Wody już brakuje, ale stepowienie nam nie grozi

    Wody już brakuje, ale stepowienie nam nie grozi

    Monika Kaczyńska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Czy Wielkopolska zamieni się w step? - Jak dotąd nie mamy do czynienia ze stepowieniem naszego regionu - mówi profesor Andrzej Kędziora, dyrektor Zakładu Badań Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu. - O tym zjawisku moglibyśmy mówić, gdyby w naturalny sposób lasy były zastępowane właśnie formacją stepową. Na szczęście jeszcze tak się nie dzieje.
    Wielkopolskę coraz częściej nękają susze. W porównaniu ze stanem jeszcze sprzed kilkudziesięciu lat coraz więcej wody paruje, coraz mniej wraca na ziemię w postaci opadów. Nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się zmienić.

    Jednak bez wątpienia, zwłaszcza w naszym regionie, pada coraz mniej. Na domiar złego gleba w coraz mniejszym stopniu ją gromadzi. Bez interwencji człowieka problem będzie się nasilał.

    - Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone - twierdzi prof. Kędziora. - Wycięliśmy sporo roślinności, która sprzyja gromadzeniu wody, nawożenie mineralne sprawiło, że gleba jest zdegradowana i także gorzej wodę zatrzymuje. Nie ulega też wątpliwości, że klimat się ociepla, a to sprzyja większemu parowaniu.
    Naukowcy nie są do końca zgodni, na ile ocieplenie klimatu w naszym regionie już stało się faktem. Niewątpliwie jednak od czasu, kiedy są prowadzone pomiary, czyli od 1848 roku, średnia temperatura w ciągu roku rośnie. Lata 2000 i 2007 były rekordowe. Wtedy słupek rtęci w Poznaniu wskazywał średnio plus 10 stopni. Od 1961 roku nie notowano tak wysokiej średniej temperatury.

    - Wiemy, że w historii zdarzały się już okresy ocieplenia, ale że nikt wówczas tego systematycznie nie badał, nie mamy danych dotyczących zmian temperatur - mówi Eugeniusz Szwed z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. - Czy i na ile ta tendencja będzie trwała, to już inne pytanie. Być może w najbliższych latach temperatura znów nieco spadnie. Prognozy na przyszłość dla naszej części Europy nie są jasne. O ile z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że na północy kontynentu suma opadów będzie rosła, a na południu wręcz przeciwnie, to co się będzie działo w Europie Środkowej, jest dużo trudniejsze do przewidzenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że warunki wodne, zwłaszcza w Wielkopolsce, pogarszają się i trzeba zacząć działać od razu.

    Wbrew pozorom można zrobić bardzo wiele, bo to, że wody brakuje w lecie na przykład na polach, nie oznacza, że brakuje jej w ogóle.

    - Do rzek, a z nimi do morza, spływa średnio od 50 do 60 kilometrów sześciennych wody rocznie - mówi Andrzej Kędziora. - Tak zwany odpływ nienaruszalny to około 22 kilometry sześcienne. Pozostałą część wody możemy zatrzymać na miejscu. Sposobów na to jest wiele. Przede wszystkim trzeba zadbać o retencję. Zbiorników retencyjnych jest zbyt mało. Zostały zniszczone także oczka wodne, rowy i inne zbiorniki, w których wodę można byłoby przechować. Oczywiście są miejsca, w których trzeba stosować odwodnienie, ale warto tę wodę gromadzić na czas, gdy będzie potrzebna.

    Dla gospodarki wodnej istotny jest także obszar, na którym rosną lasy. W skali całego globu ubyło ich bardzo wiele. W Polsce lasów jest o połowę mniej niż było tysiąc lat temu. Stąd też mniejsza liczba opadów.

    - Zostało udowodnione, że tam, gdzie jest więcej lasów, jest więcej opadów - twierdzi prof. Kędziora. - Dlatego powiększanie ich powierzchni jest tak ważne.
    Choć Wielkopolska jest generalnie obszarem, gdzie opadów jest mało, to jednak nie wszędzie zjawisko to występuje z tą samą siłą.

    - Zaobserwowaliśmy, że w ostatnim czasie mniej pada w okolicach Piły, za to w okolicach Leszna opady nieco rosną - mówi profesor. - Jednak jeśli nie podejmiemy konkretnych działań, sytuacja będzie się pogarszała. W dłuższej perspektywie potencjalnie może dojść nawet do stepowienia pewnych obszarów. Stanie się tak, gdy wody będzie za mało dla roślinności leśnej. Stepowej wystarczy znacznie mniej.

    Na razie naukowcy nie obserwują takich zjawisk. Rządy państw i samorządy lokalne coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że wodą należy gospodarować rozumnie. Ostatnio Rawicz, Gostyń i Poznań włączyły się do programu, który ma poprawić retencję. - Z wodą jest jak z pieniędzmi - mówi prof. Kędziora. - Jeśli wsadzi się 100 złotych do skarpety, za rok wyjmie się tyle samo. Jeśli pozwoli się im krążyć, na przykład za pośrednictwem banku po roku ma się 110 lub 120 złotych. Im bardziej pozwoli się wodzie krążyć, tym będzie jej więcej.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo