wychodząc z domu"
Paulina Wycichowska w spektaklu "Wychodząc z domu" Krzysztof Fabiański
Początek przypomina Big Brothera. Na dużym ekranie podglądamy i podsłuchujemy kobietę w czarnej sukni, która – jak się szybko okaże – jest choreografką. Spieszy się na próbę. I jak to zwykle bywa, miota się po swoim domu a może hotelu, szuka baletek, swetra… Jeszcze ostatnie ustalenia telefoniczne…

Prawie gotowa zauważa przez okno postaci siedzące przy wyjściu, próbuje z nimi nawiązać kontakt. Relacja zostaje przerwana, bo widzimy przez okno, że Abigail właśnie zbiega po schodach sąsiedniego domu, zatrzymuje się przy zastygłych w bezruchu postaciach (rzeźbach Norberta Sarneckiego). Ponownie próbuje z nimi nawiązać kontakt, otula je swetrami, które ma w torbie i przybiega na próbę do sali baletowej, gdzie czeka na nią… publiczność. Abigail traktuje ją, jak potencjalnych tancerzy.

Spektakl-performens „Wychodząc z domu…” ma swobodną konstrukcję. Scenariusz napisał Marek Chojnacki. Historia oglądana wieczorem w odludnym Kamińsku nawiązuje nie wprost do twórczości Augusta Rodina (premiera odbyła się w setną rocznicę śmierci rzeźbiarza). Oglądając akcję choreograficzno-aktorską Pauliny Wycichowskiej, przypomniał mi się młodzieńczy dramat Chojnackiego „Kilka ukłuć muchy” (głównym bohaterem był tam Ludwig van Beethoven). Oba zwiewne, delikatne, niby realistyczne a jednak zawieszone kilka centymetrów nad ziemią, owiane tajemnicą, niedopowiedzeniem, ulotnością korespondującą z muzyką Claude’a Debussy’ego (Paulina Wycichowska przez moment gra sama na pianinie).

Ten monodram o artystach ma tę cechę, że może być zagrany wszędzie tam, gdzie są rzeźby. Wyobrażam go sobie na przykład w domu Marcina Rożka otoczonego kwitnącym ogrodem w Wolsztynie. Rzeźby są konieczne, ponieważ są pełnoprawnym bohaterem tej scenicznej akcji, która prowokuje do rozmowy o granice wolności artysty, o niemodnym dziś pojęciu piękna i niedosłowności. O tym wreszcie, że trzeba być gotowym na wszystko, wychodząc z domu…

„Wychodząc z domu”, scenariusz i reżyseria Marek Chojnacki, choreografia i wykonanie Paulina Wycichowska, suknia Anny Regimowicz–Korytowskiej, rzeźby Norberta Sarneckiego, premiera 17 listopada w Novel House w Kamińsku.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
antyk
Byłem, widziałem, dobre! Pozdrawiam Pana Leszka Sikorskiego!
Dodaj ogłoszenie