Wolontariusze to egoiści, którzy z pomagania czerpią przyjemność

Marta Danielewicz
Wolontariusze to egoiści, którzy z pomagania czerpią przyjemność
Czasami ich dzień trwa dłużej niż 24 godziny. Czasami czują bezradność i niemoc, ale nie wyobrażają sobie życia bez pomagania innym. Poznańscy wolontariusze biegają, tworzą, by dać radość i nadzieję innym. Wolontariuszem można zostać w różnym wieku, z różnym wykształceniem. Ważna jest chęć.

Niektórzy decydują się przebiec 10 tysięcy kilometrów, by pomóc. Inni walczą z biurokracją, która utrudnia realizację i przekazanie pieniędzy na walkę z czyjąś chorobą. Angażują też najbliższych i starają się stworzyć grupy wsparcia przy organizacji wydarzeń charytatywnych. Niektórzy po prostu starają się włożyć wiele serca w wykonywanie przedmiotów i kartek dla tych, którym potrzebne jest po prostu wsparcie drugiego człowieka. Wolontariat przybiera różne formy. Najlepiej wie o tym Sandra Napierała, która od sześciu lat działa w fundacji "Mały Piesek Zuzi", organizującej dogoterapię, czyli terapię dzieci z udziałem psów.

- Zawsze wiedziałam, że chcę pomagać innym. Kiedy nadarzyła się okazja, by stać się wolontariuszem fundacji, a dodatkowo w ten sposób zdobywać doświadczenie w pracy z dziećmi z niepełnosprawnością, nie zwlekałam z podjęciem decyzji. Dodatkową zaletą była praca z psami, które bardzo lubię - tłumaczy wolontariuszka. Sandra Napierała przez kilka lat nabrała już doświadczenia, ale mówi wprost, że nie zamierza opuszczać fundacji. Sześć lat pozwoliło na to, by zżyła się z ludźmi, którzy tam pracują.

Maria Homan: Wolontariusze to wielcy egoiści, którzy z pomagania czerpią przyjemność

- Fundacja coraz bardziej się rozwija. Bierzemy udział w nowych projektach. Działam wśród pozytywnych ludzi. Poza tym każdy dobry uczynek, każda pomoc przekłada się na to, że ludzie są wdzięczni, że wracają do mnie. To miłe - komentuje Sandra. - Żeby być dobrym wolontariuszem, potrzeba tylko dobrych chęci oraz wolnego czasu, który zawsze można znaleźć.

Czasami jednak, jak w życiu każdego, pojawiają się trudne chwile.

- Bywa, że pojawia się też bezradność, że nie udało się czegoś zrealizować, zdobyć pieniędzy, by pomóc innym. Ale po tylu latach trudno, bym się załamała, bo po prostu kocham to, co robię - mówi Sandra. Jak zauważa wolontariuszka, praca z dziećmi jest wdzięczna, ale wymaga zaangażowania obydwóch stron. - Nie można pomagać komuś na siłę. Szczególnie dzieci wyczują, że nie zachowujemy się przy nich swobodnie. Wolontariusz musi czuć się dobrze w tym, co robi, wtedy będzie to robił dobrze.

Podobnego zdania jest Wiktoria Krajniak, która jako uczennica gimnazjum zaczęła już pomagać jako wolontariuszka w Stowarzyszeniu na rzecz Dzieci i Młodzieży z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym. Mimo że jej podopieczni byli od niej dużo starsi i więksi, dziewczynka bez problemu radziła sobie w stowarzyszeniu. Dziś Wiktoria ma 17 lat i jak sama mówi: - Wolontariat to spełnienie mnie. Inna strona życia.

Dziewczyna nie tylko aktywnie uczestniczy w życiu stowarzyszenia, jest obecna we wszystkich akcjach. W swojej nowej szkole stara się zorganizować grupę wolontariuszy. Mimo że z natury to bardzo nieśmiała dziewczyna, dobrze sobie radzi w roli liderki. Odwagi nabiera dopiero w momencie, kiedy otwiera się na drugiego człowieka. Pomagając mu, wysłuchując go, znajdując z nim nić porozumienia. Za swoją działalność, skromność i otwarte serce została w tym roku nagrodzona tytułem Poznańskiego Wolontariusza Roku w kategorii młodzieżowej.

- Robię to, co lubię, co sprawia mi przyjemność. Moja babcia mówi, że to takie moje powołanie. Myślę, że pomaganie to mój cel życiowy, dlatego może w przyszłości chciałabym założyć własną fundację - komentuje nastolatka.

Jednak nie tylko duzi wiedzą, że pomaganie to generalnie fajna sprawa. Dzieci, nawet te w wieku przedszkolnym również zdają sobie sprawę z sensu niesienia pomocy i mimo że z pozoru wydaje się, że nie rozumieją wielu spraw, to wiedzą, że pomaganie innym poprawia humor i samopoczucie.

- Pomagamy w hospicjum, zbieraliśmy orzechy dla niedźwiedzi, i śmieci w parku i lesie, i naklejki dla chorej dziewczynki, napisaliśmy dla śpiącego chłopczyka książeczkę - relacjonują pięciolatki z przedszkola nr 124 im. "Wesołej Ludwiczki".

Dzieci, pod kierownictwem pedagogów, uczą się już od najmłodszych lat niesienia pomocy. Ich wolontariat to nie tylko przedszkolna zabawa w ramach zajęć. To przede wszystkim rzeczywista pomoc dla tych, którzy jej potrzebują.

Koło Mały Wolontariusz narodziło się w zeszłym roku, dzięki inicjatywie nauczycielek z przedszkola oraz jednej z mam, które wraz z dziećmi wzięły udział w programie "Mały Wolontariat". Pięciolatki nie tylko pomagają innym. Promują też ideę wolontariatu w swojej okolicy, a także dbają o środowisko, segregują i zbierają śmieci.

- Liczba akcji, w których bierzemy udział, jest nie do zliczenia. Na początku owszem istniała obawa, że dzieci nie pojmą, czym jest wolontariat, nie będą się chciały podzielić wykonanymi przez siebie ozdobami czy prezentami. Tak się jednak nie dzieje - opowiada Agnieszka Synowiec, nauczycielka i koordynator Małego Wolontariatu. - Dzieci aż prześcigają się w robieniu dobrych uczynków. Cieszą się, że robią coś dobrego dla drugiego człowieka. Dzięki temu mają energię, by działać dalej. Mam nadzieję, że my jako nauczyciele wypracujemy w nich chęć niesienia pomocy na dalszych szczeblach ich edukacji - dodaje.

Maria Homan ma 66 lat. Swoją przygodę z wolontariatem zaczęła jednak dopiero kilka lat temu, kiedy w jednej z poznańskich gazet przeczytała o Drużynie Szpiku i możliwości przebiegnięcia maratonu. Sport to zawsze była jej pasja. Dlatego 5 grudnia 2008 roku zdecydowała się wystartować w pół-maratonie wraz z Drużyną Szpiku. To właśnie od biegów rozpoczęła się przygoda Marii Homan z wolontariatem.

- Zaczęłam brać czynny udział w akcjach krwiodawstwa, zajęłam się również edukacją młodzieży w szkołach. Dzięki działaniu w Drużynie Szpiku połączyłam swoje trzy pasje w jedno: medycynę, nauczanie i bieganie - opowiada i dodaje, że dla niej wolontariat to nie poświęcenie czy przymus. Doceniają to najbliżsi, ale i kapituła konkursowa, wybierająca Wolontariusza Roku, która nagrodziła panią Marię w kategorii +50. Lecz pomoc w Drużynie Szpiku to niejedyne wyzwania, które na co dzień stawia sobie pani Maria. Na co dzień opiekuje się również osobami starszymi.

- Ja się tej pracy nie poświęcam. Wolontariuszem nie można być z przymusu, bo wtedy szybko można się do takiej działalności zrazić. Dlatego wiele młodych ludzi zaczyna swoją przygodę z wolontariatem i szybko się z niej wycofuje. Wolontariat musi cieszyć. Kiedyś usłyszałam, że wolontariusze to wielcy egoiści, którzy z pomagania innym czerpią dla siebie przyjemność - opowiada.

Jednak są też wady wolontariatu, które przejawiają się niemocą, bezsilnością lub po prostu śmiercią drugiego człowieka. - Wtedy dopada nas, wolontariuszy, myśl, po co to wszystko, dla kogo? Wycofujemy się jednak z niej szybko wtedy, kiedy widzimy zadowolone i ozdrowiałe buzie naszych podopiecznych. Bo wolontariusz nigdy nie może działać w pojedynkę, zawsze musi mieć kogoś, kto go wesprze - dodaje Maria Homan.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sąsiadka

Pani Maria Modrzejewska w przygotowanym Pi - aRowsko artykule „W krainie motyli” ( Przewodnik Katolicki 6/2011) epatowała religijnością. Mówi, ze przez 5 lat poruszała się na wózku inwalidzkim, potem o kuli. Mimo wszystko została wolontariuszką w Hospicjum Palium. W 2009r w święto Przemienienia Pańskiego doznała cudu uzdrowienia za wstawiennictwem Matki Bożej w Oborach k/ Golubia – Dobrzynia. Swój czas dzieli między hospicjum a dom ze starszymi rodzicami. Pięcioro wnucząt też trochę dopomina się o babcię. Stara się je wszystkie uczulać na cierpienie innych i potrzebę niesienia im pomocy. Jest dla maluchów żywym przykładem.
Oprócz zaangażowania w wolontariat, pomaga także w pielęgnacji 87- letniej pani Leokadii, byłej pacjentki hospicjum. – od kilku miesięcy odwiedzam ją popołudniami dwa lub trzy razy w tygodniu i pomagam jej synowi, który sam ma niesprawną rękę, zajmować się mamą. – mówi skromnie…”

Już w hospicjum upatrzyła sobie prawdopodobnie tą Panią z ponad 60 letnim synem (?). Wkrótce potem wprowadziła się do nich tzn do wspaniałego domu z dużą działką pod Poznaniem. Zawróciła w głowie kawalerowi z I - szą grupą inwalidztwa (na głowę). Mówiła o ślubie kościelnym ale rozwódkom nie przysługuje, więc szybko wzięli cywilny. Potem wzięła sprawy w swoje ręce, zaczęła na niego krzyczeć. Znerwicowany wreszcie zmądrzał, myśli o rozwodzie.