Sylwia Smolibowska, dziewczyna nie z tej epoki [ZDJĘCIA]

Anna Solak
Jedni mówią, że świadomie się postarza, drudzy gratulują odwagi. Jedno jest pewne - nikt nie przejdzie obok niej obojętnie Tomasz Wyrzykiewicz
Sylwia Smolibowska z Poznania od zawsze interesowała się historią. Jeszcze w liceum jej ulubioną epoką było średniowiecze i to właśnie z wieków średnich pochodzi pseudonim, pod którym z biegiem czasu zaczęła prowadzić swojego bloga o modzie. Najpierw miał służyć popularnej i nowej wówczas idei szafiarstwa, czyli prezentowania innym zawartości swojej garderoby. Potem przekształcił się w miejsce prezentacji wnętrz aranżowanych na starą modłę, by w końcu stać się forum wymiany poglądów na temat tego, dlaczego przeszłość bywa niekiedy bardziej fascynująca od tego co dzieje się tu i teraz.

Jej mieszkanie, styl ubierania, malowania, nawet czesania włosów, a także to czego zwykle słucha, co ogląda i co czyta zdają się potwierdzać ten pogląd. Właśnie tak powstał blog Mademoiselle Emnilda, który po pięciu latach, miesięcznie odwiedza przeszło osiem tysięcy czytelników. Gwoli ścisłości - wspomniana Emnilda była słowiańską księżniczką, córką Dobromira - władcy znamienitego rodu z Moraw. Żyła w X wieku i pewnie dzisiaj nie czytalibyśmy o niej, gdyby nie fakt, że w wieku kilkunastu lat została trzecią żoną Bolesława Chrobrego.

Ale Pani szału narobiła
Impresjoniści, prerafaelici, romantyzm, Caspar David Friedrich i trochę tego XIX wiecznego gotycyzmu - tak Sylwia wylicza powody, dla których zainteresowała się XIX wiekiem. Głównie przez sztukę i literaturę, historię polityczną, przemiany obyczajowe, no i oczywiście modę. Do tego trochę babskich powieści Jane Austen i sióstr Brönte i już nie było odwrotu.

- Wszystko razem łączy się w taką całość, którą aż chce się poznawać - tłumaczy z przekonaniem.

To właśnie z XIX wieku obroniła dyplom z historii na poznańskim UAM-ie, pisząc o obrazie kobiety na łamach poznańskiego "Dwutygodnika dla Kobiet". Następnie, niejako naturalnym rytmem, do zainteresowań dołączył wiek XX, a więc Belle Epoque, secesja, międzywojnie i Art Deco.

- Ale w historycznych wpisach na blogu nie wychodzę poza II wojnę - zastrzega.

Był czas, kiedy pracowała w poznańskim Teatrze Muzycznym, choć nie jako obsada, a obsługa widowni. Mimo to swoich strojów nie kupuje na teatralnych wyprzedażach, bo to co doskonale prezentuje się na scenie, niekoniecznie sprawdza się na co dzień. Ciuchy kupuje więc głównie w second-hand'ach, po których wprost uwielbia buszować, jak mówi: "w poszukiwaniu prawdziwych perełek".

Jedni mówią, że świadomie się postarza, drudzy gratulują odwagi. Jedno jest pewne - nikt nie przejdzie obok niej obojętnie

- W którymś momencie zorientowałam się, że podoba mi się coś innego niż noszą ludzie na ulicy - wspomina. Dziś nadal zdarza jej się czuć na plecach spojrzenia przechodniów, czasem ktoś obejrzy się za nią, innym razem skomentuje jej strój.

Podczas kontroli u lekarza jej niecodzienna fryzura wzbudziła spore zainteresowanie w poczekalni.

- Ale pani tu dzisiaj szału narobiła - śmiały się pielęgniarki. Za to na blogu stali czytelnicy śledzą jej wpisy na bieżąco, komentują, piszą maile i zapraszają na własne strony. Stroje, które nosi przerabia sama lub z niewielką pomocą krawcowej. Tu coś odpruje, tam dosztukuje, w innym miejscu doszyje ozdobną tasiemkę.

- To są rzeczy najprostsze, bo takie elementy jak gorsety, balonowe rękawy albo suknie na krynolinie to już wyższa szkoła jazdy - mówi.

Modna pani u wód. Kąpieliska nad Bałtykiem 1880-1914, to katalog z wystawy, który oprócz ciekawych treści związanych z odpoczynkiem, prezentuje też damską modę niekoniecznie plażową. W zasadzie są tam zdjęcia wszystkich ubiorów, które potrzebne były modnym damom w podróży (suknie domowe, suknie wizytowe, suknie balowe, spódnice, trzewiki...), ale także rozmaite dodatki, bez których trudno byłoby się im obyć, jak: prawidła do rękawiczek, wielkie kufry, lorgnon czy urządzenia do zapinania guzików.

Wrócimy tu po wypłacie
Jej fascynacja minioną epoką nie ogranicza się wyłącznie do zawartości szafy i wystroju wnętrz. Stara się wcielać w życie również styl życia przodków, dlatego często korzysta z rad guwernantek i gospodyń domowych, a ich sprawdzone metody stosuje w kuchni i w pielęgnacji urody. Jakiś czas temu zabrała się nawet za kurs kaligrafii, po to by móc wysyłać bliskim piękne pocztówki i listy. Do etykietki "szafiarka" podchodzi z dystansem.

- Nie chcę, żeby ten blog był tylko o modzie, bo o czym tu pisać w nieskończoność? Przecież każdy widzi, że sukienka na zdjęciu jest w kwiatki, a pończochy mają taki, a nie inny kolor - śmieje się.

Zdjęcia robi jej zwykle chłopak Tomasz, zdarza się że i on wystąpi gościnnie na blogu. Oboje uwielbiają targi staroci, ale większość antycznych mebli i bibelotów zamawiają w internecie, bo tam jest po prostu największy wybór.

- Kiedyś weszliśmy z Tomkiem do jednego z poznańskich antykwariatów - wspomina. - Zobaczyłam tam przepiękną bransoletę, a właściciel nawet pozwolił mi ją przymierzyć. Niestety, jak się później okazało, wyjątkowej urody błyskotka kosztowała bagatela… 65 tys. zł.

- Teraz mówimy do widzenia, ale wrócimy tu po wypłacie - zażartował Tomasz. Od tamtej pory kupują i starocie za bezcen, a potem w miarę możliwości restaurują je sami.

Ostatnio, designerem, który zrobił na niej największe wrażenie był Tony Duquette.

- Jego projekty wnętrzarskie są bardzo inspirujące, bo łączy różne wzory, faktury, kolory w spójną całość i przyprawia to szczyptą egzotyki - argumentuje. Ta egzotyka jest też obecna w jej domu. To, że mieszka w bloku na 74 mkw. nie stanowiło przeszkody, by zrealizować marzenie o pięknym mieszkaniu. Na stosunkowo małej powierzchni znalazło się miejsce dla kuchni, łazienki, salonu w stylu secesyjnym, sypialni z romantycznym baldachimem, garderoby, a nawet dużego, masywnego biurka w gabinecie , który jest jednocześnie pokojem chińskim. To w nim Sylwia przechowuje dalekowschodnie pamiątki, m.in. obrazki malowane na drewnie, wysoki kwietnik pokryty laką albo japońską szafę zdobioną płaskorzeźbami z jadeitu i masy perłowej.

Różne stalówki, do różnych rodzajów pism. Są tutaj stalówki kwadratowo ścięte m.in. do pisania uncjałą, specjalne stalówki do italiki, giętka do kursywy angielskiej Copperplate, oraz zostawiająca podwójną kreskę do liter wersalikowych. Bardzo lubię też ozdobną stalówkę w kształcie palca, która przypomina żydowski jad, do wskazywania odpowiednich fragmentów Tory.

Kurtyzana z castingu
Nic dziwnego, że z taką prezencją dwa lata temu wystąpiła w filmie, którego akcja rozgrywa się w epoce. Mowa o "Hiszpance", do której sceny częściowo kręcono w Poznaniu. Zagrała w niej kobietę lekkich obyczajów, która kusi przechodniów swoją urodą i wdziękami. To nic, że scena z jej udziałem ma zaledwie kilkadziesiąt sekund i nawet nie wiadomo czy ostatecznie wejdzie do filmu. Przeżyła niesamowitą przygodę, poznała ciekawych ludzi i zobaczyła plan filmowy od kuchni.

Na casting ubrała się w jeden ze swoich strojów, założyła też okulary w starych oprawkach.

- Myślę, że właśnie to pomogło mi się dostać do filmu - mówi. Razem z pozostałymi statystkami kręciła jedną scenę przez trzy godziny, na 13-stopniowym mrozie. - Zazdrościłam innym dziewczynom, że do tej sceny dostały lekkie, aksamitne płaszczyki, myśląc: "kurczę, ależ one pięknie wyglądają", ale już po pięciu minutach doceniłam swój gruby, wełniany płaszcz - opowiada.

Z "O modach i strojach, czyli historia mody w pigułce" dowiedziałam się, że takie wyważenie buta, by ciężar ciała opierał się na całej stopie, to wynalazek dopiero XX-wieczny, a także iż w okresie rokoko buty prawy i lewy robiono na tym samym prawidle! Na pierwszym planie zdjęcia futro z małpy modne w latach 30. Z kolei pierwsze mufki pojawiły się w Europie w XVI wieku, jednak dopiero dwa wieki później stały się naprawdę popularnym elementem garderoby. Początkowo nosili je również mężczyźni, ale na przełomie XVIII i XIX wieku mufki stały się zimowym atrybutem kobiet (mężczyźni porzucili je na rzecz wygodniejszych rękawic).

Czasami chcę być samotna
Na spotkanie ze mną przychodzi w granatowej sukience, z beżową torebką i bordową wstążką we włosach.

- To nie jest tak, że mam szafę pełną ubrań - uprzedza. - Czasem staję rano przed lustrem i nic mi nie pasuje. Wiesz jak to jest - na wieszaku wisi 50 sukienek, a Tobie i tak brakuje jeszcze tej jednej - śmieje się. Mimo 27 lat nie należy do osób, które w wolnym czasie biegają na imprezy albo brylują na facebooku. Od zgiełku woli ciszę i spokój, dlatego kilka lat temu wyprowadziła się z Jeżyc do oddalonej o 30 km podpoznańskiej miejscowości. Za oknem ma trawnik i drzewa, do lasu i na łąkę przysłowiowy rzut beretem. A do Jeżyc nadal stosunek sentymentalny. - Czasem śni mi się, że chodzę tamtymi ulicami - mówi. - Albo spaceruję nimi naprawdę i myślę sobie - o, dawniej był tu jakiś sklep, a teraz jest bank…

Przychodzi taki czas, kiedy nie tyko chcę być sama, ale i samotna. Zamykam się wtedy w swoim pokoju i rozmyślam. Patrzę na spływające krople, rozmawiam z deszczem, pytam go o różne rzeczy i piszę pamiętnik. Albo otwieram szeroko okno, wdycham wieczorne powietrze i uśmiecham się do księżyca. Po zmierzchu szukam spadających gwiazd, żeby powierzyć im życzenia swoich znajomych. I czuję się wtedy trochę szczęśliwa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie