Od „Zwierzyńca” do „Teleranka”, czyli tydzień z życia rodziny w PRL-u

Katarzyna Sklepik
Katarzyna Sklepik
Mama po pracy stała w długich kolejkach, by kupić coś do zjedzenia. Tata kombinował dewizy, by na święta czy urodziny kupić prezenty w Pewexie. Po szkole i pracy miło spędzało się wspólnie czas. Domowe obowiązki nie przeszkadzały w zabawie. Był czas na wszystko. Na naukę, prywatki i rodzinne oglądanie telewizji. „Teleranek”, czwartkowa „Kobra” czy pancerni – na to się czekało.

Tu Polskie Radio. Wybiła godzina szósta – słychać było szmer radia „Klawesyn”. Tak zaczynał się tydzień w większości polskich domów. Mama krzątała się w kuchni, przygotowując śniadanie i obowiązkowo podając dzieciom ciepłe mleko z kożuchem. Czasami kakao – pod warunkiem, że aktualnie było w sklepach. W papier śniadaniowy pakowała kanapki i odpytywała swoje pociechy z tabliczki mnożenia. Udawała, że nie widzi „magicznego” długopisu, który odpowiednio przekręcony podawał prawidłowy wynik.

W tym czasie podśpiewujący w łazience tata golił się brzytwą lub maszynką z żyletką Polsilver. Gdy syknął, było wiadomo, że się zaciął... Ratunkiem bywał ałun, a jeszcze lepsza była elektryczna maszynka, kupiona za dewizy w Pewexie.

W pośpiechu wypita kawa ze szklanki w koszyczku i ojciec szedł do pracy. – Tornister spakowany, masz worek z kapciami, pokaż, czy masz czysty kołnierzyk fartuszka, tarcza przyszyta? – te pytania co rano słyszał każdy uczeń, zanim mama wyszła do pracy, a on do szkoły. Z kluczami na szyi...

W poniedziałek – pomagam mamie

W poniedziałek? W poniedziałek ja nie mogę, bo pomagam mamie – śpiewali Niebiesko-Czarni. I nie były to słowa rzucane na wiatr. Po powrocie ze szkoły, dzieci miały swoje małe domowe obowiązki. Najczęściej wynosiły śmieci, zmywały naczynia, zanosiły makulaturę i butelki do skupu. To ostatnie zajęcie opłacało się najbardziej, zarobione w ten sposób pieniądze mogły przeznaczyć na słodycze, zakupy w składnicy harcerskiej czy ulubione czasopisma: „Płomyczek” „Świat młodych” i „Młody technik”.

– Razem z motorniczym,(...) tramwaj zatrzymałem. I jak ten natchniony poeta Horacy zawołałem... Ludzie! Kochani... coście tacy smutni? Przecie jedziecie do pracy! (Zenon Laskowik)

O godzinie 16.30 – w każdy poniedziałek – pustoszały podwórka. Dlaczego? Bo „kudłate i łaciate, pręgowane i skrzydlate. Te, co skaczą i fruwają”... na „Zwierzyniec” i gawędy przyrodnicze Michała Sumińskiego zapraszały. Program trwał godzinę, zwykle po nim siadało się do odrabiania lekcji. Poza podręcznikiem uczeń korzystał z encyklopedii, leksykonu i słowników. Internetu i „wujka Google” jeszcze wtedy nie było. I o dziwo, wszyscy wszystko i wiedzieli, i umieli.

O godzinie 19 – był czas na kolację i dobranockę, po niej rodzice oglądali „Dziennik Telewizyjny”, a dzieci szykowały się do spania. Zwykle przed snem czytały jeszcze o przygodach Tomka Szklarskiego lub wertowały ulubione komisy o Kajko i Kokoszu czy o przygodach Tytusa, Romka i A’tomka.

We wtorek – pranie, w środę – prasowanie?

_A we wtorek? A we wtorek i w środę ty masz w domu pranie... _– nie ma się co śmiać, kiedyś pranie wymagało nie lada rodzinnej logistyki. Nawet porucznik Zubek w kultowym „07 zgłoś się” zrywał się wcześniej z pracy, bo „żona robiła pranie”. Wiadomo, pranie zawsze robiła mama. Segregowała ubrania na białe i kolorowe. Te bardziej brudne moczyła w wannie, a do pralki Frania wsypywała proszek Ixi albo Popularny. Do dziecięcych ubranek używała Cypiska, a dżinsy Odra moczyła w occie – bo farbowały! Wyprane i wykrochmalone pościele zanosiło się do magla. Wracały wyprasowane „na sztywno”!

Jeśli mama nie prosiła o pomoc, lepiej było schodzić jej z drogi. Obejrzeć teleturniej „Co jak”, a najlepiej – posprzątać w swoim pokoju. Nie zapominając o poukładaniu książek i zabawek na półkotapczanie. Pomocna w tych porządkach okazywała się froterka Kasia i odkurzacz Predom.

Zmęczonej mamie można było podać kruche z cukrem i filiżankę Marago. Jeśli babcia wpadła z pomocą – to obowiązkowo trzeba było jej zaparzyć herbatę Ulung. Bo babci – jak w dowcipie – kojarzyła się ona z obuwiem i generałem. Jak tylko widziała Jaruzelskiego w telewizji, pytała: gdzie się taki trep ulung?

Jeśli pranie było we wtorek, to w środę się prasowało, oj prasowało... Po „Tik-Taku” można było pomóc mamie w składaniu i segregowaniu prania oraz układaniu czystych ubrań do szafy. Biada temu, kto miał w niej nieporządek. Mama wtedy – niczym kapral w wojsku – potrafiła zrobić pilota... i zapewnić długą „rozrywkę” przy sprzątaniu.

Najlepiej miał tato, po powrocie z pracy zjadał obiad, siadał w ulubionym fotelu i czytał gazetę. A miał co czytać, w końcu wystał w długiej kolejce przed kioskiem Ruchu swoją ulubioną popołudniówkę „Express Poznański”. Wziął też z teczki poranny „Głos Wielkopolski”, „Przekrój” i „Przyjaciółkę” dla mamy.

Kobra, czyli czwartki pełne sensacji

Zaraz po „Dzienniku Telewizyjnym” rozpoczynał się teatr sensacji, z charakterystyczną muzyką i planszą z kobrą, którą zaprojektował Eryk Lipiński. W latach 50. i 60. XX wieku był to najpopularniejszy program telewizyjny. Nie mówiąc już o tym, że programy telewizyjne były tylko dwa i nie nadawały audycji cały czas.

– Minęła godzina 20.53. Za chwilę przedstawimy ostatni odcinek serialu „Poprzez prerię Arizony”. Ze względu na ogromne zainteresowanie serialem prosimy telewidzów o wyłączenie telewizorów, bo podwyższony pobór mocy może spowodować awarię.
(„Brunet wieczorową porą”)

W latach 70. „Kobra” nie mogła już konkurować z filmami i serialami sensacyjnymi, zwłaszcza amerykańskimi, które zaczęły masowo napływać do Polski za sprawą ówczesnego szefa telewizji Macieja Szczepańskiego. Poznaliśmy wtedy Columbo, Kojaka i Świętego. Ale i tak „Kobra” była w czwartek najważniejsza i oglądana chętnie aż do lat 90. XX wieku.

Telesfor, Pankracy i początek weekendu

Piątek. Powoli sygnalizował nadchodzący czas wolny, ale pamiętajmy, że w soboty – jeszcze w latach 80. XX wieku – chodziliśmy do szkoły i do pracy. Po lekcjach już czekał na nas Telesfor, a później Pankracy – pluszowy pies z okienka telewizyjnego. My z kolei czekaliśmy na mamę, która wracała po pracy z zakupami. Stojąc, w długich kolejkach, z kartkami w ręce chciała kupić jakieś mięso na obiad i cukier, by upiec w sobotę placek z owocami. Szybko odrabialiśmy zadania domowe, by w sobotę i niedzielę cieszyć się wspólnym czasem z mamą i tatą.

Po południu rodzice wychodzili do kina lub do znajomych, a starsze rodzeństwo urządzało prywatkę. Królował big-beat, płyty winylowe i Bambino. Z czasem wyparte przez magnetofon szpulowy lub „kaseciaka” – marki Grundig.

Gdy mama nie szła w sobotę do pracy, to od rana zarządzała generale porządki z myciem okien i trzepaniem dywanów. To drugie było dość trudne, zważywszy na fakt, że zawsze tam urzędowała „podwórkowa banda”. A po drugie w telewizji pokazywali „5-10-15”. Po wspólnym obiedzie zawsze był czas dla rodziny. Gdy było ciepło, szło się do kina, do zoo lub na spacer, na lody – oczywiście do Hortexu. Gdy padał deszcz – grało się w warcaby, szachy, Chińczyka, w kraje i miasta. W tej ostatniej zabawie rodzice chętnie sprawdzali stan wiedzy swoich dzieci, by później po wywiadówce na koniec semestru nie wyznaczać wysublimowanych kar.

Niedzielny poranek był dość leniwy. Śniadanie można było zjeść w piżamie, oglądając „Teleranek”. Później był tradycyjny rosół, kotlet schabowy, „Koncert życzeń” i od czasu do czasu wojenna wyprawa z Rudym 102.

Drugie życie pończochy
Repasacja czyli podnoszenie oczek to ręczna naprawa uszkodzonych pończoch, skarpet i rajstop, polegająca na dorabianiu ich zniszczonych części, wykonywana przy pomocy specjalnych igieł zakończonych haczykiem i zapadką, które umożliwiały przewlekanie bardzo cienkich nici. W Polsce w latach 60-80. XX wieku, wobec wysokich ceny pończoch i rajstop z nylonu, koszt ich naprawy („podniesienia oczek”) był relatywnie niski, a po naprawie praktycznie nie różniły się one od nowych. Powstawały liczne punkty repasacji, często w postaci wydzielonych kącików ze stolikiem i krzesłem dla repasaczki (pracą tą zazwyczaj zajmowały się kobiety) w sklepach różnych branż. Punkty te były dość powszechnym sposobem prowadzenia jednoosobowej firmy, akceptowanej w czasach tzw. realnego socjalizmu.

Tak pachniał PRL
"Być Może", "Pani Walewska", a wśród zamożnych "Masumi" i "Blase" – w Polsce Ludowej kobiety nie miały dużego wyboru, ale perfumy, których się wtedy używało, przeszły do historii. "Być Może" miało być socjalistyczną wersją "Chanel No. 5". Perfumy sprzedawano w smukłych buteleczkach o pojemności 10 ml, które mieściły się w każdej kieszeni i torebce.
"Przemysławkę" zdetronizował "Brutal", woda kolońska wytwarzana w oparciu o francuskie półprodukty. Potem pojawił się "Wars" o klasycznym, rześkim zapachu oraz "Consul", "Derby", "Admirał", "Bosman". Panowie sięgali też po Wodę Brzozową. Podrażnienia skóry po goleniu miał łagodzić Płyn Ogórkowy. Prawdziwym zbytkiem był "Old Spice", na który mogli pozwolić sobie głównie ci, którym udało się zdobyć dewizy.

Na trzepaku tętni życie
Trzepak – ulubione miejsce spotkań i długich dysput na podwórku. Tutaj można się było wyrobić towarzysko, ale i sprawnościowo: takich fikołków i wymyków nie powstydziliby się akrobaci. Gdy jedni proponowali „harcerskie” podchody, drudzy optowali za berkiem, grą w klasy albo w dwa ognie. Albo kopali piłkę – jak Deyna i Boniek.
Gramy w gumę? – Dziewczęta z zapałem bawiły się m.in. w dom, ćwiczyły z hula-hoopem, no i, przede wszystkim, grały w gumę. – Guma była zwykłą gumką z pasmanterii – pisze w książce „Niedziela bez Teleranka” Beata Tadla. – Dwie osoby rozciągały ją, oplatając sobie nogi, a trzecia skakała tak, by się nie zaplątać. Pierwszy – najłatwiejszy – poziom to kostki, ostatni, najtrudniejszy – szyjka.
Wyścig pokoju – W kapsle pstrykało się je palcami, a uczestnicy gry zwyczajowo występowali w charakterze kolarzy startujących w Wyścigu Pokoju, po trasie wymalowanej kredą na asfalcie.
W chowanego – „Palec pod budkę, bo za minutkę zamykam budkę” – tym wierszykiem zapraszało się do zabawy. A jeżeli ktoś naruszył reguły, to krzyczało się „pobite gary!” i chowaliśmy się od nowa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie