Adam i Iza Małysz: Kochają się, kłócą i tęsknią

Wojciech Koerber
Iza Małysz: - Oboje jesteśmy, wbrew pozorom, bardzo uparci, Adam to wcale nie taki aniołek, zgrzyty są i czasem potrafimy się pokłócić jak w jakiejś włoskiej rodzinie
Iza Małysz: - Oboje jesteśmy, wbrew pozorom, bardzo uparci, Adam to wcale nie taki aniołek, zgrzyty są i czasem potrafimy się pokłócić jak w jakiejś włoskiej rodzinie FOT. Marcin Kin/FOTONOVA
Rozmowa z Adamem Małyszem i jego żoną Izą o rozstaniach i powrotach, planach na przyszłość, dorastającej córce Karolinie, a także o nartach i samochodach.

Najpierw, tak przez 15 lat, uciekał Pan od żony na sylwestra do Garmisch-Partenkirchen. Gdy skoki się skończyły i mogliście wreszcie wejść w Nowy Rok wspólnie, też Pan uciekł. Jeszcze dalej, na rajd Dakar. Tak już zawsze będzie? Przecież żona lubi tańczyć...
Adam Małysz: To prawda, lubi. Ja, jak każdy mężczyzna, trochę mniej. (śmiech) Rzeczywiście, jeszcze razem w sylwestra nie byliśmy. Ale może żona jest akurat z tego powodu zadowolona? Może pojedzie ze mną w Dakarze za rok?

Nie wiem, czy to będzie możliwe. Jeśli Aleksander Zniszczoł, nasz nowy wicemistrz świata juniorów, nie spuści z tonu, to za rok powalczy o podium Turnieju Czterech Skoczni. A wtedy Pana małżonka, jako jego menedżerka, będzie musiała spędzić najbliższego sylwestra w... Ga-Pa.
Iza Małysz: Faktycznie, ale tylko pod warunkiem że Olek nadal będzie chciał ze mną współpracować. Mam taką nadzieję, bo dostał mi się rodzynek. Współpracujemy już dwa lata.
Adam Małysz: Jeśli Olek rzeczywiście zacznie skakać tak, że będzie wygrywał, to menedżer musi być przy nim.

Jak ostatnio kręciliśmy reklamówkę, to w kombinezon się nie zmieściłem. Przytyłem ok. 10 kg. Nie widać? To dobrze...- śmieje się Adam Małysz

CZYTAJ TAKŻE:
Po prostu: dziękujemy
Trudno być żoną sportowca

Na czym ta współpraca polega? I czy to początek tworu pod nazwą Iza Małysz Team?
Iza Małysz: Zobaczymy. Ja go po prostu reprezentuję, dbam, by miał motywację i by jednocześnie miał z tego coś dla siebie. To chłopak z ogromnym talentem, jeśli nie spocznie na laurach, będzie tylko lepiej. A czy to początek czegoś większego? Niczego nie wykluczam. Na pewno to początek mojego działania, sama się przy tym uczę. A jeśli o sylwestra chodzi, to wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Na początku na pewno było ciężko, ale teraz śmiejemy się niekiedy, że jak miałby Adam jeszcze jeden dzień dłużej zostać, to już byśmy nie wiadomo jak reagowali na siebie. Oboje jesteśmy, wbrew pozorom, bardzo uparci, Adam to wcale nie taki aniołek, zgrzyty są i czasem potrafimy się pokłócić jak w jakiejś włoskiej rodzinie. Ale rozstania dają czas, by zatęsknić za sobą.
Adam Małysz: Pewnie też dzięki temu nie znudziliśmy się jeszcze sobą. Cały czas się poznajemy jeszcze.

Zamierza Pan poskakać sobie jeszcze dla przyjemności?
Adam Małysz: W zawodach na pewno nie. Gdy kończyłem karierę, obiecałem Hannu Lepistoe, że robię to definitywnie, a ja dotrzymuję słowa. Powrót do skakania byłby błędem. Trzeba wiedzieć, w którym miejscu się jest, i być z tym pogodzonym. Musiałbym pracować jeszcze ciężej, by w ogóle próbować dorównać tym młodzikom. A czy pójdę sobie skoczyć dla przyjemności? Zawsze mówiłem, że tak, ale tej zimy już pewnie się nie uda. Poza tym, kurczę, trochę przytyłem. Jak ostatnio kręciliśmy reklamówkę, to w kombinezon się nie zmieściłem. Przytyłem około 10 kilogramów, ważyłem 54, a dziś jest 64. Nie widać? To dobrze, że jeszcze nie widać. (śmiech) Iza: Ja przynajmniej nie mam teraz wyrzutów sumienia, gdy jem.

Dopiero co wrócił Pan z tureckiego Erzurum, gdzie pełnił rolę kierownika polskiej ekipy na mistrzostwa świata juniorów w narciarstwie klasycznym. Czym się Pan tam zajmował?
Adam Małysz: Do współpracy namówili mnie Robert Mateja i Maciek Maciusiak, ale bym mógł tam pojechać, to PZN przydzielił mi funkcję dyrektora całej ekipy. Biegaczy też tam pytałem, czy potrzebują mojej pomocy, ale mówili, że nie, i się nie dziwię. Każdy woli się poruszać w swoim środowisku, zresztą ja ich nawet dobrze nie znam. Miałem też naszych zawodników motywować i twierdzili, że tak jest, że moje rady są bardzo cenne. Myślę, że start był udany. Adam Cieślar był siódmy w kombinacji, niewiele zabrakło do szóstki, do tego Olek zdobył srebro indywidualnie i z drużyną.
Iza Małysz: Szkoda tylko, że zainteresowanie było niewielkie. No, ale impreza zbiegła się z mistrzostwami świata w lotach. Samo życie. Jeśli w tym samym czasie skaczą gdzieś po blisko 250 m, to tam są tłumy i kamery.
Adam Małysz: Rok temu MŚ juniorów, wtedy rozgrywane w Estonii, puszczali chociaż na Eurosporcie 2. Turcja nie za bardzo tym narciarstwem żyje.

Brudną kierowniczą robotą mistrz również się zajmował?
Adam Małysz: Tak, choć ciężko się z tymi Turkami dogadać. Wciąż tylko powtarzali "yes, yes, OK, tomorrow", a tomorrow było już zupełnie inaczej. (śmiech)

Córka Karolina, już lat 15, też jakiś sport uprawia?
Adam Małysz: Jeśli można nazwać naukę sportem, to na pewno, bo ma jej masę. Jeśli tylko znajdzie wolną chwilę, próbujemy ją wygonić, by poszła się poruszać, choć nie chodzi o sport profesjonalny. Ostatnio kosza jej zawiesiłem, bo lubi porzucać czy na rowerze pojeździć. Gdyby nie miała tyle nauki, to ze sportem nie byłoby problemu, ale powiem szczerze, że dziś te dzieci mają w szkole przechlapane. Ja będąc w podstawówce czy zawodówce, nigdy się tak nie przykładałem, a ona jest strasznie ambitna. Po przyjściu do domu z miejsca bierze się za lekcje. Wszystko musi mieć wyuczone i kończy czasem o godz. 21. A to już późno na cokolwiek. Dla mnie co innego było ważne. W piłkę po szkole pograć, sport uprawiać, a później najwyżej zadanie się w nocy rozwiązywało albo nad ranem. Ale cieszymy się, że języki ją bardzo interesują, bo to w dzisiejszych czasach podstawa.

A jakiś następca na skoczni, Małyszek, pojawi się kiedyś?
Iza Małysz: Będzie następca, już jest. Mój chrześniak, od Adama siostry. Skacze w Lotos Cup, Tomek Pilch się nazywa.
Adam Małysz: Młody jeszcze jest, 12 lat ma. Ale skacze bardzo fajnie.

Jakie są Pana nabliższe rajdowe plany?
Adam Małysz: Wiele zależy od rozmów ze sponsorami, ale chcielibyśmy wystąpić w Pucharze Europy. Rusza w maju i jest to cykl ośmiu imprez na naszym terenie - Słowacja, Czechy, Polska, Węgry. Może wystąpimy także w rosyjskim Rajdzie Silk Way, to taki mały Dakar.

Na ostatnich etapach Dakaru już Pan nawet Hołowczyca wyprzedził. Chociaż głównie dlatego, że on... stanął.
Adam Małysz: Ktoś mi mówił na mecie, że jestem lepszy od Hołowczyca, bo skończyłem debiutancki Dakar na 37. miejscu, a Hołek na sześćdziesiątym którymś. Ale to nie ten poziom, on miał trudności dużo większe. My jechaliśmy tak, by się nie rozpaść. Umiejętności nie zawsze są najważniejsze. Często bardziej liczy się jazda z głową, to, jak się oszczędza samochód. Do mety dojechał nawet, gdzieś za nami, jeden samochód elektryczny, który po drodze musiał stawać, by się doładować. Chcieli pokazać, że się da ekologicznie, chociaż z tyłu mieli jakiś agregat, który ten prąd doładowywał i był już spalinowy. My tankowaliśmy z reguły do pełna, bo chcieliśmy tylko dojechać i przeżyć przygodę, ale taki Gordon na każdej stacji stawał, bo hummery, te potwory, zjadały mnóstwo paliwa. Niektóre auta paliły tam po 50, a nawet 100 litrów.

Pan w tych rajdach też chce dostać się na szczyt, czy wystarczy trochę emocji i adrenaliny?
Adam Małysz: Wiadomo, że ten pierwszy Dakar był tylko przygodą. Jechaliśmy, by dojechać, przeżyć to i zobaczyć, jak wygląda (Małysz był trzeci wśród debiutanckich załóg - przy. red.). Gdy jest się jednak zawodowym sportowcem, a za takiego zawsze się uważałem, chce się iść naprzód. Gdy jeden odcinek był taki po szutrach, zacząłem się ścigać i Rafał (Marton - pilot) musiał mnie hamować. Mówił: "Zaraz, nie mamy takich części, jak zaczniesz skakać na tych muldach i urwiesz przedni mostek, to drugiego nie mamy". Dlatego ten hamulec musiał mi się uruchamiać. Ale sportowiec zawsze będzie myślał o wyniku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3