Gniezno: Urząd Skarbowy dobrał się do skóry żużlowcom

Tomasz Sikorski
Adam Skórnicki, który obecnie reprezentuje barwy Startu Gniezno, powinien zapłacić fiskusowi różnicę między stawką 19 a 32 procent, i to za lata 2008-2013
Adam Skórnicki, który obecnie reprezentuje barwy Startu Gniezno, powinien zapłacić fiskusowi różnicę między stawką 19 a 32 procent, i to za lata 2008-2013 Grzegorz Dembiński
Żużlowcy mają problem, bo do skóry dobrał im się fiskus. I to dosłownie, bo pierwszy pod lupę trafił właśnie "Skóra", czyli Adam Skórnicki.

Były indywidualny mistrz Polski, tak jak i inni zawodnicy, do tej pory rozliczał się z urzędem skarbowym jako firma, korzystając z 19-procentowego podatku liniowego. Zdaniem skarbówki jest to niezgodne z prawem, ponieważ działalność sportowa nie ma nic wspólnego z działalnością gospodarczą.

Do takich samych wniosków doszedł Naczelny Sąd Administracyjny, który rozpatrywał odwołanie żużlowca. W efekcie Skórnicki, który obecnie reprezentuje barwy Startu Gniezno, powinien zapłacić fiskusowi różnicę między stawką 19 a 32 procent, i to za lata 2008-2013.

- Na razie to problem Skórnickiego, ale za chwilę będą go mieli także inni zawodnicy. W przypadku tych najlepszych w grę wchodzą naprawdę ogromne sumy - mówi Krzysztof Cegielski, przewodniczący stowarzyszenia zawodników Metanol.

Nie jest bowiem tajemnicą, że szukająca gdzie tylko się da pieniędzy skarbówka, wzięła pod lupę także innych zawodników jeżdżących na żużlu. Kłopot mają również kluby, które do tej pory wypłacając żużlowcom pieniądze, same korzystały z odliczeń VAT. Jeśli one również będą musiały dokonać zwrotu zaległości, wówczas cała nasza Enea Ekstraliga, uważana za najmocniejszą i najbogatszą na świecie, może pójść z torbami. O niższych ligach nawet nie wspominając.

Średnio każdy klub musiałby bowiem zapłacić fiskusowi ok. 50 mln złotych, a nie trzeba być wielkim fanem żużla, żeby wiedzieć, że większość z nich ledwo wiąże koniec z końcem i często żyje na kredytach. Aktualny klub Skórnickiego, czyli Start Gniezno ma ok. 2 mln długu i funkcjonuje tylko dlatego, że otrzymał licencję nadzorowaną, co oznacza mnie więcej tyle, że przez trzy najbliższe lata, pod bacznym okiem sądu, będzie musiał spłacać swoje zobowiązania. Głównie w stosunku do zawodników.

W niewiele lepszej kondycji finansowej są inne kluby. Werdykt Naczelnego Sądu Administracyjnego, który podtrzymał decyzję urzędu skarbowego może więc oznaczać koniec żużla w Polsce.

- Wszystko idzie w tym kierunku. Ten problem nie powstał dzisiaj, tylko ciągnie się od dłuższego czasu. I wszystkie strony są w tym przypadku trochę winne. Decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego może oznaczać, że polskie kluby umrą. I to dotyczy całego sportu, nie tylko żużla. Całe to zamieszanie zniechęca też sponsorów. Moja firma na 99 procent po tym roku przestanie inwestować w żużel. Polski sport na gwałt potrzebuje nowej ustawy - apeluje Józef Dworakowski, były już prezes Unii Leszno.

Żużlowcy oraz kluby nie ukrywają przy tym, że czują się mocno pokrzywdzeni tą sytuacją. - Fiskus kontroluje nas regularnie, nigdy nie było żadnych zastrzeżeń co do sposobu rozliczeń. Wszyscy akceptowali ten stan rzeczy, nie tylko w żużlu, ale we wszystkich dyscyplinach sportu. Dlaczego teraz każe nam się dopłacać miliony złotych? - pyta na łamach "Rzeczpospolitej", Ryszard Kowalski wiceprezes Ekstraligi Żużlowej.

Środowisko żużlowe nie zamierza jednak rezygnować z walki i wkrótce chce zorganizować spotkanie na szczycie.

- Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której Ministerstwo Finansów, po rozmowie z zawodnikami i parlamentarzystami, zajmie konkretne stanowisko w tej sprawie. Liczymy, że uchroni to żużlowców od płacenia wielomilionowych kwot. Oni, prowadząc działalność gospodarczą, ponosili pełną odpowiedzialność prawną i do tej pory nic się nie stało. Musimy działać szybko i sprawnie. Chcemy prosić o wsparcie ministra sportu. Ma to być merytoryczna dyskusja, bo mówimy o zawodnikach, którzy reprezentują nasz kraj - zapowiada poseł Łukasz Borowiak na portalu Sportowe Fakty.

Jak zatem widać, środowisko żużlowe zamierza walczyć o swoje. Kibice z pewnością liczą na to, że sprawę uda się "odkręcić", bo żużel, to przecież jedyny sport, w którym jesteśmy prawdziwą światową potęgą. Enea Ekstraliga jest uznawana za najlepszą ligę na świecie, a jej mecze gromadzą na trybunach tysiące fanów. I to wszystko mielibyśmy stracić? Jakoś trudno w to uwierzyć, choć skarbówki na całym świecie ostatnio nie mają litości dla sportowców. Wiedzą coś o tym choćby Lionel Messi czy Uli Hoeness.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
ja

w kraju firm coraz mniej to trzeba się dobrać do sportu.

i
isajew

[cyt]działalność sportowa nie ma nic wspólnego z działalnością gospodarczą.[/cyt]
znaczy, że co? że jak się odwala komerchę, to się płaci mniejszy podatek, a jak się coś robi dla sportu to większy?

Dodaj ogłoszenie