UAM w Poznaniu dla wszystkich czy tylko dla zagranicznych studentów? Polscy kandydaci oburzeni po rekrutacji. "Sytuacja nie jest w porządku"

Sylwia Rycharska
Sylwia Rycharska
Nie bez kontrowersji obyło się po ogłoszeniu list rankingowych przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na kilku kierunkach przeważająca część zakwalifikowanych to zagraniczni studenci, pochodzący przeważnie zza wschodniej granicy.
Nie bez kontrowersji obyło się po ogłoszeniu list rankingowych przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na kilku kierunkach przeważająca część zakwalifikowanych to zagraniczni studenci, pochodzący przeważnie zza wschodniej granicy. Łukasz Gdak
Nie bez kontrowersji obyło się po ogłoszeniu list rankingowych przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na kilku kierunkach przeważająca część zakwalifikowanych to zagraniczni studenci, pochodzący przeważnie zza wschodniej granicy. Nie spodobało to się polskim kandydatom, którzy nie dostali się na studia. Internet zawrzał, ale uczelnia zapewnia, że proces rekrutacji odbywa się zgodnie z prawem, a „UAM jest i będzie uniwersytetem dla wszystkich”. Chociaż niektórzy twierdzą, że taka sytuacja jej odpowiada, bo dostaje dodatkowe pieniądze za zagranicznych studiujących.

Podział zdań wokół zaistniałej sytuacji obrazują dwa banery, które w ostatnim czasie pojawiły się w Poznaniu. Jeden o treści „UAM dla Polaków” wywieszony przez Młodzież Wszechpolską przy Collegium Minus, a drugi przeciwny — „UAM dla wszystkich”.

Dostaliśmy wiadomość od czytelnika, że na niektórych kierunkach na UAM, takich jak psychologia, prawo, informatyka, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, socjologia pierwsze kilkadziesiąt miejsc mają zajmować cudzoziemcy z bardzo wysokimi wynikami, głównie z Ukrainy i Białorusi.

Zobacz też: Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

- O ile sam fakt studiowania obcokrajowców nie powinien być dla nikogo problemem, o tyle sytuacja się zmienia, gdy 60 czy nawet 80 proc. przyszłych studentów to obcokrajowcy. Wiadomość nie ma na celu wzbudzenia niechęci do obcokrajowców, lecz do mechanizmu, który wyraźnie na tak podejrzane dysproporcje (i tak wysokie wyniki) pozwala, gdyż ciężko mi uwierzyć, by problemem były kiepskie wyniki matur, skoro ta dysproporcja jest znaczna i trwa od co najmniej kilku lat

— pisze czytelnik.

Rektor UAM prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska zapewniła, że proces rekrutacji na uczelni przebiega zgodnie z prawem, a zasady przyjęć cudzoziemców są transparentne i zostały ogłoszone przed jego rozpoczęciem.

- Nasza uczelnia nie przyjęła żadnych wyjątkowych procedur dla kandydatów pochodzących z zagranicy, wszystkich obejmują identyczne zasady przeliczania wyników matur, a także takie same warunki odpłatności w przypadku cudzoziemców, którzy podejmują studia płatne. Wszystkie informacje na ten temat przekazaliśmy wczoraj, tytułem wyjaśnienia, Ministerstwu Edukacji i Nauki

— podkreśliła rektor Kaniewska.

Zaznaczyła również, że zwiększenie liczby kandydatów z zagranicy jest wynikiem wieloletnich starań o umiędzynarodowienie placówki, zwiększenia liczby umów bilateralnych, statusu uczelni badawczej i uniwersytetu europejskiego. Aktywności te zakładają wzrost mobilności oraz liczby studiujących i pracujących cudzoziemców.

- Idea mobilności nie jest nowa, towarzyszyła ona idei universitas od zarania. Jan Kochanowski studiował w Padwie, Mikołaj Kopernik w Padwie i Bolonii, Maria Skłodowska-Curie na Sorbonie w Paryżu, także Akademia Lubrańskiego zorganizowana była na włoskich wzorach, a staropolskie uniwersytety w Krakowie, Wilnie i Lwowie przyjmowały wykładowców i żaków z zagranicy. Dziś wielu Polaków kształci się za granicą, mają otwarty dostęp do uczelni na świecie

— podkreśla prof. Kaniewska i z niepokojem patrzy na pojawienie się hasła „UAM dla Polaków” oraz niektórych reakcji publikowanych w mediach.

Takie myślenie ma być bliskie temu, które doprowadziło do powstania getta ławkowego czy zasady numerus clausus.

- Wszyscy pamiętamy lekcję, której udzieliła nam wówczas historia i znamy cenę, jaką przyszło za nią zapłacić całej ludzkości, a w szczególności nam, Polakom — kończy.

Dodatkowe pieniądze za zagranicznych studentów

Polskie uczelnie są wciąż zachęcane przez ministerstwo do zwiększenia swojej rozpoznawalności poza Polską zarówno poprzez umiędzynarodowienie badań jak i przyciąganie kandydatów z zagranicy. Poziom umiędzynarodowienia jest jednym z kryteriów przyznawania subwencji uczelniom wyższym przez MEiN

— zaznacza Małgorzata Rybczyńska, rzeczniczka prasowa UAM-u.

Przyznawana kwota subwencji nie jest stała, a na jej wysokość wpływa liczba studentów polskich, jak i zagranicznych – decyduje tutaj algorytm.

- Ta sytuacja nie jest w porządku. Przedstawiciele UAM nie widzą w tym procederze niczego nagannego, chociaż sami przyznają, że dając tak duże fory studentom zagranicznym (kosztem polskich maturzystów) powodują się własnym interesem. Poprzez sztuczne zwiększenie „umiędzynarodowienia” uczelni uplasuje się ona nieco wyżej w rankingach

— mówi prof. dr hab. Stanisław Żerko z Instytutu Zachodniego im. Zygmunta Wojciechowskiego.

Rekrutacja obcokrajowców na UAM

W tegorocznej rekrutacji UAM zanotowano 1740 zapisów cudzoziemców (wszystkich chętnych było ponad 25 tys.). Z roku na rok ta liczba wzrasta – pod koniec ubiegłego roku było ich 1477, rok wcześniej — 1226, a na początku 2019 r. — 976. Uczelnia nie może podać na tę chwilę dokładnej liczby zagranicznych kandydatów na poszczególnych kierunkach, dopóki nie zakończy się proces rekrutacji.

- Do 23 lipca kandydaci zakwalifikowani do przyjęcia mają czas na potwierdzenie chęci studiowania na danym kierunku i przekazanie dokumentów. Do tego czasu ich status w systemie się mienia z minuty na minutę i nie można wygenerować danych. Z chęcią podam liczbę przyjętych obcokrajowców po zakończeniu rekrutacji — obiecuje Rybczyńska.

Na podstawie wyniku kwalifikacji, który z kolei oblicza się na podstawie wyników egzaminów maturalnych albo ich zagranicznych odpowiedników, albo ocen dyplomowych, ustala się kolejność kandydatów na listach rankingowych.

- Sposób obliczenia wyniku kwalifikacji zależy od ustalonych przez jednostkę zasad rekrutacji dla danych studiów, które określają, jakie przedmioty, z jaką wagą i w jakiej liczbie będą uwzględniane. Na niektórych kierunkach konieczne są również dodatkowe egzaminy

– wyjaśnia Rybczyńska.

Cudzoziemcy, którzy podejmują kształcenie na studiach stacjonarnych w języku polskim rozpoczętych w roku akademickim 2021/2022 muszą zapłacić za semestr 3 tys. zł. Istnieje natomiast szereg wyjątków (np. Karta Polaka czy certyfikat poświadczający znajomość języka polskiego jako obcego co najmniej na poziomie C1), kiedy nie pobiera się takiej opłaty.

Co więcej, podstawą prawną do uznawania świadectw, dyplomów i tytułów naukowych z Ukrainy jest obecnie obowiązująca Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Gabinetem Ministrów Ukrainy o wzajemnym uznawaniu akademickim dokumentów o wykształceniu i równoważności stopni podpisana w kwietniu 2005 r.

- Gwarantuje ona osobom, które uzyskały wykształcenie w jednym z państw-stron tej umowy, możliwość kontynuacji kształcenia w placówkach drugiego państwa (jest to tzw. uznanie do celów akademickich) — tłumaczy Rybczyńska.

Zagraniczni studenci w Polsce

GUS podaje, że w ubiegłym roku akademickim na polskich uczelniach kształciło się 84,7 tys. cudzoziemców - o 2,5 tys. więcej niż w poprzednim roku akademickim i o 6,4 tys. więcej niż dwa lata wcześniej. Prawie połowę stanowiły osoby z Ukrainy. Raport „Struktura pochodzenia i języki kształcenia cudzoziemców na uczelniach w Polsce” przygotowany przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy pokazuje, że dominacja Ukraińców i Białorusinów jest cechą charakterystyczną sektora szkolnictwa wyższego w Polsce, która nie zmienia się od wielu lat

- Struktura państw pochodzenia studentów z zagranicy podejmujących kształcenie w Polsce jest stosunkowo monolityczna: 50 proc. wszystkich studentów-cudzoziemców w roku akademickim 2019/2020 stanowili Ukraińcy, kolejne 11 proc. zaś Białorusini

— czytamy w nim.

Zamiast matury egzamin na studia?

W niektórych przypadkach studiów egzaminy byłyby dobrym weryfikatorem wiedzy i umiejętności kandydata, ale bez wątpienia konkurs świadectw jest znacznie wygodniejszą metodą rekrutowania.

- Egzaminy na studia pokazywały o wiele więcej egzaminatorom niż konkurs ocen na maturze. Największą zaletą była możliwość zobaczenia kandydata na studia na żywo i ocenienia, jak zachowuje się w bezpośrednim spotkaniu. W przypadku naszych studiów — nauk społecznych — umiejętności komunikacyjne są niezwykle ważne, więc – oprócz sprawdzenia jego wiedzy — mogliśmy ocenić, jak mówi, czy jak radzi sobie ze stresem

— tłumaczy prof. UAM, dr hab. Magdalena Musiał-Karg, prodziekan ds. badań i rozwoju WNPiD.

- Z drugiej strony jednak w przypadku studiów, gdzie można przyjąć wielu kandydatów, konkurs świadectw wydaje się metodą o wiele sprawniejszą. Jest pewien algorytm przeliczający punkty i pozwalający zakwalifikować chętnych zgodnie z przyjętymi kryteriami — dodaje.

TOP 10 najpopularniejszych kierunków studiów w Poznaniu! Te ...

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
RP Obojga Narodów
No cóż. Patrząc na problem trochę z boku można stwierdzić, że polski „soft power” zadziałał. Nie kijem, nie szantażem Rzeczypospolita zaczęła ponownie przyciągnąć do siebie Wschód. W Moskwie zgrzytają zębami. W dłuższej perspektywie Polsce i Polakom to się opłaci. Zobaczcie. Jeszcze Rosjanie będą do nas przyjeżdżać (bynajmniej nie na czołgach).
Dodaj ogłoszenie