Zbankrutuje biuro podróży? Marszałek nie zapłaci za twój bilet do kraju

Agnieszka Świderska
Zbankrutuje twoje biuro podróży? Marszałek nie zapłaci już za twój bilet do kraju
Zbankrutuje twoje biuro podróży? Marszałek nie zapłaci już za twój bilet do kraju archiwum polskapresse
Jeżeli wyjedziesz na wycieczkę do Egiptu, a twoje biuro podróży splajtuje przed twoim powrotem i wyrzucą cię z hotelu, nie licz już na to, że z Polski przyślą po ciebie samolot. Już rok temu marszałkowie województw zapowiedzieli na swoim konwencie, że turyści będą musieli radzić sobie sami, bo oni na pewno nikogo więcej już nie sprowadzą.

Urzędy marszałkowskie w Poznaniu i w Warszawie do tej pory zostały z niezapłaconymi rachunkami za ściągnięcie w 2012 roku prawie tysiąca turystów z Egiptu i Turcji. Tych rachunków - 260 tys. złotych w Poznaniu i 190 tys. złotych w Warszawie, nie pokryła obowiązkowa gwarancja finansowa biura podróży zarezerwowana na taki właśnie wypadek - była zbyt mała.

Nie pokrył ich również Skarb Państwa (nadzór nad biurami turystycznymi jest zadaniem zleconym przez rząd) - na razie ani jednemu, ani drugiemu samorządowi nie udało się odzyskać ani złotówki.

Sprawa zwrotu pieniędzy za sprowadzenie turystów poznańskiego biura Alba Tour trafiła we wtorek na wokandę Sądu Apelacyjnego. Kilka miesięcy wcześniej Sąd Okręgowy uznał, że wyczarterowanie dla nich samolotów to była... inicjatywa własna marszałka. Mógł bowiem dysponować jedynie pieniędzmi z gwarancji - w przypadku Alba Tour było to 209 tys. złotych.
A że sprowadzenie 351 osób z Egiptu i trzech z Turcji kosztowało 470 tys. złotych? Nikt mu przecież nie kazał tego robić.

- To była sytuacja bez precedensu - mówi Małgorzata Ratajczak, radca prawny Urzędu Marszałkowskiego. - Nie było żadnych procedur postępowania. Nie było też oczywiście wcześniej mowy o tym, że możemy zapewnić pomoc tylko do wysokości gwarancji. Ta sytuacja nie zaskoczyła tyle nas, co Ministerstwo Sportu i Turystyki. W godzinach popołudniowych, kiedy trzeba było podjąć decyzję, co zrobić z tymi ludźmi, nikt nie odbierał tam telefonu. Cała odpowiedzialność spadła na nas. Mogliśmy liczyć tylko na MSZ.

- Państwo nie ma obowiązku sprowadzania turystów do kraju - to już Konrad Borowicz, radca Prokuratorii Generalnej. - To prawda, że w sytuacjach losowych państwo ma obowiązek pomóc swojemu obywatelowi, ale polega to na udzieleniu mu przez konsula kredytu na zakup biletu powrotnego, a nie na fundowaniu mu tego biletu za darmo.

Jak dwa lata temu powinni zachować się marszałkowie, żeby nie być teraz zmuszonym do walki w sądzie o pieniądze?

- Ograniczyć swoje działania tylko do wystąpienia o wypłatę środków z tytułu gwarancji i przekazanie ich klientom za pośrednictwem konsula - mówi Konrad Borowicz. - Przekonanie marszałków, że sprowadzenie do kraju klientów niewypłacalnego biura podróży jest zadaniem zleconym z zakresu administracji rządowej jest błędne i bezpodstawne.

To jednak do rządu, a nie samorządu, należy takie zabezpieczenie turystów, by w sytuacji, w jakiej znaleźli się klienci Alba Tour - biuro plajtuje, a właściciel znika z całą kasą, nie tylko mieli za co wrócić, ale otrzymali także zwrot pieniędzy za nieudaną wycieczkę. Tak działa to w całej Europie i tak powinno działać również w Polsce, która razem z dyrektywą unijną przyjęła na siebie obowiązek stworzenia takiego bezpiecznego dla turysty systemu.

W dwa lata po upadku Alba Tour i kilkunastu innych biur w całym kraju klienci polskich biur są tak samo "bezpieczni", jak byli wtedy. Gwarancje biur podróży są wciąż niewystarczające, a projekt utworzenia Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, który ma to naprawić, od roku tkwi w konsultacjach między resortami.

Wciąż nie wiadomo kto, skoro nie marszałek, ma sprowadzić turystów, gdy znów się okaże, że pieniędzy z gwarancji nie wystarczy na powrót. Wprawdzie przepisy nakładają ten obowiązek na organizatora, czyli na biuro podróży, ale nic nie grozi mu za to, jeżeli tego nie zrobi.

Chyba, że do sprawy, tak jak w przypadku Alba Tour, wkroczy prokurator. Na właściciela biura, Egipcjanina, czeka zarzut oszustwa na kwotę około 1,5 mln złotych. Najpierw jednak trzeba go znaleźć - od kiedy zniknął z całą firmową kasą, nie dał znaku życia.

- Szykujemy wniosek o tymczasowy areszt i list gończy - mówi prokurator Jacek Derda z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zgul

Ojczyzna, a aparat państwowy, to dwie rożne rzeczy. Państwo, w przeciwieństwie do Ojczyzny, ma także obowiązki wobec obywateli. Szkoda, że tego nie rozumiesz.

B
Biniu

dla ojcyzny jest winien każdą daninę! OJCZYZNA to wielki obowiązek, nic Ci nie jest winna w zamian!

Z
Zgul

Ale jak ten sam obywatel znajdzie się w potrzebie, to samo państwo wypnie na Ciebie, Obywatelu, swą wypasioną Twoimi podatkami doopę.

Dodaj ogłoszenie