Michał Kołodziejczyk – dyrektor stacji sportowej Canal+: Walczyliśmy o prawa do Premier League tak długo, jak się dało

Dawid Dobrasz
Dawid Dobrasz
- Gdyby nie było sukcesu, to nie chciałbym pisać kolejnej książki. Nie miałbym w sobie motywacji - mówi Michał Kołodziejczyk, współautor książki "Mecz to pretekst"
- Gdyby nie było sukcesu, to nie chciałbym pisać kolejnej książki. Nie miałbym w sobie motywacji - mówi Michał Kołodziejczyk, współautor książki "Mecz to pretekst" Jakub Schwarz/Czarny Production
Z Michałem Kołodziejczykiem porozmawialiśmy przy okazji spotkania autorskiego zorganizowanego przez klub GI Maleszpy Futsal Leszno na temat jego książki „Mecz to tylko pretekst”, którą dziennikarz napisał wraz ze swoją partnerką i także dziennikarką, Anitą Werner. Dyrektora redakcji sportowej Canal+ zapytaliśmy o spełnieniu marzenia w związku z wydaniem książki, Euro 2020, podsumowanie pierwszego roku pracy we francuskiej stacji, Twitterze oraz o prawach telewizyjnych.

Czy spodziewałeś się takiego sukcesu tytułu „Mecz to tylko pretekst”?
- W ogóle się nie spodziewałem. 34 tysiące nakładu, z czego pierwszy nakład – 12 tysięcy egzemplarzy – rozszedł się pierwszego dnia. To był pierwszy strzał, bo nie przypuszczaliśmy tego z Anitą. Teraz mamy informację, że sprzedanych jest 31 tysięcy egzemplarzy. Ktoś z dziennikarzy muzycznych powiedział mi, że to potrójna złota płyta, gdyby wyszło to na CD. Wtedy byłem w szoku. Wydawało mi się, że granica przeskoczenia od czytelników stricte piłkarskich do tych zainteresowanych reportażem i jeszcze dodatkowo emocjami oraz uczuciami, jest bardzo płytka. Nam się to udało i potrafiliśmy ich przekonać, żeby uwierzyli nam, że ta książka nie jest tylko o piłce, bo chyba nie ma tylu ludzi czytających tylko o futbolu.

Jaki sezon czeka Lecha Poznań? Czy Radomiak, to dobry rywal na początek?

Trafiliście tą pozycją do większego grona odbiorców.
- Może tak i na pewno „ogromnym magnesem” była też Anita, która ma swoje olbrzymie audytorium.

Też nie jesteś postacią anonimową.
- Dlatego myślę, że fajnie to się połączyło. Zadziałało jedno i drugie. Patrzę czasami na Anity Instagram, to codziennie do niej piszą setki kobiet. Nie przesadzam. Ja takiego przełożenia na kobietę-czytelnika na pewno bym nie miał. Bogusław Leśnodorski wysłał mi raz komplement, chyba że chciał mnie obrazić... W każdym razie napisał mi SMS-a, że jego dziecko przeczytało książkę i powiedziało: „Tato, tej książki nie mógł napisać dziennikarz sportowy”. Może udało się nam przewalczyć ten stereotyp? W końcu mecz jest tylko pretekstem. Sam tytuł wziął się z czegoś innego. Kiedyś Andrzej Janisz, który wyciągał nas – dziennikarzy sportowych – na wieczorną kolację, po miłym wieczorze mówił: „Panowie, mecz to tylko pretekst”. Wyrzuciliśmy „tylko” i pokazaliśmy, że mecz to pretekst nie tylko do dobrej zabawy i imprezy, ale też do przekazania wartości. Do pokazania, że można zastosować sport do naprawdę dobrego celu. Piłka dobrze użyta może zakopać topory, o jakich zakopaniu politycy mogliby tylko marzyć. Powiedziałem w trakcie spotkania o Messim i Neymarze w kontekście ostatniego Copa America i ich mocy sprawczej. Oni nie mogą powtarzać tylko tego, że „dadzą z siebie wszystko” czy „przeanalizujemy błędy i wrócimy mocniejsi”. Oni w obecnym świecie mają niesamowitą moc sprawczą. Nie potrzebują dziennikarzy, żeby docierać do kibiców. Jakby docierali z wartościami, które warto byłoby przekazać dalej, to wydaje mi się, że mogliby tylko zyskać w oczach ludzi. Tak, jak Marcus Rashford zyskał w oczach Anglików swoją działalnością na dokarmianiu niedożywionych dzieci.

Tą książką zrealizowałeś swoje małe marzenie?
- Duże marzenie! Zaznaczę, że to ani trochę nie był projekt komercyjny. Zawsze myśląc o pracy, to myślisz o tym, żeby mieć z czego żyć – spłacić kredyt, wysłać dzieci do szkoły i tak dalej. To od początku był projekt z dużym ryzykiem zwrotu.

Tylko sam mówiłeś, że nie zależało ci na tym, aby zarobić na książce.
- W ogóle mi na tym nie zależało. Chciałem mieć książkę ze swoim nazwiskiem na półce i z takim spojrzeniem na piłkę, z jakim ja patrzę. I to naprawdę jest spełnienie marzenia i jestem bardzo dumny z tej książki. Mam poczucie zadowolenia z tego, że zbiera dobre recenzje. Pewnie każdy autor jest trochę zakochany w swoim dziele, ale naprawdę miałem dużo czasu, żeby to wszystko dopieścić, sprawdzić i przeszukać. Zrobiłem to przez rok, ale myślałem o tym lat dwadzieścia. Wybrane przez nas regiony do tej książki znalazły się w niej dlatego, że były w zasięgu mojej wyobraźni. Na końcu książki jest bibliografia. To są rzeczy, które są czytane po polsku, po angielsku itd. To jest tylko ta część, którą bezpośrednio zainspirowaliśmy się do napisania książki. Poza tym było jeszcze mnóstwo innych tekstów z tygodników czy gazet.

Sukces pierwszej książki napędza cię do napisania kolejnej?
- Gdyby nie było sukcesu, to nie chciałbym pisać kolejnej. Nie miałbym w sobie motywacji. Teraz jest trudniej. Nie jestem tylko dziennikarzem, choć nim będę do końca życia i tak się będę czuł. Mam mnóstwo obowiązków związanych z byciem dyrektorem redakcji sportowej Canal+. Nie wyjadę tak nagle. Musiałbym dograć mnóstwo tematów i dogadać się ze swoimi przełożonymi, aby móc to zrobić. Na razie jest zbyt niebezpiecznie pod kątem Covid-19, aby polecieć gdzieś i czuć się swobodnie. Nie wierzę politykom, że gdzieś nie ma koronawirusa albo jest ograniczony. Sam jestem zaszczepiony, ale wiem, że to nie wystarcza. Mam dla kogo żyć i żadna książka oraz opowieść nie jest warta zdrowia.

Dlaczego wiedziałeś, że Polsce nie wyjdzie na Euro 2020?
- Wydaje mi się, że zmiana trenera nastąpiła za późno. Po pierwsze uważam, że Jerzy Brzęczek nigdy nie powinien zostać selekcjonerem, ale kiedy już został, to powinien dokończyć swoje dzieło. Według mnie oddawanie reprezentacji na pół roku przed turniejem osobie niedoświadczonej w byciu selekcjonerem nie było dobrym pomysłem. Nie twierdzę, że Paulo Sousa jest złym trenerem. Nie twierdzę też, że nie poprowadzi tej drużyny nigdy do sukcesów. Natomiast montowanie samochodu w trakcie jazdy kończy się wypadkiem. Portugalczyk miał bardzo mało czasu, aby zareagować, co się z tą drużyną działo. Przez ten brak doświadczenia w byciu selekcjonerem i pracą z kadrą narodową Sousa zwyczajnie się pogubił. Nie wiedział, w którą stronę to pociągnąć. To nie miało prawa się udać.

Jak odbierasz dzisiaj format turnieju Euro 2020 z perspektywy osoby, która była już wiele razy na imprezach rangi mistrzostw Europy i świata? Piłkarsko turniej się obronił.
- Piłkarsko fantastycznie, natomiast to rozstrzelenie po różnych krajach było fatalne ze względu na to, kto był gospodarzem i to w czasach koronawirusa. Same odległości mnie nie przerażały, a przerażało mnie niesprawiedliwe podzielenie. Anglicy grali głównie w Londynie. Uwierz mi, że jak się leci z Manaus do Kurytyby, to leci się z czterema przesiadkami 14 godzin. Powtórzę – leci. Tutaj z Lizbony do Azerbejdżanu, jakby był bezpośredni lot, to myślę, że jest to około sześć-siedem godzin lotu. Da się to przeżyć. A co dopiero było w RPA? Z Kapsztadu do Durbanu było 2200 kilometrów. W RPA miałem 42 loty w ciągu miesiąca. Rano wsiadałem jak do PKS... i leciałem z Johannesburga do Kapsztadu. Po meczu od razu do samolotu i pani już wiedziała, że mam miejsce 1A ze względu na długie nogi i będę spał. A Rosja? Z Jekaterynburga do Kaliningradu też była spora odległość. To są mity z tymi dystansami. Tu chodziło o co innego. O to, że niektórzy grali przed swoją publicznością, a niektórzy nie. Że Walijczycy dwa razy lecieli do Baku w fazie grupowej. Potem do Azerbejdżanu musiała lecieć Dania i jak wrócili, to już było gorzej. To było niesprawiedliwe.

Czytaj też: Radosław Murawski – Lech Poznań: Nowy piłkarz będzie liderem Kolejorza? "Kibiców nie interesuje, że masz Messiego w drużynie"

Pojawił się argument, że takie kraje jak Dania czy Węgry mogą nigdy nie dostać organizacji mistrzostw Europy, bo są za małymi państwami.
- Skoro jest pomysł uczczenia Euro, to nie nagradzajmy piłkarskich satrapów, którzy wspierają wszystkie działania UEFA, bo mają pieniądze i chcą pokazać swoją wielkość. Na stadionie w Baku nigdy nie powinna odbyć się piłkarska impreza. Biorąc pod uwagę inne państwa, które były niedaleko od siebie położone. Nie było meczu w Wiedniu, a jest tam fantastycznie położony stadion. Bo co? Bo mieli Euro 2008? Słabe tłumaczenie. W Paryżu i Warszawie tez nie było meczów mistrzostw Europy, bo było w 2016 i 2012. To są trzy lokalizacje, które przychodzą mi natychmiast. Za to była Szkocja, gdzie nie było kibiców.

Od ponad roku jesteś dyrektorem redakcji sportowej Canal+. Zatem, jaki to był rok?
- Fantastyczny! Pełen dużych wyzwań. Bardzo wiele rzeczy udało się zrobić. Wspomnę tylko kilka, bo powstał m.in. magazyn Jej Wysokość Premier League, wprowadziliśmy codzienne newsy, zrobiliśmy inne opakowanie ligi angielskiej. Zdradzę też coś, czego jeszcze nigdzie nie mówiłem. Od tego sezonu będzie magazyn ligi hiszpańskiej i mogę powiedzieć, że staramy się, by był jeszcze lepszy niż ten dotyczący ligi angielskiej. W zeszłym sezonie udało nam zatrudnić się na komentarz Mateusza Borka czy Tomasza Smokowskiego. Udało się odciążyć Andrzeja Twarowskiego z komentowania ekstraklasy i zrobić Barta Glenia facetem, który ma flow i luz nadający się do Ligi+ Extra. Powiem też o liczbach. O 36 proc. Wzrosła oglądalność Canal+. Pierwszy kwartał 2020 w porównaniu z pierwszym kwartałem 2021. Prawa to jest zupełnie co innego, bo rządzą się innymi regułami.

Nie mam jeszcze 30 lat. Dla mnie zawsze Premier League była w Canal+. Myślę, że to będzie największy problem dla kibica.
- Dla mnie też Premier League zawsze była w Canal+ jest nam przykro, że nie udało się przedłużyć praw. Ciągle jednak mamy bogatą ofertę i robimy wszystko, żeby była jeszcze atrakcyjniejsza. Ale z tym biznesem to akurat jest tak, że lubi ciszę, więc nie mogę powiedzieć zbyt wiele na temat tego, co jest planowane.

Canal+ w temacie Premier League wszedł na najwyższy możliwy poziom opakowania tej ligi. Dzisiaj ktoś będzie się musiał z tym zmierzyć. Z kolei do ciebie będą zarzuty, że nie udało ci się utrzymać ligi angielskiej w Canal+.
- Cieszę się, że widzom podobało się opakowanie produktu, bo właśnie za to odpowiadam. W przypadku zakupu praw mamy jednak osobny departament, a także centralę we Francji. Jako szef redakcji mogę rekomendować, a moja rekomendacja – powtórzą to wszyscy – była taka, by walczyć o Premier League tak długo, jak się da. Ale rozumiem też, że walczy się do momentu, kiedy jest to racjonalne i nie spowoduje długoterminowo innych problemów, bo CANAL+ to nie tylko Premier League, ale również inne prawa, bardzo kosztowne, a tak samo ważne dla kibiców. Rynek praw jest z kolei coraz bardziej konkurencyjny, również cenowo, bo pojawiają się na nim nowi gracze, którzy chcą zabrać kawałek tortu dla siebie. Z tego powodu od kilku lat obserwujemy, jak prawa przepływają między największymi nadawcami i serwisami streamingowymi. Nie tylko w Polsce, ale również w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Francji. To globalny proces. Docierają do mnie różne sygnały, również od koleżanek i kolegów z zagranicy. Wszyscy mówią to samo - walka jest zacięta, ceny są astronomiczne.

Myślisz, że drugi rok twojej pracy jako dyrektor stacji będzie trudniejszy? Prowadziłeś wcześniej portal WP Sportowe Fakty i jaka to jest różnica w byciu szefem Canal+?
- Między telewizją i internetem jest gigantyczna różnica. Na telewizje wszyscy patrzą i uważają, że znają się na niej najlepiej, bo ją oglądają. Nie wiedziałem też, ze liga angielska ma tylu kibiców. Kiedy przygotowaliśmy studio przed meczem Manchester United – Liverpool, gdzie były wywiady z Salahem czy Rashfordem, oglądało to sześć tysięcy ludzi. Uważam, że więcej wyzwisk dostałem na Twitterze niż było publiki, która oglądała to fantastycznie wypromowane i przygotowane przez dziennikarzy studio. Prawda jest taka, że zarówno ekstraklasa jak i liga żużlowa cieszą się większym zainteresowaniem kibiców, niż Premier League.

Zaskoczyłeś mnie liczbą widzów przy studiu do takiego meczu i to z takimi gwiazdami.
- 6 tysięcy. Były głosy od widzów: „opakujcie w Canal+ ligę angielską”. To opakowaliśmy. Dotrzyj do Salaha i zrób z nim wywiad.

Dzisiaj ktoś patrzy na was przez pryzmat utraty Premier League, ale macie też inne prawa.
- Jest ekstraklasa, Ligue 1, jeszcze sezon Premier League i LaLiga na 5 lat. Przedłużyliśmy NBA na kolejne dwa lata, mamy kobiecy tenis z Igą Świątek przez kolejne 5 lat. To jest bardzo duże grono widzów. Mamy żużel na kolejne pięć sezonów, a to jest cała armia wyznawców. Jesteśmy domem żużla, bo mamy też eWinner pierwszą ligę. Do tego oferujemy widzom bardzo bogatą ofertę filmów, seriali czy hitów prosto z kina, bo CANAL+ to nie tylko sport i nie można o tym zapominać. Mamy w końcu 2,7mln abonentów, bardzo zróżnicowanych. Zapewniam przy tym Ciebie i widzów, że nieustannie pracujemy nad poszerzeniem naszej oferty.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie