Związek Banków Polskich ogłosił, że ma własną koncepcję na rozwiązanie problemów spłacających kredyty we frankach szwajcarskich. - To kpina w żywe oczy - twierdzą posiadacze kredytów.

Związek Banków Polskich zaproponował własną koncepcję pomocy dla osób, które mają trudności w spłacaniu „frankowych” kredytów hipotecznych. Miałyby one objąć tylko osoby w najtrudniejszej sytuacji, ale za to stosunkowo niewiele kosztować same banki. Jak szacuje ZBP - koszt nowej propozycji rozwiązań wyniósłby jedynie 2,7 mld zł, czyli ponad dwadzieścia razy mniej niż ostatnia prezydencka propozycja ustawy, przewidująca przewalutowanie kredytów po kursie sprawiedliwym.

Tyle że niewielkie koszty oz-naczają także bardzo ograniczone możliwości dla zadłużonych we frankach.

Realna pomoc miałaby bowiem dotyczyć jedynie tych, którzy na kredyt kupili mieszkanie nie większe niż 75 mkw., dom o powierzchni nie- przekraczającej 150 mkw., a obecnie rata ich kredytu przekracza 70 proc. osiąganych dochodów.

Co proponuje im Związek Banków Polskich? Przede wszystkim przewalutowanie kredytu po bieżącym kursie franka. W praktyce oznacza to, że po latach spłaty w dalszym ciągu będzie miał znacząco większy dług niż w chwili zaciągania kredytu.

Jeśli Kowalski zaciągnął kredyt na 30 lat równowartość 295 tys. zł we frankach szwajcarskich w maju 2008 roku po kursie franka 2,07 zł, pożyczył 142, 5 tys. Co miesiąc spłacał ratę kapitałową stanowiącą równowartość 395,8 franka. Dotąd zapłacił 96 rat. Jego zadłużenie w szwajcarskiej walucie dziś to 104,5 tys. franków. Jednak po przeliczeniu na złotówki po dzisiejszym kursie do oddania w banku ma jeszcze 414, 3 tys. zł. Do tego WIBOR stanowiący podstawę obliczania oprocentowania kredytów w złotówkach jest wyższy. Comiesięczna rata po przewalu-#towaniu jeszcze wzrośnie, jak szacują eksperci ZBP dla kredyty na równowartość 300 tys. zł o ponad 200 zł.

Kredytobiorcy, których rata przekracza 70 proc. dochodu, mogliby liczyć na dopłatę banku.

Zgodnie z symulacją ZBP „frankowicz”, którego rata po obecnym kursie wynosi dziś 1603 zł, po przewalutowaniu bez dopłaty banku musiałby płacić 1825 zł, jeśli jednak jego dochód nie przekracza 2250 zł netto - bank do raty dopłaci. Zysk w porównaniu z obecną ratą we frankach wyniesie 28,6 zł. Kredytobiorca uwolni się co prawda od ryzyka dalszego wzrostu kursu franka, ale też nie skorzysta na jego ewentualnym spadku.



28 zł miesięcznie zyskałby ten, któremu przysługiwałaby pomoc w spłacie rat
 

- To kpina w żywe oczy- twierdzi Paweł Janus z Fundacji Postawy Obywatelskie, domagającej się rozwiązań systemowych dla posiadaczy kredytów „fran-kowych”.
- Przewalutowanie kredytu po bieżącym kursie to żadna łaska. Pomoc dla tych, których rata przekracza 70 proc. dochodu, to próba ratowania kredytów, które i tak nie będą spłacane oraz stworzenia na niezorientowanych w sprawie wrażenia, że banki są skłonne cokolwiek zrobić. To absolutna fikcja.

Janus zwraca też uwagę na fakt, że kredyty we frankach zaciągały osoby, które nie miały zdolności kredytowej na zobowiązania w złotych.
- Dziś nagle mają mieć? I to na znacznie wyższe zobowiązanie? - pyta.

Propozycja Związku Banków Polskich może być ruchem wyprzedzającym w stosunku do zapowiadanego na najbliższe tygodnie ogłoszenia kolejnego prezydenckiego projektu ustawy mającej rozwiązać problemy zadłużonych we frankach. Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion, twierdzi jednak, że ten pomysł ma znikome szanse na akceptację, a atmosfera polityczna sprzyja znacznie dalej idącym rozwiązaniom. On sam uważa, że takie są potrzebne - ale dostępne w równym stopniu dla zadłużonych we frankach, jak i w złotówkach, pod warunkiem, że za pożyczone pieniądze kupili sobie dach nad głową.
- Chodzi nie tylko o względy społeczne, ale i system bankowy - podkreśla. - Jeśli kurs franka jeszcze wzrośnie, co nie jest niemożliwe i kredyty przestanie spłacać powiedzmy 1/3 ich posiadaczy, będziemy mieli do czynienia z prawdziwym kryzysem - ostrzega.