Jacek Kalka z Komitetu Organizacyjnego ME: Brawa dla władz lokalnych, ale nie dla władz związku

Radosław Patroniak
Jacek Kalka może mieć powody do zadowolenia, podobnie zresztą jak inni organizatorzy ME Juniorów w Rugby Fot. Marek Zakrzewski
Rozmowa z Jackiem Kalką, członkiem Komitetu Organizacyjnego Euro Rugby 2014 i kierownikiem sekcji rugby w KS Posnania.

Przed największą imprezą w historii polskiego rugby mieliście jako organizatorzy swoje wyobrażenia o niej. Czy bardzo one odbiegały od rzeczywistości?
Zaskoczyła nas trochę ranga mistrzostw w świecie rugby. Nie spodziewaliśmy się bowiem aż tylu gości z najważniejszych federacji w naszej dyscyplinie. Na finałach elity pojawili się szefowie federacji angielskiej, francuskiej i wielu innych. Chwalili nas za organizację ME i nie ukrywam, że było to dla nas przyjemne. Podobnie zresztą jak ci, którzy po raz pierwszy zetknęli się z jajowatą piłką. Dziwili się, że nawet bez znajomości przepisów można pasjonować się grą. W sumie więc nie żałujemy czasu i zaangażowania, które w tę imprezę włożyliśmy.

Co było dla Pana największym pozytywem, a co największym rozczarowaniem?

Pozytywem była na pewno bardzo przyzwoita frekwencja na większości spotkań. Na trybunach pojawiło się dużo młodzieży, ale takie były właśnie założenia przed turniejem. Natomiast rozczarowaniem dla mnie była gra biało-czerwonych, zwłaszcza w kontekście ubiegłorocznego występu na ME, zakończonego zajęciem trzeciego miejsca w grupie A. Nie chodzi o to, że spadliśmy o jedno miejsce w europejskiej hierarchii, tylko nie pokazaliśmy wszystkiego, na co nas stać.

Jakie są Pana odczucia związane z zainteresowaniem imprezą w regionie i w Polsce?
W regionie było zarówno duże zainteresowanie wśród kibiców, jak i mediów. W skali kraju mistrzostwa były mniej zauważone, ale to normalne, bo przecież nie rywalizowali seniorzy, w dodatku w dyscyplinie nie uznawanej u nas za topową. Na całej linii zawiódł nas związek na czele z prezesem Janem Kozłowskim. Musieliśmy się tłumaczyć z jego nieobecności na finale we Wronkach przed działaczami FIRA-AER, czyli Europejskiego Stowarzyszenia Rugby. Sekretarka w trójmiejskim biurze europosła powiedziała nam, że szef ma bardzo napięty grafik przed wyborami. Mimo to goście z zagranicy i tak byli zdegustowani jego postawą. Poza tym były też problemy ze strojami reprezentacji. Nie dość, że ich model był z wyprzedaży, to dostarczono zawodnikom o dwa komplety za mało. Warto przy tej okazji podkreślić, że na wysokości zadania stanęły nasze władze lokalne. Nie dość, że mocno zaangażowały się w organizację zawodów, to zarówno w poznańskim magistracie, jak i w Urzędzie Marszałkowskim wydano specjalne przyjęcia dla działaczy FIRA-AER i poszczególnych federacji. Ponadto prezydent Poznania, Ryszard Grobelny, wybrał się na mecz Polaków z Rumunią. Bardzo nam też pomogli sponsorzy na czele z firmą Delik iArctic.

Czy uczestnicy ME wrócą do nas na zgrupowania, mecze towarzyskie, czy może po prostu jako turyści i entuzjaści Wielkopolski?
Były spore grupy kibiców z Irlandii, Walii i Holandii. Cześć fanów obiecała, że do nas wróci. Jeśli chodzi o drużyny, to zwłaszcza te z elity wspominały o organizacji zgrupowań dla pierwszych reprezentacji w Opalenicy, Grodzisku czy we Wronkach. Czołowe zespoły bardzo chwaliły swoje ośrodki pobytowo-treningowe.

Jak pan ocenia występ biało-czerwonych i trzech poznaniaków?

Nasi gracze byli w kadrze bardzo widoczni. W meczu z Czechami wyróżniał się Oskar Soczewica, a w starciu z Rumunią jedyne przyłożenie zaliczył Bartosz Kubalewski. Moim zdaniem ten ostatni w pierwszym spotkaniu Polaków był za mało wykorzystany. Nie chcę absolutnie krytykować ustawienia reprezentacji, ale gołym okiem było widać, że nasza drużyna nie ma prawdziwego lidera.

A jak wygląda bilans finansowy mistrzostw. Zapowiadaliście, że będzie on na plusie?
Nie jest on jeszcze w pełni znany, ale wszystko wskazuje na to, że uda się nam wypracować środki na szkolenie młodzieży. Chcemy, by od września wystartowały klasy sportowe z rugby w kilku ośrodkach. Wędrówkę rozpoczniemy od Szamotuł, ale w Opalenicy i Pniewach też już mamy ludzi „zarażonych” jajowatą piłką.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? r.patroniak@glos.com

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie