Nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych może okazać się gwoździem do trumny firm śmieciarskich. We wtorek w Warszawie odbyła się druga w ostatnich tygodniach ogólnopolska manifestacja pracowników i pracodawców z branży odpadowej przeciwko „wykluczeniu polskich przedsiębiorców gospodarki odpadami z rynku”. Wśród uczestników byli przedstawiciele kaliskiej firmy Eko. Na jej śmieciarkach zawisły banery z hasłem „Zabijacie rodzinne firmy, karmicie monopole gminne”.

Protestujący domagają się wykreślenia z nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych zapisu o tak zwanych zleceniach in-house. Obecnie samorządy, chcąc zlecić odbiór śmieci, muszą ogłosić przetarg i wybrać najkorzystniejszą ofertę. Po zmianie przepisów gminy zostaną zwolnione z tego obowiązku i będą mogły powierzyć wykonanie takiej usługi spółce komunalnej.  Tego typu zapisy mogą całkowicie wykluczyć firmy prywatne z rynku gospodarki odpadami.

- Tworzy to ogromne zagrożenia dla wolnej konkurencji i polskiej przedsiębiorczości, godzi w zasady konkurencji, wprowadza monopol firm komunalnych, a tym samym podwyższy ceny i obniży jakość świadczonych usług.

Poprzez te zapisy wolny rynek zamieni się w gospodarkę centralnie planowaną o niskiej jakości usług. W samej branży gospodarki odpadami doprowadzą do likwidacji kilkuset polskich, rodzinnych firm oraz 18 tysięcy miejsc pracy - uważa Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami.

W samym Kaliszu z tą branżą związanych jest kilkaset osób. Tylko firma Eko zatrudnia około setki pracowników, którzy z uwagą śledzą prace nad nową ustawą o zamówieniach publicznych. Nowelizacja miałaby zostać przyjęta jeszcze podczas kończącej się 13 maja sesji Sejmu. Firmy z branży śmieciarskiej liczą, że ich protest zostanie wysłuchany, a zapis o in-house został wykasowany.

- Właściciele firmy latami inwestowali ogromne pieniądze, aby osiągnąć obecny poziom. Jeden zapis w ustawie może sprawić, że wszystko zostanie zniweczone. Jeśli zostaniemy bez zleceń, to pozbawi się nas możliwości funkcjonowania - mówi Maciej Chełmecki z kaliskiej firmy Eko. - Nie liczymy na żadne ustępstwa dla naszej branży, ale chcemy, by została zachowana zasada, że na rynku liczy się ten, kto ma coś do zaoferowania.

Obawy te podziela Szczepan Jarantowski z kaliskiej firmy Jartex. Osobiście nie wziął udziału w proteście, ale go popiera.

- Zmiana przepisów może spowodować, że jak grzyby po deszczu zaczną wyrastać spółki komunalne. Może być tak, że ktoś porozumie się z jakimś wójtem i na drugi dzień na jego zlecenie zacznie odbierać śmieci. Nie będzie się liczyć, czy dana firma coś sobą w ogóle reprezentuje - mówi ‚Ziemi Kaliskiej” przedsiębiorca.

Powrót do monopolu firm komunalnych, jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu, może też odbić się na portfelach mieszkańców- ostrzegają prywatni przedsiębiorcy.


- Monopolistów nikt nie będzie kontrolował. Brak konkurencji to także narzucanie cen - dodaje Maciej Chełmecki.

Na tym nie koniec kontrowersji wokół rynku śmieci. W ostatnich dniach Daniel Tylak, przewodniczący zarządu Związku Komunalnego Gmin „Czyste Miasto, Czysta Gmina”, w którym udziały ma samorząd Kalisza, zaproponował, aby przekazać Związkowi „wszystkie zadania własne oraz wynikające z nich obowiązki i uprawnienia w zakresie gospodarki stałymi odpadami komunalnymi”. Zdaniem Tylaka, taka decyzja poprzedzona zmianami w statucie Związku pozwoliłaby „dokonać ujednolicenia systemu gospodarki odpadami komunalnymi na terenie Związku i przenieść ciężar odpowiedzialności za realizację tej części zadań własnych gmin na Związek”. Kaliscy radni postanowili odłożyć dyskusję na ten temat. Wiadomo, że pomysłu nie popierają radni PO.

- Jest to pomysł niebezpieczny dla miasta, który może mieć bardzo negatywne skutki - uważa radny Dariusz Grodziński.

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. POLUB NAS!