Po tym, jak policja przeszukała biura poznańskiego zoo, Ewa Zgrabczyńska, jego dyrektor – wydała swoje oświadczenie. Pojawiło się ono w sobotę. Zgrabczyńska zapewnia, że kastracja zwierząt, wcale nie była bezprawna (jak twierdzi prokuratura), a niezbędne dokumenty zostały przekazane już wcześniej. Dyrektor zarzuca też brak pomocy w opieką nad zwierzętami zabranymi z Pyszącej.

Przypomnijmy, że policja weszła do biur poznańskiego ogrodu zoologicznego w czwartek. Funkcjonariusze mieli na polecenie prokuratury zabezpieczyć dokumenty dotyczące wykastrowania kilku zwierząt, które przebywają tymczasowo w zoo, a zostały zabrane z pseudohodowli w Pyszącej. Do zabiegu doszło w listopadzie ubiegłego roku.

Czytaj więcej: Zoo Poznań: Policja przeszukała ogród zoologiczny. Zdaniem prokuratury zoo nie poinformowało o kastracji zwierząt

Później do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o znęcaniu się nad zwierzętami w poznańskim zoo. Mówiło ono właśnie o zabiegach kastracji.

- Zgodnie z prawem dyrekcja powinna o zabiegu uprzedzić prokuraturę. Powiadomiliśmy zoo, że w związku z nielegalną kastracją toczy się sprawa karna. Ponad dwa miesiące temu dyrekcja została poinformowana o konieczności przesłania dokumentacji medycznej, ale czekaliśmy bezskutecznie. Konieczne było więc wydanie nakazu przeszukania – informował w czwartek Michał Smętkowski, rzecznik prasowy prokuratury okręgowej w Poznaniu.

Już wtedy nie zgadzała się z tym Ewa Zgrabczyńska, dyrektor zoo. W sobotę wydała oświadczenie w tej sprawie. Zarzuciła policji i prokuraturze przekazywanie niepełnych informacji. Dodała, że od listopada 2017 roku wzywa prokuraturę do pomocy w utrzymaniu zwierząt i ich przeniesieniu do innych ośrodków. Dodajmy, że obecnie, po odebraniu z pseudohodowli, zwierzęta są własnością Skarbu Państwa. W poznańskim zoo przebywają tymczasowo. Stąd o zabiegach i innych związanych z nimi czynnościach należało informować prokuraturę, która zabezpieczyła zwierzęta.

- Kolejny raz już z terminem zapłaty wezwałam prokuraturę do pokrycia kosztów utrzymania, które po prawie 2 latach narosły do ok. 400 tys zł. Spotkałam się z odmową oraz odmówiono również zabrania zwierząt – dodaje Ewa Zgrabczyńska i zaznacza: - W dniu interwencji zobowiązałam się do zabezpieczenia kilkudziesięciu zwierząt na okres kilku dni, oświadczenie jest spisane. Żadne ośrodki w Polsce ani na świecie nie chciały przyjąć tych ok. 60 osobników, dla których w sytuacji zagrożenia ich zdrowia i życia przygotowaliśmy interwencyjne miejsce krótkoterminowego pobytu.

O zgodę na kastrację miała pierwszy raz poprosić w styczniu ubiegłego roku. Prośbę motywowała brakiem miejsca i pieniędzy na utrzymanie zwierząt. Populacja nie miała się powiększać.

Sprawdź też: Poznań: Ewakuacja dworca Poznań Główny i centrum handlowego Avenida. Chodzi o pozostawiony bagaż

- Otrzymałam zgodę na zabiegi ratujące jedynie zdrowie i życie. I z takich powodów z całej stawki, na wniosek lekarzy i opiekunów, podjęłam decyzję o kastracji czterech osobników: dwóch tygrysów, antylopy kob i kułana. We wszystkich tych przypadkach mieliśmy do czynienia z sytuacją zagrożenia życia i zdrowia zwierząt – zapewnia Zgrabczyńska.

Tłumaczy, że prokuratura otrzymała wszystkie raporty weterynaryjne z zabiegów, a przeszukanie nie było konieczne. W czasie jego trwania dyrekcja miała przekazać te same dokumenty ponownie. Zgrabczyńska dodaje, że dodatkowych dokumentów nie znaleziono, ponieważ takowe nie istnieją.

W oświadczeniu zamieszcza też fragment raportu weterynarza: "Dnia 31 listopada 2018 został przeprowadzony zabieg kastracji samca koba Kobus ellipsiprimus 1.0. Wskazaniem do zabiegu była agresja w stosunku do członków stada oraz ryzyko chowu wsobnego (krycie własnych córek). Zabieg został przeprowadzony przez lekarzy weterynarii z IZW Berlin. (…) Zabieg przebiegł planowo i zwierzę po zabiegu zostało połączone ze stadem.".

Czytaj też: Stare Zoo zbiera rośliny doniczkowe. Mają urozmaicić życie gadom

Dyrektor zoo krytykuje też sposób przeprowadzenia przeszukania i podsumowuje: - Tak po ludzku - mam serdecznie dość i tylko zwierząt żal oraz naszej naprawdę tytanicznej pracy, by mogły godnie poczekać na wynik postępowania. Oskarżenie o znęcanie się poprzez kastracje jest totalnym absurdem i oszczerstwem.

Całe oświadczenie:

Zobacz, w jakich warunkach żyły zwierzęta w Pyszącej:

Tygrysy, lamparty, rysie i pumy w nielegalnej hodowli. Policja przejęła niemal 300 zwierząt - zobacz wideo: