Rosław Szaybo: Nigdy nigdzie się nie spieszyłem [ROZMOWA]

Cyprian Lakomy
Cyprian Lakomy
Rosław Szaybo był gościem tegorocznego Festiwalu Transatlantyk, dla którego stworzył oficjalny plakat
Rosław Szaybo był gościem tegorocznego Festiwalu Transatlantyk, dla którego stworzył oficjalny plakat Łukasz Gdak
Okładki zamawiali u niego Krzysztof Komeda, Simon & Garfunkel i Judas Priest, dla których wykonał projekt na kultową płytę "British Steel". Rosław Szaybo skończył właśnie 81 lat i nadal pozostaje aktywny artystycznie. Dowód? Wystarczy spojrzeć na plakat tegorocznego Festiwalu Transatlantyk, który właśnie dobiegł końca.

Pana prababcia, hrabina de Fleury była córką Stanisława Moniuszki. Z kolei mama była modystką, a ojciec - inżynierem. Światy muzyki i sztuk manualnych występowały więc w genach Pańskiej rodziny od dawna. Wierzy Pan w determinizm?
Rosław Szaybo: Chyba tak. Wydaje mi się, że u dziecka bardzo ważny jest ten wczesny etap, powiedzmy, że pierwsze pięć lat życia. Tak się składa, że spędziłem je w Poznaniu (śmiech). Mama również rysowała, a ojciec, prócz swojego fachu, potrafił pięknie grać na fortepianie i śpiewać. Nazwisko Moniuszko oczywiście też siłą rzeczy musi kołatać się w mojej świadomości. Przypuszczam, że człowiek wynosi wiele z cech swoich przodków. Geny są ważne, to nie ulega wątpliwości.

Czy z tych pierwszych pięciu lat w Poznaniu coś szczególnie utkwiło Panu w pamięci?
Rosław Szaybo: Oczywiście. Zapamiętałem pewną melodię, którą później wiele razy jeszcze słyszałem. Pamiętam zapach skórzanych siedzeń w samochodzie ojca i nasze mieszkanie przy ul. Ogrodowej 5. W końcu, pamiętam też wspaniałą pogodę, z którą zawsze kojarzyłem Poznań.

Wybuch II wojny światowej rzucił jednak Pana rodzinę w zupełnie inne strony, wylądowaliście w Warszawie. Często wracał Pan do Poznania?
Rosław Szaybo: Zacząłem przyjeżdżać regularnie już po przemianie ustrojowej. Na początku lat 90. wróciłem z Wielkiej Brytanii. Wpadałem tu z częstymi wizytami. Kiedyś odwiedzałem Poznań głównie ze względu na Kabaret TEY, który bardzo lubiłem. Miałem też znajomych artystów, grafików, a także Julka Dziemskiego (aktora teatralnego i filmowego - przyp. red.), który kończył tu studia. W tutejszej galerii BWA odbyła się pierwsza polska wystawa moich prac na początku lat 80. Wystawiałem też m.in. w Pile.

Plakat, który zaprojektował Pan na potrzeby tegorocznego Festiwalu Transatlantyk doczekał się nieformalnego tytułu "Odwaga i światło". Nie sądzi Pan, że tymi dwoma zjawiskami można by świetnie opisać Pana życie?
Rosław Szaybo: Jest we mnie odwaga życia. Staram się nie oglądać wstecz, wolę iść do przodu i to jest dla mnie dużym pozytywem. Ten facet z plakatu też patrzy do przodu. Jego rozpostarte ramiona są gestem przyjaznym, zapraszającym. Ruchem rąk stwarza wokół siebie aureolę, niekoniecznie chrystusową, ale po prostu człowieka obdarzonego mocami twórczymi.

W drugiej połowie lat 60., będąc już wziętym grafikiem, trafił Pan na Wyspy. Stolica Wielkiej Brytanii przeżywała wówczas okres, który dziś określa się jako "swingin' London". Ale ulice i kawiarnie Warszawy też nie były wtedy bynajmniej puste. Jak inna była rzeczywistość, do której trafił wtedy Rosław Szaybo?
Rosław Szaybo: O dziwo, bardzo... podobna. Miałem jednak to szczęście, że moje nazwisko było już wtedy rozpoznawalne. Także w Londynie. A to było niejako przepustką do miejsc, w których spotykałem ciekawych i zdolnych ludzi. Do ich grona nie dołączało się jednak przez chałturzenie, a skromność i pokorę. To zasadnicza różnica. Warto było znaleźć się w tym gronie.

Już pierwsze wykonane dla serii płyt "Polish Jazz" okładki zdefiniowały Pana jako człowieka tej muzyki...
Rosław Szaybo: Tak. Jazzu, ale także bluesa.

A czy wraz z kolejnymi zleceniami od rozmaitych zespołów i wykonawców udało się Panu otworzyć na jakieś inne gatunki muzyczne, zasmakować innych brzmień?
Rosław Szaybo: Dla Johna Williamsa (amerykański kompozytor muzyki filmowej - przyp. red.) zrobiłem z osiem albo i dziesięć okładek. Siłą rzeczy musieliśmy się więc zaprzyjaźnić. Zaprosiłem nawet Johna do Polski. Niektóre kontakty zostają więc na lata, a inne są tylko jednorazowe. Z menedżerem Judas Priest, z którym pracowałem przy okazji okładki do płyty "British Steel", przyjaźnię się do dziś. Zawsze, gdy tylko jestem w Londynie, umawiamy się na obiad i długo rozmawiamy.

Zdjęcie zdobiące "British Steel" Judas Priest do dziś uchodzi za jedną z najlepszych okładek w historii heavy metalu. Jak zapamiętał Pan spotkanie z tą specyficzną estetyką?
Rosław Szaybo: Szczerze mówiąc, ja tej estetyki nie lubię. Nie podobają mi się czaszki, łańcuchy ani ludzie w hełmach wojskowych. Nie jest to też mój rodzaj dźwięku. Chłopaków z Judas Priest polubiłem za to jako ludzi. To, że moje muzyczne korzenie leżą zupełnie gdzie indziej, nie przeszkadzało mi wykonać dla nich tej pracy. To, że ludzie uważają ją za najlepszą, jest dla mnie jako twórcy bardzo miłe.

Śledzi Pan prace dzisiejszych projektantów okładek? Jest wśród nich ktoś, kto szczególnie zwraca Pańską uwagę?
Rosław Szaybo: Nie. Już mówię dlaczego. Dawniej było w Polsce dwudziestu plakacistów i projektantów okładek. To ci ludzie odpowiadali za wszystko, co się wówczas pojawiało na rynku. Jeśli ktoś był dobry, miał zlecenia i pracował latami. Gwiazd jednego sezonu było wtedy niewiele. Dziś tych projektantów są tysiące, w związku z czym trudno wyróżnić w tym natłoku kogoś konkretnego. Pamiętam oczywiście niektórych moich studentów, ale nie na tyle, by kojarzyć ich z jakimiś szczególnymi pracami. To zresztą raczej normalny mechanizm. To raczej oni muszą nadążać za tym, co dzieje się obecnie. Podobnie było w moim przypadku - Henryk Tomaszewski nie musiał śledzić tego, co robię. Znacznie częściej to ja śledziłem jego. Naturalna kolej rzeczy.

W sztuce działa mechanizm selekcji naturalnej?
Rosław Szaybo: Życie najlepiej pokazuje, że nie każdy jest Garym Cooperem, a większość artystów to sezonowe gwiazdy. Powszechny dostęp do narzędzi, których kiedyś albo nie było, albo było bardzo niewiele, powoduje, że te gwiazdy szybciej spadają.

Tworząc najpierw dla Polskich Nagrań, a później jako dyrektor artystyczny wytwórni CBS, pracował Pan w czasie, gdy płyta winylowa była jedynym w zasadzie nośnikiem muzyki. Dziś obserwujemy jej renesans. Cieszy on Pana?
Rosław Szaybo: Cieszy tak samo, jak cieszy mnie tzw. slow food. Nie znoszę jeść w biegu. I nie muszę wszystkiego od razu mieć. Stać mnie na to, by wziąć płytę do ręki, z namaszczeniem ją wyciągnąć i nastawić, a na odwrocie przeczytać, kto co robił. Nigdzie nie muszę się spieszyć. Powiem więcej: ja się nigdy nigdzie nie spieszyłem.

A nad czym pracuje Pan obecnie?
Rosław Szaybo: Zaangażowałem się w projekt Kino Za Rogiem, dzięki któremu ludzie ze wsi i mniejszych miejscowości zyskują dostęp do bogatego zbioru filmów zarówno tych nowych, jak i klasycznych. Mogą w niewielkim gronie je razem obejrzeć, a później o nich podyskutować, choć nie mają u siebie kina. Koszt niewielki, ale efekt - fantastyczny. Dla Kina Za Rogiem wykonałem logo i zajmuję się projektowaniem plakatów do cyfrowo zrekonstruowanych filmów. Są utrzymane we współczesnym duchu, choć staram się stronić od komercji.

Ta robota nie wymaga pośpiechu?
Rosław Szaybo: Robota trwa cały czas, o tu (dotyka palcem czoła - przyp. red.). Ale ja się tym absolutnie nie męczę.

Rosław Szaybo

Urodzony w 1933 roku w Poznaniu polski grafik i plakacista. Absolwent warszawskiej ASP, gdzie studiował pod kierunkiem Wojciecha Fangora i Henryka Tomaszewskiego. Zasłynął jako autor okładek serii płyt "Polish Jazz" wydawanej przez Polskie Nagrania. Wśród nich była praca, która ozdobiła front płyty "Astigmatic" Krzysztofa Komedy. W 1966 r. wyjechał do Londynu, gdzie po kilku latach został dyrektorem artystycznym wytwórni płytowej CBS. Wśród jego klientów znajdziemy nazwy takie jak Janis Joplin, Simon & Garfunkel, Judas Priest i The Clash. Obecnie, swoje życie Rosław Szaybo dzieli między Londyn a Warszawę, gdzie prowadzi Pracownię Fotografii Użytkowej na ASP.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie