Tydzień Baby: Na babski rozum

Kamilla Placko-Wozińska
Kamilla Placko-Wozińska
Zapachy babę przyciągnęły. Widok, który zastała, bardziej kuchnię w restauracji przypominał niż tę domową. Trzy patelnie na palnikach, grzejący pełną parą piekarnik, warzywa stół cały zajmujące, mięso, jajka, a wśród tego wszystkiego krzątająca się narzeczona bratanka.

– Burgery prawdziwe robię – objaśniła.

– Burgery jeść zamierzasz? – baba się zadziwiła, bo w diecie najnowszej to najbardziej kalorycznym daniem pięć orzechów raz dziennie dziewczyna owa miała.

– Ja nie, on zje – odpowiedź padła.

– Święto jakieś? – baba dociekała, czy aby o prezencie nie zapomniała czasem.

– Nie, zwyczajnie wściekła jestem, tak mnie wkurzył…

Dziwne się to babie jakieś wydało. Wyszło jej na to, że młodych to ona nie rozumie. Milczała więc, sytuację analizując.

– No, wiem, paradoks to taki jest – narzeczona się odezwała. – Jak się pokłócimy, to mnie gotowanie uspokaja jedynie. Na śniadanie omlet z mozzarellą już dostał… Jak tak dalej pójdzie, to pół życia w kuchni spędzać będę.

– Zawsze w knajpie zatrudnić się możesz, zamiast jemu dogadzać – baba poradziła.

Ale potem pomyślała, że głupie to gotowanie wcale nie jest. Z twarzy bratanka wyrzuty sumienia wyczytała bowiem, gdy burge-rami się raczył.

Przyjaciółkę baby też mąż wkurzył.

– Ty to babo, ale szczęśliwa jesteś! – niespodziewanie oceniła.

– W sensie, że z dziadem? – baba z niedowierzaniem spytała.

– Nie, że on w Gdańsku pracuje – odpowiedź padła. – I nie masz na co dzień tego, że trzeba śmieci wynieść, a facet zajętym bardzo jest, bo czyta coś właśnie.

Tu baba uznała, że przyjaciółka przesadza. Jakby tak się wokół rozejrzeć, to ona całkiem dobrego męża ma. Podwiezie ją zawsze, gdzie trzeba, z babskiego spotkania odbierze i generalnie wszystko robi, o co go żona poprosi, tyle że czasami później trochę. A w dodatku „szefowa” na nią mówi.

– Chyba trochę się czepiasz – baba w delikatną obronę poszła. – Jak oni w nauce robią, to czytać muszą przecież…

– Ale nie wtedy, gdy okna myć chcę! – przyjaciółka zaprotestowała.

Przez te okna to napięta atmosfera bardzo była. Gdy zmrok jednak zapadł, co ewentualne mycie uniemożliwiło, mąż pokornie zgodził się na zakupy pojechać. Przy mące koleżankę owego spotkali, co zaraz w celach ugodowych mąż wykorzystać postanowił.

– To szefowa moja jest – dowcipnie się odezwał. I skuteczne to było. Przyjaciółka baby roześmiała się nawet. I spłoniła lekko.

– Ha, ha, zaraz tam szefowa – rękę pani owej podała. – Dowcipniś taki…

– No, szefowa – mąż widząc skutek, dalej się żonie podlizywał. A ta z żarciku boki zrywała. A konflikt zażegnanym został. Na znak zgody przyjaciółka męża pod rękę chwyciła.

– Dziwna jakaś jesteś – ów powiedział.

– A, jakoś tak te nerwy przeszły mi już – przyjaciółka promiennie się uśmiechnęła.

– Rzeczywiście – mąż potaknął. – Tylko czemu tak dziwnie się śmiałaś? Z pani dziekan?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie