Plaga podróbek! Fałszowane jest wszystko, nawet zwykłe cukierki!

Agnieszka Smogulecka
W hurtowni pod Poznaniem policjanci znaleźli podróbki markowych łożysk do skrzyń biegów pojazdów ciężarowych. Wcześniej przejęto podrabiane gry planszowe. Policjanci i celnicy mówią krótko: - Dziś podrabiane jest wszystko: europalety, spożywka, papierosy, alkohole, leki, odzież, kosmetyki, akcesoria samochodowe, a nawet bilety na imprezy.

- Policjanci, którzy zajmują się zwalczaniem przestępczości gospodarczej dowiedzieli się, że jedna z podpoznańskich firm może oferować do sprzedaży (bezpośredniej i w internecie) podróbki łożysk - mówi Ewa Ochocka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. - W ubiegłym tygodniu pojechali tam wspólnie z przedstawicielem firmy, będącej właścicielem zastrzeżonego znaku. Znaleźli 23 fałszywe łożyska o wartości 23 tys. zł.

Podobnych spraw jest znacznie więcej. - Dochody z działalności "piratów" mogą być porównywalne z dochodami z narkobiznesu, ale grożące sprawcom kary są znacznie niższe - mówi adwokat Łukasz Baszczyński z kancelarii Paweł Grzelka i Wspólnicy, która reprezentuje ponad 100 firm, właścicieli zastrzeżonych znaków towarowych.

Podróbki - zdaniem specjalistów - zalewają rynek. W ostatnich latach zmienił się jednak charakter ich sprzedaży. Kiedyś podróbki królowały na bazarach. Jednak osoby, które kupowały tam płyty z muzyką, czy filmami, odzież ze znakami światowych marek, miały świadomość, że kupują tanie, gorszej jakości podróbki. Teraz coraz częściej zdarza się, że klienci kupujący podróbki są przekonani, że płacą za oryginalne produkty. I wydają na nie niemałe pieniądze. Bo podróbki pojawiają się w sklepach, obok oryginalnych produktów, a także w internecie.

- My podrabianymi towarami i "piratami" zajmowaliśmy się już w latach 90. - wspominają policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej z KWP w Poznaniu. - Wtedy mieliśmy jednak ograniczone możliwości. Do połowy lat 90. istniały przepisy, które pozwalały tylko na karanie producentów i importerów fałszywek. W tamtych czasach cwaniaki ze stadionu X-lecia w Warszawie mieli zalaminowaną ustawę i dokumenty (często pewnie "lewe") potwierdzające, że nie oni sprowadzali towar. Pokazywali je, gdy tylko pojawiała się policja… Przepisy zostały zmienione, na ich podstawie można ukarać także sprzedawcę podróbek.

W minionych latach wielkopolscy policjanci wszczynali po ponad 50 postępowań dotyczących podróbek, zatrzymywali producentów, hurtowników, a najczęściej - właśnie handlarzy. Wartość zabezpieczonych towarów liczy się w milionach. A - jak mówią policjanci - podrabiane jest wszystko, nawet cukierki.

W lutym wkroczyli do poznańskiej hurtowni zabawek. Zabezpieczyli prawie 4,5 tys. podrabianych gier planszowych. Były opatrzone znakiem znanego na świecie producenta, ale jego przedstawiciel nie miał wątpliwości: - To fałszywki - stwierdził.
Na poznańskich Jeżycach znaleziono fałszywe portfele, paski, okulary i odzież. Okazało się, że właściciel firmy sam naszywał na rzeczy metki znanych, luksusowych marek.

Od jesieni mundurowi odwiedzają firmy handlujące akcesoriami handlowymi. - Aluminiowe felgi, dywaniki samochodowe, dekielki do felg, breloki i naklejki - wymieniają zakwestionowane towary. Ci sami policjanci rozpracowali działalność osób zajmujących się sprzedażą podrobionych interfejsów i oprogramowania do diagnostyki samochodowej.

Swoje "trzy grosze" dorzucają celnicy, bo oni także często trafiają na podróbki. - Najczęściej to odzież, obuwie, galanteria, wody perfumowane - mówi Andrzej Piotrowski z Izby Celnej w Poznaniu. - Ale nie tylko…
Celnicy zabezpieczali już podrabiane wymienne wkłady do maszynek do golenia i końcówki elektrycznych szczoteczek do zębów. Poza tym: liquidy (olejki) do e-papierosów, a nawet igły do tatuaży.

Centralne Biuro Śledcze z Poznania prowadzi natomiast postępowanie dotyczące handlu podrabianymi anabolikami, środkami dopingującymi, wzmagającymi erekcję. Policjanci uważają, że organizator procederu od kilku lat handlował lekami w internecie. Współpracował z osobami, które pośredniczyły przy odbiorze dużych dostaw leków i dalszej dystrybucji w Polsce. Środki trafiały do nas z krajów azjatyckich (choć grupa uruchomiła też własną fabryczkę). Specjaliści z Narodowego Instytutu Leków w Warszawie zbadali te substancje - stwierdzili, że tylko kilka preparatów było autentycznych. Reszta to podróbki, których zażywanie mogło zagrozić zdrowiu i życiu.

- Ta sprawa różni się od innych, dotyczących podróbek, bo zarzuty są poważniejsze - mówi Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji. - Za handel substancjami zagrażającymi zdrowiu i życiu, pranie brudnych pieniędzy i udział w grupie przestępczej grozi do 8 lat więzienia. Za handel podróbkami grozi do 2 lat, za ich wytwarzanie do 5 lat, a pierwsze wyroki są często zawieszane.

Dlatego sprawcy się nie boją. Przed Euro 2012 przyłapano mieszkańca Ostrowa Wlkp. na sprzedaży koszulek polskiej reprezentacji piłkarskiej, poza regionem m.in. badano sprawę nielegalnych naklejek z wizerunkami maskotek Slavko i Slavek. Były postępowania dotyczące podrabianych środków ochrony roślin, obudów telefonów komórkowych, rakiet tenisowych, czy napojów orzeźwiających. Bo podrabianie artykułów spożywczych nie jest rzadkością.

- Ale niektórzy producenci, nie chcąc rozgłosu i obawiając się spadku sprzedaży oryginalnych towarów, sami załatwiają w sądach takie sprawy - komentują funkcjonariusze. I opowiadają, że kiedyś pewnej firmie udało się wprowadzić podrabiany napój do sieci dobrych sklepów. Żaden z klientów nie mógł przypuszczać, że kupuje podróbkę, nie różniła się ona ceną od oryginału.

- Renoma jest ważna. Ktoś, kto kupi podróbki sądząc, że to oryginały, może uznać, że firma produkuje bubel i zrezygnuje z jej produktów - tłumaczy Łukasz Baszczyński.

Ale to nie obchodzi producentów i sprzedawców podróbek, bo oni liczą tylko na zysk. Są tak samo nieuczciwi, jak firmy wykorzystujące nielegalne oprogramowania. Takich spraw również nie brakuje. W lutym kaliscy policjanci zabezpieczyli w siedzibie jednej z firm 23 komputery, na których - zdaniem ich i przedstawiciela producenta - były programy bez licencji.

- Korzystanie z nielegalnego oprogramowania w celu osiągnięcia korzyści to przestępstwo. Ale taka praktyka jest też swego rodzaju nieuczciwą konkurencją w stosunku do firm, które korzystają wyłącznie z legalnego oprogramowania - ocenia Bartłomiej Witucki, koordynator Business Software Alliance w Polsce (BSA reprezentuje producentów oprogramowania i sprzętu komputerowego). Nie ukrywa, że taka właśnie ocena procederu często jest powodem zgłaszania przypadków "piractwa". - Firmy uczciwie inwestujące w informatykę ponoszą większe koszty, przez co trudniej im konkurować z nieuczciwymi przedsiębiorcami.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
leon
W tym kraju nic nie gra poza zlodziejstwem ,korupcją,kolesiostwem.Totalny burdel.A polacy stoją jak barany i są strzyżeni niemiłośiernie przez tuskoland.
Dodaj ogłoszenie