Triathlon, czyli braterstwo broni!

Przemysław Walewski
Przemysław Walewski
Przemysław Walewski archiwum
Udostępnij:
Każdego ranka w Afryce budzi się gazela i wie, że musi biec szybciej niż lew, bo inaczej nie przeżyje. Każdego ranka budzi się lew i wie, że musi biec szybciej niż najwolniejsza gazela albo będzie głodował. Nieważne, czy jesteś lwem czy gazelą – kiedy wstaje słońce, wstań i biegnij przed siebie. Nie oczekuj żadnych korzyści, a w zamian otrzymasz więcej, niż mógłbyś sobie wymarzyć.

Taką przypowieść usłyszałem podczas jednej z podróży po Afryce. Z czasem zmieniały się poszczególne słowa (może chodziło o tygrysa a nie o lwa?), przypowieść obrastała moimi przemyśleniami, ale jej sens pozostał niezmienny. Po raz kolejny przekonałem się o jej magicznej sile podczas niedawnego triathlonu. Tak jak prawie trzy tysiące zawodników przez cały miniony rok wstawałem o świcie, by biegać, przemierzać dziesiątki kilometrów w basenie i setki kilometrów na kolarskiej trasie. Otrzymaliśmy więcej niż mogliśmy sobie wymarzyć. Niesamowitą radość, że pokonaliśmy siebie. Nieraz na przekór malkontentom, którzy chętnie „współczuliby”, że się nie udało.

Triathlon, jak mało która dyscyplina, uczy pokory i sumienności. Na trasach maratonów można spotkać często osoby nie przygotowane, które chcą „zaliczyć” królewski dystans. Podczas ostatniego półmaratonu w Poznaniu aż siedem osób odwieziono na sygnale na oddziały intensywnej terapii. W triathlonie na palcach ręki można policzyć tych, którzy postanowili potraktować zawody z marszu. Większość poświeciła dziesiątki godzin, by przygotować się jak najlepiej. Niesamowite też jest braterstwo „broni” wśród uczestników, którzy chętnie sobie pomagają. Niekiedy pomoc kończy się zaskakującymi decyzjami sędziowskimi.

Wielokrotny mistrz świata Chris McCormack podczas niedzielnego złapał gumę. Nie mógł się doczekać pojazdu serwisowego. W sukurs poszedł mu Roman Korol, choć Chris był jego najgroźniejszym konkurentem. Niestety, obaj zostali zdyskwalifikowani za nieregulaminową pomoc. Przyznam, że nie rozumiem przepisów, które przekreślają zasady Fair Play. Wielu innych zawodników pomagało sobie użyczając zapasową dętkę, pożyczając klucze. Ryzykowali tym, że gdy im przydarzy się awaria, to nie będą mieli zapasówki. Liczyli jednak, że znajdzie się ktoś poza sędzią, kto pomoże.

Minęły czasy Wyścigu Pokoju i Królaka, który musiał jeździć z dętką owiniętą wokół szyi. Chrissie Wellington, legenda triathlonu, została po raz kolejny mistrzynią na Hawajach, ponieważ ktoś rzucił jej nabój do napompowania dętki. Jak podkreśla prof. Józef Lipiec:” W sporcie w pewnym momencie zetknęły się dwie kultury. Rycerska, która w dawnych czasach stworzyła swój etos, będący jednym z największych osiągnięć w średniowieczu oraz plebejska, która dopuszczała wiele rozwiązań, żeby osiągnąć swój cel i wykorzystująca motywy baśni ludowych, w których zawsze wygrywał ten mniejszy i sprytniejszy”. Chyba nie chodzi o to, by pomagać sobie ukradkiem?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

31węzłowy Burke
Należy wyrazić uznanie za takie zdrowie jakie Pan ma. Dyskwalifikacja za pomoc to skandal. Ja sugeruję aby Pan tu, na tych łamach, zamieścił imienną listę tych którzy wzięli grube pieniądze za organizację i obsługę maratonu; to może być bardzo ciekawa lista. 31
Dodaj ogłoszenie