Felieton Waligóry. "Jakże nam ciężko było nosić te pikielhauby"

Leszek Waligóra
Leszek Waligóra
Leszek Waligóra, zastępca redaktora naczelnego Głosu Wielkopolskiego
Leszek Waligóra, zastępca redaktora naczelnego Głosu Wielkopolskiego Łukasz Gdak
Pora wyznać jak na spowiedzi: codzienne zebrania redakcyjne rozpoczynaliśmy od Guten Tag. Jeśli dziennikarze odpowiadali po polsku, odpinałem pasa z klamrą opatrzoną napisem „Got mit uns”. A obowiązkowe pikielhauby można było zdjąć dopiero po wykonaniu ostatniego zadania. I piszę to wszystko dopiero teraz, bo nabrałem odwagi po zmianie władzy.

Tylko tak, drwiną i dowcipem, my, dziennikarze Głosu Wielkopolskiego, byli i obecni, reagujemy na kłamstwa osób, które nazywają nas „tubą niemieckiej propagandy w Wielkopolsce”. Nas, bo to my, a nie jakieś anonimowe cyborgi, tworzyły i tworzą tę gazetę. A pokolenia naszych Czytelników z pewnością nie były i nie są idiotami, aby nabierać się na jakieś „tuby”.

Mistrzowie dziennikarstwa, którzy uczyli mnie tego rzemiosła, z wielu różnych zasad, jakimi należy się kierować, najmocniej wyryli w głowie dwie. Jedną zawodową, a drugą życiową. Ta pierwsza mówi, że dziennikarzowi nie wolno kłamać. Gdy sądy rozpatrują liczne pozwy przeciwko nam, zawsze najpierw badają czy zrobiliśmy wszystko, aby dotrzeć do prawdy. Możemy pomylić się, ale najpierw musimy wykorzystać wszystkie dostępne środki, aby ustalić jaki jest stan rzeczywisty. Najprostszym z tych środków jest zapytanie drugiej strony. Tak się ustala fakty.

Inaczej jest w przypadku opinii, komentarzy, felietonów. Tu w oparciu o fakty przedstawiamy własne zdanie, swój osąd danej sytuacji. Jeśli ktoś twierdzi, że osąd nie jest mój, że jest małpim powtarzaniem czyjegoś przekazu... to, no cóż. To tylko jego opinia, na dodatek nie podparta faktami. Warta tyle co pryszcz. I równie obrzydliwa. Co nie znaczy, że nie spieramy się na poglądy, interpretacje, rozumienie jakichś spraw. Żaden szanujący się dziennikarz nie powiela jednak świadomie kłamstw. Przed wojną byłoby to być może podstawą do honorowego pojedynku, gdyby nie fakt, że kłamca nie ma zdolności honorowej. Być może są ludzie, którzy zmieniają poglądy i wartości zgodnie z wolą swoich pracodawców, ja na szczęście od lat mam przyjemność znać się i pracować z takimi, którzy przede wszystkim mają mocne głowy.

I tu druga - tym razem życiowa zasada dziennikarzy: dziennikarzem się jest, redaktorem się bywa. Wiele moich koleżanek i kolegów zaczynało w tym samym miejscu, a dziś pracuje w innych mediach, w innych firmach i na innych stanowiskach. Taki fach, redaktorem się bywa. To tylko funkcja, za którą kryje się jednak masa zawodowego życia, podejmowanych decyzji, dokonań, duma z dobrze wykonywanej roboty, przestrzegania zasad, a czasem jeszcze przyjaźnie i sentymenty na całe życie. To po sobie zostawiamy. I za to dziękuję.

Leszek Waligóra, zastępca redaktora naczelnego Głosu Wielkopolskiego

Polska stała się bezpieczna

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

cdeqwwv

Dodaj ogłoszenie