W powiecie chodzieskim brakuje rąk do pracy - także tej sezonowej. Najgorzej jest na budowach i w sadach. Tak źle jeszcze nie było, wszędzie brakuje rąk do pracy - skarżą się sadownicy, rolnicy i przedsiębiorcy. Ofert pracy - zwłaszcza tej sezonowej - jest mnóstwo. Odzew jest jednak niewielki, a najgorzej sytuacja wygląda w budownictwie i rolnictwie. Jaki jest powód?

Nie ma kto podać cegły
Pan Daniel z Chodzieży już w marcu rozesłał ogłoszenia o naborze pracowników do swojej  firmy remontowo-budowlanej.  To wtedy bowiem w branży ma miejsce „odwilż” po zimowym przestoju.

Mężczyzna oferował kandydatom stałe zatrudnienie i zarobki wyższe od średniej krajowej. Odzew, jak mówi, był - i nadal jest - dość znikomy. - Zgłosił się jeden pan, w dodatku jeszcze z orzeczeniem o niepełnosprawności, więc niestety nie mogłem go zatrudnić - mówi przedsiębiorca. Później przychodzili tacy, którzy pojawiali się w pracy tylko raz lub dwa razy w tygodniu.


- Każdy chce mieć pieniądze, ale trudno znaleźć naprawdę zaangażowanego pracownika - ubolewa pan Daniel.

Nie jest on jedynym  przedsiębiorcą branży budowlanej na terenie naszego powiatu, który znajduje się obecnie w takim położeniu. Inni  lokalni pracodawcy też narzekają bowiem na brak pracowników.

- Jeszcze trochę i nie będzie miał kto murarzowi cegły podać. Sytuacja jest makabryczna - mówi pan Stefan, który wobec braku innej alternatywy, wykonuje obecnie we własnej firmie zarówno zadania murarza, tapeciarza, jak i pomocnika budowlanego.

Nawet młodzi zawodzą
Nie najlepiej wygląda również sytuacja w sadownictwie. Przez ostatnie tygodnie w prasie, na ulicach i słupach ogłoszeniowych można było znaleźć wiele ogłoszeń o  pracy przy zbiorze truskawek. Chętnych - również w tej branży - jest jednak jak na lekarstwo.

- Potrzebuję pięćdziesięciu osób do pracy. Po tym, jak zamieściłam ogłoszenia, zgłosiło się zaledwie pięcioro kandydatów,  z czego tylko jedna osoba chciała popracować dłużej niż jeden dzień - mówi właścicielka plantacji truskawek w Strzeleckim Gaju.

Kobieta, aby zachęcić ludzi do pracy obiecała, że na koniec zbiorów zorganizuje losowanie wśród wszystkich pracowników i przyzna zwycięzcy nagrodę pieniężną. - Niestety nawet to nie pomogło - opowiada.

Według niej jeszcze nigdy  nie było aż tak źle. Chętnych do zbiorów bywało mniej lub więcej, ale zawsze ktoś się zgłaszał. - Dużo młodzieży zbierało truskawki, teraz natomiast nie ma nikogo z młodych. Być może sytuacja materialna w ich domach się poprawiła i nie muszą dorabiać na wakacje -  przypuszcza kobieta.

Podobnie jest w sadach, gdzie właśnie zaczynają się zbiory czereśni. Jeden z właścicieli postanowił zaoferować pracownikom nawet darmowy dojazd, aby ich przyciągnąć - ale bez większych rezultatów.

- Płacę 1 zł 30 groszy za kilogram zerwanych owoców. Dziennie można zarobić ok. 100 złotych. Zawsze ludzi do pracy było dużo, teraz trzeba wręcz prosić, aby ktoś zechciał wejść do sadu - mówi mężczyzna.

Nie chcą pracować, bo...
Problem dostrzega też Powiatowy Urząd Pracy w Chodzieży. Urzędnicy przyznają, że sytuacja rzeczywiście jest dość trudna.- Pracodawcy zgłaszają nam, że bezrobotni odrzucają oferty pracy - mówi Anna Kurzyńska z PUP w Chodzieży. Jako powód  najczęściej podają brak dojazdu, zbyt niskie zarobki lub to, że nie mają z kim zostawić dzieci. 

Ile można zarobić?
100 złotych - taką kwotę dziennie można zarobić, zrywając czereśnie w sadzie. Jeden z sadowników, który w tym tygodniu rozpoczął „rwanie”, za kilogram owoców płaci 1 zł i 30 groszy. Według niego dobrzy pracownicy na dzień potrafią zarobić nie tylko 100 złotych, ale nawet ponad 200 złotych. Chętnych do pracy w tym roku - jak na razie - nie ma jednak zbyt wielu.

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. POLUB NAS!