Coraz bliżej do ochrony praw wydawców i dziennikarzy. Platformy internetowe winny płacić za wykorzystywanie treści innych twórców

Wojciech RogacinZaktualizowano 
Unia Europejska wykonała kolejny krok w kierunku ochrony mediów. Giganci internetowi będą musieli podzielić się z dziennikarzami zyskami, które czerpią z wykorzystywania obcych materiałów medialnych na swoich platformach. Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego JURI zaakceptowała we wtorek projekt dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym UE. Krytycy nazywają tę dyrektywę ACTA2, a jej zwolennicy - większość mediów - mówią o sprawiedliwości. Głosowanie we wtorek.

Za poparciem dyrektywy głosowało 16 członków komisji JURI, przeciwko było 9. W efekcie dokument został przyjęty i teraz zostanie poddany pod głosowanie w Europarlamencie. Jeśli europosłowie zagłosują za, wówczas dyrektywa ostatecznie zostanie przyjęta, a na jej ratyfikację kraje członkowskie będa miały 24 miesiące.

Europejskie zrzeszenia skupiające wydawców z dużym zadowoleniem przyjęły wyniki głosowania komisji JURI. - Członkowie komisji PE uczynili w sposób demokratyczny krok zbliżający ku sprawiedliwemu i rozwijającemu sie internetowi - napisali przedstawiciele stowarzyszeń medialnych, takich jak EMMA, ENPA, EPC czy News Media Europe.

- Wzywamy teraz Parlament Europejski do poparcia [tego dokumentu], kluczowego dla kształtowania europejskiego krajobrazu medialnego i kulturalnego - głosi oświadczenie europejskich wydawców. - Tekst dyrektywy, popraty w ramach trialogu, pozwoli na modernizację internetu w sposób proporcjonalny, bez zdławienia innowacyjności cyfrowej.

W ten sposób saga związana z dyrektywą o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, która przez wielu nazywana jest ACTA 2, powoli dobiega końca. Już w połowie lutego Parlament Europejski poinformował o zakończeniu trialogu pomiędzy Komisją, Parlamentem i Radą Unii Europejskiej i osiągnięciu porozumienia co do kształtu budzących kontrowersję zmian w przepisach. Kolejnym krokiem było głosowanie w JURI, które zakończyło się pomyślnie dla dyrektywy.

Giganci będą musieli podzielic się zyskami

Porozumienie w największym stopniu dotyczyć będzie internetowych gigantów, czyli platform takich jak Google, YouTube oraz Facebook. Czerpią oni ogromne korzyści związane z publikacją obcych treści medialnych na ich platformach. Nie odprowadzają za to żadnych opłat twórcom tych treści. Po wejściu w życie dyrektory ma się to zmienić - internetowi giganci będa musieli podzielić się osiągniętymi w ten sposób zyskami z twórcami treści - dziennikarzami i wydawnictwami.

Indywidualni internauci nie odczują zmian

Zgodnie z przyjętym brzmieniem, prawo pokrewne nie będzie obejmowało linkowania, pojedynczych słów oraz bardzo krótkich wycinków – ich używanie w internecie nie będzie podlegało ochronie. Za wykorzystanie krótkich i większych fragmentów wydawcom prasy, agencjom prasowym i dziennikarzom będą należały się rekompensaty, ale tylko od dużych platform. Działalność indywidualnych internautów jest wyłączona spod regulacji – intenauci będą mogli dalej robić to, co dotychczas, czyli przesyłać sobie przeróżne materiały w mediach społecnzościowych, linkowac do nich, udostępniać linki i całe artykuły, memy czy wideo.

Jeśli dyrektywa zostanie ostatecznie przyjęta – wydawcy uzyskają wreszcie te same prawa, jakie już przysługują producentom utworów muzycznych, filmów czy programów i gier komputerowych, których ukończone utwory są w pełni chronione. Istniejąca od prawie 20 lat luka prawna zostanie zlikwidowana.

Małe platformy i encyklopedie wyjęte spod dyrektywy

Strona europejska podkreśla, że głównym celem dyrektywy jest wzmocnienie praw autorskich w przestrzeni internetowej, i że wbrew temu, co na temat "ACTA 2" można znaleźć w internecie, sieć pozostanie przestrzenią wolności słowa.

Od zmian wolne mają być fragmenty artykułów, GIF-y oraz memy, a takż elinki. Jak czytamy w komunikacie PE,- Porozumienie gwarantuje możliwość przesyłania utworów w celu cytatu, krytyki, recenzji, karykatury, parodii lub pastiszu, dzięki czemu memy i GIF-y będą nadal dostępne i udostępniane na platformach internetowych. Nie jest więc prawdą to, czym straszyli przeciwnicy dyrektywy.

Zapisy dyrektywy nie obejmą także niekomercyjnych encyklopedii internetowych. Wikipedia bądź platformy oprogramowania open source (m.in. GitHub), będą wykluczane z zakresu dyrektywy. Start-upy z kolei będą podlegać łagodniejszym wymogom prawnym. A to właśnie te podmioty należały do najgłośniej protestujących przeciwko wprowadzeniu dyrektywy.

Unia podkreśla, że "porozumienie ma na celu zwiększenie szans właścicieli praw autorskich, w szczególności muzyków, wykonawców i autorów scenariuszy, a także wydawców wiadomości, na wynegocjowanie lepszych wynagrodzeń za korzystanie z ich utworów zamieszczanych na platformach internetowych".

Zawarte porozumienie określa, że fragmenty artykułów nadal będą mogły się pojawiać w Google News, bądź na Facebooku, jednak będą musiały być "bardzo krótkie" lub zawierać pojedyncze słowa.

W kontekście artykułu 13, który miał nakazywać obowiązek filtrowania treści, w komunikacie UE napisano, że dyrektywa filtrów nie narzuca.

Właśnie te zapisy były najważniejszą przeszkodą podczas rozmów. Na początku lutego Francja i Niemcy miały uzgodnić kompromis zakładający, że z obowiązku filtrowania będą platformy działające krócej niż 3 lata, mają obroty niższe niż 10 mln euro oraz ich liczba nie przekracza 5 mln użytkowników miesięcznie.

Mity dot. praw pokrewnych dla wydawców prasy

Podmioty, które korzystają z materiałów wydawców i je komercjalizują, bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów ich stworzenia i bez wypłacania rekompensat, są – oczywiście – przeciwko wprowadzeniu rozwiązania i szerzą różnego rodzaju mity na ten temat. Wystarczy zajrzeć do proponowanego tekstu projektu dyrektywy, by bez problemu je obalić. Poniżej kilka z owych „mitów”

1.Podatek od linków
Linki są wyraźnie wyłączone spod działania prawa pokrewnego.
2.Szkoda dla małych wydawców
Bez prawa mali wydawcy są „na przegranej pozycji” w negocjacjach z gigantami internetowymi ale też polskimi platformami. Prawo pokrewne daje im odpowiednią ochronę i wzmacnia ich pozycję negocjacyjną.
3.Nowe, nadzwyczajne prawo dla wydawców
To nie jest nowa instytucja. Takie prawo przysługuje producentom muzyki czy filmów, nadawcom radiowym i TV, producentom gier i oprogramowania i jest z powodzeniem wykorzystywane przez beneficjentów.
4.Przeciwko użytkownikom, kryminalizacja ich zachowań
Propozycja w żaden sposób nie zmienia sytuacji użytkownika, który dalej będzie mógł przesyłać linki czy dzielić się tekstami z przyjaciółmi. Stosowane będą wszystkie dotychczasowe wyjątki dla użytkowników o ile nie służą celom biznesowym. Dodatkowo dyrektywa wprowadzi nowe wyjątki, m.in. w zakresie tzw. eksploracji tekstów i danych, który szczególnie będzie służył polskiej nauce.
5.Przeciwko Google
Nie chodzi tutaj o żadną konkretną firmę, ale o model biznesowy polegający na odnoszeniu korzyści z wykorzystywania treści prasowych bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów związanych z ich powstaniem i bez wypłaty rekompensat właścicielom praw.
6.Blokowanie dostępu do treści
Wydawcy – wobec spadku nakładów papierowych wydań – poszerzają swój zasięg poprzez udostępnianie swoich treści na różnorodnych nośnikach i we wszelkich formatach. W interesie wydawców leży szeroka dostępność treści, dlatego nikt nie będzie blokował dostępu.
7.Hiszpania i Niemcy
Rozwiązania niemieckie i hiszpańskie nie są „nieskuteczne”. W Niemczech trwa postępowanie antymonopolowe przed sądem, a zgoda wydawców na darmowe korzystanie z treści jest warunkowa do czasu zakończenia wspomnianego postępowania. W Hiszpanii wydawcy odnoszą korzyści i to pomimo zamknięcia Google News – ruch na strony wydawców jest większy niż przed zamknięciem serwisu Google, a organizacja zbiorowego zarządzania podpisuje już pierwsze umowy z innymi agregatorami.

Oto główne zasady dyrektywy w zwięzłych punktach:

•Platformy internetowe powinny płacić za wykorzystywanie pracy artystów i dziennikarzy.
•Niektóre przesyłane materiały, takie jak memy lub GIF-y, mogą być swobodnie udostępniane.
•Hiperłącza do artykułów informacyjnych, wraz z "pojedynczymi słowami lub bardzo krótkimi fragmentami" mogą być udostępniane bezpłatnie.
•Dziennikarze muszą otrzymywać część związanych z prawem autorskim dochodów uzyskanych przez ich wydawnictwo.
•Platformy start-upowe podlegają lżejszym wymogom.
•Dyrektywa nie narzuca filtrów.

Twórcy i wydawcy wiadomości będą mogli negocjować z internetowymi gigantami dzięki porozumieniu osiągniętemu w zakresie praw autorskich, które zawiera również gwarancje wolności słowa.
Porozumienie osiągnięte między negocjatorami Parlamentu Europejskiego i Rady ma na celu zapewnienie, że prawa i obowiązki wynikające z przepisów o prawie autorskim będą miały również zastosowanie do Internetu. YouTube, Facebook i Google News to tylko niektóre z internetowych firm, których nowe przepisy będą najbardziej bezpośrednio dotyczyć.

Ustawodawcy dążyli również do tego, aby internet pozostawał przestrzenią wolności słowa. W dalszym ciągu będą mogły być udostępniane fragmenty artykułów, podobnie jak GIF-y i memy.

Giganci technologiczni podzielą się przychodami z artystami i wydawcami

Porozumienie ma na celu zwiększenie szans właścicieli praw autorskich, w szczególności muzyków, wykonawców i autorów scenariuszy, a także wydawców wiadomości, na wynegocjowanie lepszych wynagrodzeń za korzystanie z ich utworów zamieszczanych na platformach internetowych.

Ochrona wolności wypowiedzi

Udostępnianie fragmentów artykułów nie będzie obejmowało praw domu mediowego, który wyprodukował udostępniony artykuł. Jednakże, porozumienie zawiera również postanowienia, które pozwolą uniknąć nadużywania tego wyjątku przez serwisy informacyjne. W związku z tym, fragment może w dalszym ciągu pojawiać się na przykład w wiadomościach Google News czy na Facebooku, pod warunkiem, że jest "bardzo krótki".

Porozumienie gwarantuje możliwość przesyłania utworów w celu cytatu, krytyki, recenzji, karykatury, parodii lub pastiszu, dzięki czemu memy i GIF-y będą nadal dostępne i udostępniane na platformach internetowych.

Wiele platform internetowych nie zostanie objętych dyrektywą
W tekście porozumienia określono również, że przesyłanie utworów w niekomercyjny sposób do encyklopedii internetowych, takich jak Wikipedia, lub platform oprogramowania open source, takich jak GitHub, będzie automatycznie wykluczane z zakresu dyrektywy. Ponadto platformy start-upowe będą podlegać łagodniejszym wymogom niż te o bardziej ugruntowanej pozycji.

Silniejsze prawa negocjacyjne dla autorów i wykonawców

Autorzy i wykonawcy będą mogli ubiegać się o dodatkowe wynagrodzenie od dystrybutora wykorzystującego ich prawa, gdy pierwotnie uzgodnione wynagrodzenie będzie nieproporcjonalnie niskie w stosunku do korzyści uzyskanych przez dystrybutora.

W jaki sposób dyrektywa zmienia status quo

Obecnie firmy internetowe mają niewielką motywację do podpisywania umów licencyjnych z posiadaczami praw, ponieważ nie przypisuje im się odpowiedzialności za treści przesyłane przez ich użytkowników. Są one zobowiązane jedynie do usuwania treści naruszających prawa autorskie i tylko wtedy, gdy poprosi o to ich właściciel praw. Dla posiadaczy praw jest to uciążliwe i nie gwarantuje im sprawiedliwego przychodu. Podejmowanie odpowiedzialności przez firmy internetowe zwiększy szanse posiadaczy praw (w szczególności muzyków, wykonawców i autorów scenariuszy, a także wydawców wiadomości i dziennikarzy) na zawieranie uczciwych umów licencyjnych, a tym samym uzyskiwanie sprawiedliwszego wynagrodzenia za cyfrowe wykorzystywanie ich utworów.

Wideo

Materiał oryginalny: Coraz bliżej do ochrony praw wydawców i dziennikarzy. Platformy internetowe winny płacić za wykorzystywanie treści innych twórców - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
j
jakarolaPISuarów?

(1) To nie żaden mit. Oba dokumenty były poprawiane. Do dyrektywy zostały dodane wyjątki.

(5) Nie przeciwko google ale youtuberom udostępniającym filmy. Może gazety mają jakieś specjalne traktowanie ale materiały twórców niezależnych podlegają automatycznemu filtrowi, a ten jest kiepski. Filmy oflagowane nie są polecane, a stare od-flagowane filmy nie klikają się tak dobrze.

zgłoś
O
Ostatni Szwed

Precz z unią ! Masońska-pedofilska organizacja .Banda degeneratów ,pedofilów i narkomanów

zgłoś
G
Gość

W sumie Fake news. Unia mówi-od kiedy unia umie mówić? Nie lepiej zacytować któregoś z eurokratów, który wypowiadał się w imieniu UE na temat ACTA2? W 2014roku Axel Spinger miał poważne problemy finansowe i musiała prosić VG media o wydanie darmowej licencji dla Google, by mogło mieć dostęp do ich treści w wyszukiwarce. Jeśli mówiąc o jakiejkolwiek wiedzy z zakresu ekonomii internetowej i reklamy, z czego utrzymują się blogi i wyszukiwarki, i jakie jest znaczenie hipertekstu -politycy popierający ACTA2 nie mają wiedzy informatycznej przynajmniej na poziomie ECDL nie mówiąc już o mechanizmach rządzących reklamą w sieci.

zgłoś
D
Dnolald Rusk

A dopiero polowa dnia za nami, jak można być takim kłamliwym kurwiskiem

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3