Drużynowe MMA wkracza do akcji w Poznaniu!

Radosław Patroniak
Grupowe walki MMA na pewno będą niezwykle widowiskowe
Grupowe walki MMA na pewno będą niezwykle widowiskowe Grzegorz Dembiński
W stolicy Wielkopolski powstała nowa organizacja mieszanych sztuk walki, Iron Warriors Team. Klatka będzie miała osiem wejść, a pojedynki „dwóch na dwóch” będą trwały sześć minut.

Za tydzień w trójmiejskiej Ergo Arenie odbędzie się kolejne wielkie święto MMA, czyli gala KSW 35. W klatce zaprezentuje się też poznański wojownik, Mateusz Gamrot. Tymczasem w stolicy Wielkopolski szykuje się prawdziwa rewolucja w mieszanych sztukach walki. Organizacja Iron Warriors Team chce bowiem wypromować drużynową odmianę MMA. Promotorzy zapowiadają wielkie emocje i pięć gal w przyszłym roku w poznańskiej Arenie.

Klatka zwana octagonem w nowej wersji MMA ma się składać z ośmiu wejść. Mecze mają być jednorundowe (6 minut), w dwóch grupach po cztery zespoły i, co najważniejsze, z udziałem czterech zawodników. W każdym pojedynku walczyć więc będzie dwóch wojowników na dwóch. Jeśli któryś z zawodników odniesie kontuzję, będzie mógł go zastąpić rezerwowy. Zespoły do turniejów będą zgłaszać 5-osobowe składy.

Za kolegą trzeba stać murem... jak to w zespole
– Tak naprawdę będziemy mocno eksperymentować, ale z przekonaniem, że ta nowa formuła szybko zyska duże grono zwolenników. Czegoś takiego nie było jeszcze w żadnym zakątku świata. Wiem, że odbywały się turnieje z udziałem grup kibicowskich w byłych republikach ZSRR. Tylko, że my od grup chuligańskich chcemy się stanowczo odciąć. Dla nas liczy się nowa formuła i możliwość zagospodarowania talentów MMA z klubów w całej Polsce – przekonywał Paweł Rydlewski, który wspólnie z Łukaszem Powagą i Łukaszem Zalasem stworzył organizację Iron Warriors Team, mającą ambicję przebić się do świadomości sympatyków sportów walki.

Powiew świeżości nie będzie jednak związany z podkupowaniem gwiazd KSW czy UFC. – Jedna sprawa to finanse i zobowiązania, bo niektórzy zawodnicy mają podpisane już wieloletnie kontrakty. Poza tym nie wiem, czy Mariusz Pudzianowski albo Borys Mańkowski z powodzeniem odnaleźliby się w zupełnie nowej formule walki. W naszym MMA za kolegą trzeba stać murem... jak to w zespole. Dodatkowo wojownicy z KSW i UFC nie są przyzwyczajeni do walki grupowej. Moim zdaniem na naszych galach o powodzeniu lub porażce w większym stopniu będzie decydować taktyka niż technika i siła – przekonywał Rydlewski.

„Kogut” na dobicie zmęczonego przeciwnika?
Przedstawiciele organizacji IWT nie wykluczają, że po pierwszych galach zmodyfikują przepisy, jeśli okaże się, że któryś zapis regulaminowy zupełnie się nie sprawdza.

– Nie możemy być dogmatyczni, bo zależy nam na widowisku i dobrym odbiorze. Dlatego przewidujemy, że w naszej formule MMA będzie mniej walki w parterze i nie będzie uderzeń łokciem. Wielką niewiadomą może być zachowanie zawodników wobec osłabionej drużyny. Czy będą chcieli czekać na rezerwowego zgodnie z zasadami fair play czy może wykorzystają okazję do zakończenia walki i doprowadzą do poddania pozostałego w klatce rywala – zastanawiał się poznański promotor.

Na galach z udziałem klubów MMA będą obowiązywały limity wagowe. Średnia waga dwóch zawodników nie będzie mogła przekraczać 240 kg. Być może więc trenerzy będą wystawiać wyłącznie gladiatorów, a być może na ławce rezerwowych będą mieli też zawodników z wagi koguciej, żeby wykorzystać ich szybkość w decydujących fragmentach walki. Sam jestem ciekaw taktycznych rozwiązań, ale już teraz wiem, że mogą mieć one duży wpływ na ostateczne rozstrzygnięcia – kontynuował Rydlewski.

Pięć gal w Arenie, a potem w innych miastach
Projekt IWT ma solidne podstawy finansowe i organizacyjne. Poznańscy promotorzy mają już bowiem „zaklepanych” pięć terminów na gale w Arenie.

W styczniu i marcu odbędą się kwalifikacje, a 8 kwietnia zaplanowano turniej finałowy z udziałem dwóch najlepszych ekip z każdego z turniejów eliminacyjnych.

– Wszystkie gale będą składać się z 14 pojedynków i potrwają od godz. 18 do północy. Nie chcemy jednak zanudzić kibiców i zadbamy o dodatkowe atrakcje. Podczas pierwszej imprezy gwiazdą muzyczną będzie Patryk „Śliwa” Śliwiński, znany poznański raper. Pula nagród w całym cyklu będzie wynosić co najmniej 70 tys. zł. 15 czerwca ruszą zapisy i jestem przekonany, że nie będziemy prosić klubów o zgłoszenia, bo pierwsze reakcje są entuzjastyczne i to w wielu miejscach w Polsce. Po poznańskiej premierze chcemy ruszyć do innych ośrodków, choć uważamy, że stolica Wielkopolski to świetne miejsce do promocji nowej odmiany MMA – podkreślił Rydlewski.

Ciekawostką jest również to, że każdy zespół, który przyjedzie na zawody do Poznania, nie będzie ponosił związanych z tym kosztów. Limit wiekowy zawodników będzie wynosił 21 lat, a najtańsze bilety na jedną galę będą w cenie 45-55 zł.

Będzie wyławianie „perełek”, a nie konkurowanie z KSW
Nawet najlepszy pomysł może rozłożyć na łopatki brak cierpliwości i strategii promocyjnej, choć promotorzy z IWT zapowiadają, że mają opracowany szczegółowy plan i determinację, by doprowadzić projekt do szczęśliwego finału.

– Wygląda on bardzo interesująco. Środowisko na pewno przyjmie go pozytywnie. Pytanie tylko, czy dopiszą kibice. Sam organizowałem galę Quest Arena w hali na Morasku i na własnej skórze przekonałem się, że Poznań jest specyficzny. Poziom sportowy imprezy był bardzo wysoki, a mimo to frekwencja pozostawiała wiele do życzenia. Mam jednak nadzieję, że moje obawy okażą się płonne. Chłopakom z IWT życzę jak najlepiej i chciałbym, żeby za kilka lat było o nich głośno nie tylko na lokalnym podwórku – mówił Piotr Smuniewski, który od wielu lat współpracuje z poznańskimi wojownikami MMA.

Jego zdaniem poznańscy prekursorzy grupowych walk nie muszą się obawiać kontrofensywy ze strony KSW czy innych organizacji.
– Tacy zawodnicy jak Jan Błachowicz czy Karol Bedorf nie będą raczej zainteresowani przestawianiem się na nowy styl walki. Spodziewam się wylansowania nowych gwiazd i wyławiania „perełek” przez inne organizacje niż transferów z KSW czy FEN do IWT – przyznał Smuniewski.

Jak uniknąć „czarnej chmury” i złych skojarzeń?
O opinię na temat nowej odmiany mieszanych sztuk walki zapytaliśmy też jednego z fachowców, mistrza wagi lekkiej organizacji FEN, Romana Szymańskiego.

– Pomysł ma w sobie dużą dawkę emocji, ale nie będzie go łatwo wylansować. Na pewno organizatorzy poznańskich gal będą musieli się zmierzyć z „czarną chmurą”, czyli kojarzeniem grupowego MMA z ustawkami kibicowskimi i chuligańskimi wybrykami. Wiadomo, że to są tematy delikatne, śliskie i kontrowersyjne. W dodatku część społeczeństwa klasyczne MMA nadal uważa nie za sport, tylko za mordobicie. Jasne, że w środowisku kibicowskim nie brakuje amatorów kick boxingu, MMA czy boksu tajskiego, ale z drugiej strony wśród prawdziwych zawodowców nie ma już miejsca na łączenie profesjonalnych przygotowań z pasją chodzenia na mecze piłkarskie. Dlatego znani zawodnicy nie mają nic wspólnego z szalikowcami – tłumaczył 23-letni Szymański.

Pochodzący z Kostrzyna wojownik MMA zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt związany z promowaniem nowej odmiany MMA. – Każda organizacja, żeby się rozwijać, musi z czasem podnosić poziom sportowy i stawiać na najlepszych. A mnie się wydaje, że u nas rynek jest już podzielony i uznanych zawodników będzie trudno pozyskać ze względów finansowych – dodał Szymański.

Kto ma rację w prognozowaniu przyszłości drużynowego MMA? O tym przekonamy się najwcześniej za rok.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
santa claus
pomysł na kolejny nowy sport: na sztachety w gajerach i sztiflach z żyletkami na czubach, po ośmiu!
Dodaj ogłoszenie