Rozmowa z Iloną Mądrą, legendą koszykówki, wiceprezes WZKosz i trenerką Go Basket Kicin o wspaniałych czasach i problemach szkoleniowych

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak
Ilona Mądra z sentymentem i rzetelnością wraca do dni chwały polskiej koszykówki, ale dziś jej sportowe życie toczy się głównie wokół UKS Go Basket Kicin Fot. Waldemar Wylegalski i Archiwum Ilony Mądrej
W roku jubileuszu 100-lecia wielkopolskiej koszykówki rozmawiamy z jej żywą legendą, czyli Iloną Mądrą, mistrzynią Europy z 1999 r. uczestniczką igrzysk w Sydney, dwukrotną mistrzynią Polski z Olimpią Poznań (1993 i 94), a od kilku miesięcy także wiceprezes WZKosz i trenerką UKS Go Basket Kicin.
Rozmowa z Iloną Mądrą, legendą koszykówki, wiceprezes WZKosz i trenerką Go Basket Kicin o wspaniałych czasach i problemach szkoleniowych

Zobacz też: TOP 10 najładniejszych koszykarek w polskiej lidze

W książce Marka Ceglińskiego o złotej reprezentacji koszykarek można przeczytać, że jako kapitan była Pani idealną zawodniczką do rozładowywania konfliktów, a jednocześnie miała potworny konflikt z klubowym trenerem, Piotrem Langoszem. Jak to wytłumaczyć i pogodzić?
Kiedy wkraczałam w dorosłą koszykówkę w Olimpii trafiłam na trenera, który mnie dołował, niszczył i upokarzał. To był dla mnie wyrachowany typ, z którym od tego czasu nigdy nie chciałam się już nawet spotkać. W kadrze go nie było, więc mogłam w niej uchodzić za oazę spokoju i robić za kapitana od rozładowywania emocji. Zresztą to nie było trudne, bo ten zespół był bezkonfliktowy. Tylko raz pokłóciłam się z trenerem Tomaszem Herktem o to, że nie chciał zdjąć z boiska Małgosi Dydek, choć ta o to bardzo prosiła. Po meczu wszystko sobie jednak wyjaśniliśmy.

Dobrze, że Pani wspomniała o tragicznie zmarłym „Ptysiu”. Czy bez niej zdobyłybyście złoto ME w katowickim Spodku w 1999 r.?
Na pewno nie, bo wokół Małgosi była budowana cała reprezentacja. Zresztą ten sam schemat przerabialiśmy już kilka lat wcześniej w Olimpii. Wówczas grę jeszcze ciągnęła Elena Szwajbowicz, ale „Ptyś” też już był filarem drużyny. No a przecież po drodze była jeszcze Fota Gdynia, którą Małgosia doprowadziła do drugiego miejsca w Europie. Ojcem sukcesu na ME był z pewnością też trener Herkt, który wprowadził w kadrze profesjonalizm i potrafił ukierunkować grupę ludzi na realizację wielkiego celu. Do dziś jest dla mnie szkoleniowym mentorem, tak samo jak niedawno zmarły Tadeusz Huciński czy Ludwik Miętta-Mikołajewicz, Jacek Winnicki i Andrej Urlep. Wszyscy wspomniani mieli nowatorskie spojrzenie na koszykówkę i wiem, że bez takich ludzi jak oni, nie byłoby w sporcie postępu.

Większość kibiców kojarzy Panią z Poznaniem, ale wychowała się Pani na wsi, w Więckowicach koło Sierosławia. To miało chyba znaczenie zwłaszcza w kontekście pierwszych Pani treningów w wieku 16 lat?
Oj miało i to niebagatelne, bo ogólnorozwojówkę to ja zaliczyłam już na początku szkoły podstawowej, grałam w piłkę, brałam udział w czwartkach lekkoatletycznych, wchodziłam na drzewa, tylko nie miałam w ręku piłki do koszykówki. Kiedy przeprowadziłam się do Poznania, to poszłam na pierwszy trening do Krzysztofa Wasińskiego i on uznał, że jeszcze zrobi ze mnie koszykarkę. Pewnie dziś byłoby to niemożliwe. Wtedy jednak ten eksperyment się powiódł. Chyba byłam nawet pojętną uczennicą, skoro po sześciu latach od pierwszych zajęć trafiłam do kadry seniorek.

Złoto ME to największy sukces w Pani karierze, ale w najwyższej formie była Pani w sezonie 1992/93. Do momentu kontuzji zdobyła Pani w 13 meczach w Pucharze Ronchetti 246 punktów, w tym w jednym z nich 38 „oczek”. Nigdy nie zeszła Pani też poniżej 10 punktów w spotkaniu. Chapeau bas Pani Ilono...
Pamiętam, że w tamtym sezonie po grupowym meczu z Primizie Parma otrzymałam propozycję gry we włoskim klubie. Pewnie gdyby nie kontuzja kontynuowałabym karierę na Płw. Apenińskim, tym bardziej, że zawsze byłam otwarta na nowości i sportowy rozwój. Zdobywałam wówczas dużo punktów, ale też zbierałam między 8 a 20 piłek w meczu. Miałam niesamowite statystyki, ale po kontuzji też byłam wartościową zawodniczką, w czym duża zasługa trenera Grzegorza Szajka, który tłumaczył mi podczas rehabilitacji, że muszę być cierpliwa i spokojna. W latach 1987-2000 nigdy nie byłam z drużyną poza pierwszą czwórką MP. To najlepszy dowód na to, że po kontuzji wcale tak nie obniżyłam lotów.

Dziś próżno szukać takich statystyk u polskich zawodniczek, które mogą jedynie pomarzyć o awansie do finałów ME, nie mówiąc już o zdobywaniu medali. Wiem, że w pracy z młodzieżą w Kicinie próbuje Pani zmieniać najgorsze nawyki rodzimej koszykówki.
Chciałabym rozwinąć autorski projekt „Kompas sportowy”, który powstał z myślą o uczniach klas 1-3. We wrześniu ubiegłego roku zaczynałam od grupy 5 dzieci. Teraz przechodzę i czołgam się pod płotkami z 20 dzieci i mam nadzieję, że zainspiruję do podobnych ćwiczeń też trenerów w innych gminach. A co do młodego pokolenia koszykarek, to nie możemy zwalać wszystkiego na słabą motywację młodzieży. Trenerom w Polsce brakuje cierpliwości, za bardzo też nastawiają się na sukces za wszelką cenę i to już w pierwszej fazie szkolenia, no i wciąż hołdują zasadzie punktomanii. Dlatego musimy wreszcie stworzyć ogólnokrajowy system i zacząć stawiać na rozwój oraz wszechstronność.

Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje:
Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? r.patroniak@glos.com

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie