W jedną noc rodzina Grobelnych z Lucin straciła w pożarze dom. Rozpoczęła się zbiórka, by pomóc im stanąć na nogi

Bartosz Klimczuk
Rodzina Grobelny w jedną noc straciła w pożarze dom i cały majątek. Teraz ruszyła internetowa zbiórka, by pomóc poszkodowanym. Bartosz Klimczuk
W nocy z 20 na 21 listopada państwo Grobelni ze wsi Luciny (gm. Śrem) stracili dom i cały dobytek. Wszystko przez pożar, który całkowicie strawił budynek. Na szczęście rodzina zdążyła uciec z płonącej pułapki. Teraz z pomocą poszkodowanym ruszyli sąsiedzi i samorządowcy. W internecie ruszyła też zbiórka, by pomóc Grobelnym stanąć na nogi.

Przyzwyczajenie, które uratowało życie

Ten pożar mógł zakończyć się tragicznie. Na szczęście, pan Mariusz zwykle chodzi spać znacznie później od reszty rodziny. Z pewnością można stwierdzić, że to przyzwyczajenie uratowało życie całej trzyosobowej rodzinie.

Ja najczęściej około godziny 22.00 już kładę się spać. Tak było i tym razem. Leżałam już w łóżku, gdy nagle przychodzi mąż i mówi, że czuje dym. Wyszłam w piżamie do salonu sprawdzić, skąd dobiega ten zapach

- opowiada Jolanta Grobelna.

Zobacz też: Pożar domu jednorodzinnego w Lucinach pod Śremem. Budynek spłonął. Nikt nie został poszkodowany

Nie było czasu, żeby ratować dobytek

W tym czasie w korytarzu i pokojach zaczęło pojawiać się coraz więcej dymu. Nagle wszystkie światła zgasły i w całym domu nie było pądu. Pan Mariusz zajrzał do kotłowni, gdzie powietrze było już niemalże całe od spalin. Nigdzie jednak nie było jeszcze widać ognia.

O godzinie 23.26 zadzwoniłem na 112. Po dosłownie kilku minutach już pojawili się strażacy

- mówi Mariusz Grobelny.

Zobacz też: Wypadek na przejeździe kolejowym w Wielkopolsce. Zginęły dwie osoby

Dym był już tak duszący, że rodzina postanowiła jak najszybciej się ewakuować z domu. Nie było czasu, aby ratować dobytek. Pani Jolanta z córką zdążyły się tylko ubrać i wziąć torebkę z pieniędzmi i dokumentami, a pan Mariusz wyszedł na mróz praktycznie tylko w piżamie i obuwiu domowym.

Córka jeszcze chciała się po coś wrócić do domu. Mówiłam jej jednak, żeby tego nie robiła. Życie jest najważniejsze

- wspomina Jolanta Grobelna.

Strażacy robili co mogli

Gdy rodzina opuściła budynek, zanim jeszcze przyjechała straż pożarna, na dachu było już widać płomienie.

Rota ratowników zabezpieczona w sprzęt Ochrony Układu Oddechowego podała jeden prąd wody w natarciu na palący się dom. Połowa dachu budynku jednorodzinnego objęta całkowicie pożarem, na dachu panele fotowoltaiczne w ogniu, strop budynku zaczyna się zawalać. Kamera termowizyjna  UCF 9000 wskazywała wewnątrz budynku 400 stopni Celsjusza

- informuje Tomasz Kierzek, Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Śremie.

Jak wspomina pan Mariusz, strażakom było niesamowicie trudno ugasić ten pożar z między innymi dwóch powodów. Po pierwsze, mimo wyłączonego w domu prądu w panelach fotowoltaicznych nadal gromadziło się napięcie. Po drugie zaś, dom był konstrukcji szkieletowej - w ścianach nie znajdowały się cegły, tylko drewno. Z tego też powodu dom zajął się ogniem przede wszystkim wewnątrz ścian.

Na początku myślałam, że dom ocaleje. Straż pożarna przyjedzie i na pewno ugasi pożar - tak sądziłam. Niestety, to co pozostało z domu nadaje się już tylko do rozbiórki. Najważniejsze jednak, że mój mąż, moja córka i nasz labrador, Daisy żyjemy

- mówi ze łzami w oczach pani Jolanta.

Mimo brawurowej akcji 12 zastępów straży pożarnej, budynku nie udało się uratować. Dom był wprawdzie ubezpieczony, ale na jego budowę zaciągnięto kredyt, który miał być spłacany przez najbliższe dwadzieścia lat. Strażacy wynieśli z płonącego budynku pewne sprzęty - telewizor, drukarkę czy odkurzacz. Niestety wszystko to było kompletnie przemoczone i potem pozostawione na mrozie, więc już nie nadaje się do użytku.

Kurtka od szwagra i buty od teściowej

Z domu wybiegliśmy praktycznie tak jak staliśmy. Większość ubrań zimowych nadal leżała na strychu, a tam najprawdopodobniej pożar się rozpoczął. Straciliśmy cały swój dobytek życia

- mówi Jolanta Grobelna

W ciemności był ogromny problem żeby znaleźć jakiekolwiek ubrania. W tym momencie mam na sobie chociażby kurtkę od szwagra, a żona ma buty od teściowej i szal od sąsiadki

- dopowiada pan Mariusz.

Ludzkie serca praktycznie już od momentu wybuchu pożaru otworzyły się na tragedię rodziny Grobelnych. W pomoc zaangażowali się wszyscy sąsiedzi. [b]Tej nocy załamaną rodzinę pod swój dach przyjęli państwo Okoniewscy, którzy dom mają tuż obok obecnie zrujnowanego budynku.

Wsparcie płynie ze wszystkich stron

Praktycznie od samego początku dostaliśmy wsparcie od rodziny i sąsiadów. Ci drudzy przyjęli nas na tę noc do swojego domu jak własną rodzinę. Przepraszałam ich za kłopot, za bałagan, który zrobiliśmy, za strasznie kłaczącego labradora. Sąsiad, mimo że szedł na rano do pracy, to był z nami i czuwał całą noc. Częstowali nas ciepłą kawą i herbatą. Zresztą nie tylko nas - pozwolili w ten sposób ogrzać się choć na moment także strasznie zmęczonym i zziębniętym już strażakom. Dziękujemy Bogu za to, że mamy wokół siebie tak wspaniałych ludzi, którzy nas wspierają

- opowiada Jolanta Grobelna.

Rodzina mieszka w tym momencie u mamy pana Mariusza, w trzypokojowym mieszkaniu w bloku. Wsparcie w postaci mieszkania zastępczego miał obiecać już burmistrz Śremu, Adam Lewandowski, który rano po pożarze pojawił się w Lucinach. Pomoc zaczęła płynąć zresztą ze wszystkich stron: Szkoły Podstawowej w Dąbrowie, śremskiego ogólniaka, do którego uczęszcza piętnastoletnia córka państwa Grobelnych, czy okolicznych sołectw. Założona została również internetowa zbiórka pieniędzy, która ma pomóc poszkodowanym stanąć na nogach. Najbardziej zaangażowana jest oczywiście sama społeczności wsi Luciny.

WESPRZYJ RODZINĘ GROBELNYCH WPŁĄCAJĄC PIENIĄDZE NA ZBIÓRKĘ

Sąsiedzi w Lucinach to skarb

Naszych sąsiadów spotkała olbrzymia tragedia. Od początku traktujemy się jak rodzinę - zostawialiśmy sobie klucze od domu, wyprowadzaliśmy swoje psy, czy kosiliśmy swoje trawniki. Nie mogliśmy patrzeć, jak ich dom, ich azyl, płonie. Zawsze w takich sytuacjach trzeba mieć z tyłu głowy, że podobny dramat mógł spotkać każdego z nas

- wspomina Jarosław Piórkowski, sąsiad państwa Grobelnych.

Jarosław Piórkowski dodaje, że w Lucinach mieszka bardzo dużo dobrych ludzi, na których zawsze można liczyć. Także jego rodzina natychmiast zaoferowała pomoc sąsiadom.

W nocy usłyszeliśmy w domu syreny wozów strażackich. Nagle w oknach zrobiło się niebiesko od świateł. Z mamą podbiegłyśmy zobaczyć co się dzieje. Ujrzałyśmy ogień, który na początku wydobywał się z komina domu sąsiadów, a potem zajął dach. Z przerażeniem myśleliśmy tylko o tym, żeby naszym sąsiadom udało się uciec z tej pułapki

- mówi Hanna Okoniewska, córka pana Karola i pani Marzeny, którzy dali schronienie rodzinie Grobelnych pierwszej nocy.

Z Grobelnymi znamy się od siedmiu lat, jak tylko zaczęli budować tutaj swój dom. Zawsze mogliśmy na nich liczyć i wzajemnie sobie pomagaliśmy. Wszystkim życzylibyśmy takich sąsiadów

- dopowiada Karol Okoniewski.

Sprawdź też:

Państwo Okoniewscy bardzo przeżyli tragedię jaka spotkała ich sąsiadów. Nikomu nie życzyliby podobnego dramatu doświadczyć.

Dom można odbudować, to są tylko pieniądze. Najważniejsze, że nasi sąsiedzi uratowali swoje życia

- mówi Marzena Okoniewska

Pan Karol i Pani Marzena są zgodni co do tego, że ich sąsiedzi są bardzo życzliwymi ludźmi, którzy by serce drugiemu człowiekowi oddali.

Zapytaliśmy pana Mariusza, czy jak wraz z rodziną stanie na nogi, to będzie chciał wrócić do Lucin. Powiedział, że oczywiście, ponieważ lepszych sąsiadów i okolicy sobie nie wyobraża

- stwierdza pan Karol.

W środę i piątek zbiórka

Natychmiast zareagował także sołtys Lucin, Zbigniew Maćkowiak. W najbliższą środę i piątek w godzinach od 18.00 do 21.00 odbędzie się w świetlicy wiejskiej zbiórka najpotrzebniejszych rzeczy dla poszkodowanej rodziny.

Będziemy zbierać między innymi sztućce, garnki, talerze, pościele czy ręczniki. Pomoc obiecał także ksiądz proboszcz z Zaniemyśla. Cała społeczność sołectwa chce także zaangażować się w porządkowanie terenu po rozbiórce domu. Bardzo zależy nam, aby państwo Grobelni zamieszkali tutaj ponownie

- mówi sołtys wsi.

Źródło: Pożar Luciny. Rodzina Grobelnych straciła dom i cały swój dobytek. Pomóżmy im stanąć na nogi!

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie