Jarosław Rybak, autor "Bólu. Mocnej opowieści o rannych i medykach na wojnie": wojna nie ma nic wspólnego z filmami akcji

Grzegorz Okoński
Grzegorz Okoński
Reportaż Jarosława Rybaka pt. „Ból. Mocna opowieść o rannych i medykach na wojnie”, do którego zbierał materiały przez pięć lat, nazwano kompendium wiedzy o historii i współczesności medycyny wojskowej. Autorowi odznaki honorowe przyznały najlepsze polskie jednostki specjalne – GROM i Jednostka Wojskowa Komandosów. – Organizacja służby zdrowia na froncie była doskonała i bardzo bym chciał, by polska służba zdrowia miała jej skuteczność: dość powiedzieć, że sami Brytyjczycy przyznali, że kierowca ciężko ranny w czasie wypadku w Wielkiej Brytanii ma mniejsze szanse na przeżycie, niż ciężko ranny żołnierz w górach Afganistanu - mówi Jarosław Rybak.

Skąd wziął się pomysł na „Ból. Mocną opowieść o rannych i medykach na wojnie” - co było impulsem do napisania tej książki?
Od prawie ćwierćwiecza zajmuję się tematyką sił specjalnych. W czasie rozmów z komandosami zwróciłem uwagę na to, że podkreślali, iż Amerykanie w czasie selekcji do swoich jednostek specjalnych największą wagę przywiązują do operatorów (żołnierzy zespołów bojowych), którzy mają pełnić funkcję medyków pola walki. O medykach mówi się z najwyższym szacunkiem, wierząc w ich doświadczenie, wiedzę, sprawność, ale przede wszystkim w ich odwagę i umiejętność błyskawicznego podejmowania trudnych decyzji. Zacząłem się więc interesować, jak wygląda szkolenie medyków, poznawałem pracę w największym szpitalu wojskowym, obserwowałem chirurgów w czasie operacji, rozmawiałem, pytałem, konfrontowałem. Patrzyłem, jak można w prosty sposób ratować życie - tylko przez umiejętny nacisk kolanem na tętnicę, czy wepchnięcie w ranę zrolowanego bandaża, i jak sprawny jest system ratowania rannych na wojnie. Żołnierze muszą wiedzieć, że ich koledzy zrobią wszystko, by ich uratować w najtrudniejszej sytuacji i to daje im motywację do zdecydowanego, zgodnego z ich wyszkoleniem działania. Dość powiedzieć, że Brytyjczycy, którzy badali przypadki ratowania rannych żołnierzy w Afganistanie, stwierdzili, że ciężko ranni w tak skrajnie nieprzyjaznej górskiej okolicy, niejednokrotnie będący w czasie akcji ratunkowej pod ogniem wroga, mają większe szansę na skuteczny ratunek, niż ciężko ranny kierowca w wypadku na normalnej drodze w Wielkiej Brytanii. Brałem też udział w badaniach związanych z doświadczeniami żołnierzy po wybuchu improwizowanych ładunków wybuchowych, tzw. ajdików, słuchałem jak mówili, co czuli, gdy wypadali z wozów bojowych i lecieli w powietrzu, jak wygląda wymiana ognia. I miałem jednocześnie kontakt z medykami, którzy interweniowali w tych konkretnych sprawach, dzięki czemu powstał unikalny, wiarygodny materiał, pokazujący poszczególne przypadki z punktu widzenia rannych żołnierzy, jak i medyków, chirurgów, którzy ich ratowali. To bardzo ciekawe spojrzenie z dwóch stron na wojnę. Realną, twardą, nie taką z filmów akcji.

Nie owija Pan w bawełnę – pisze o ciężkich ranach, o odejściach żołnierzy, o uczuciu chirurga, że gdzieś w kącie sali operacyjnej siedzi śmierć i tylko czeka na jeden, jedyny błąd. Czy w trakcie pracy nad „Bólem” miał Pan wątpliwości, że jest coś, co trzeba jednak przemilczeć?

Nie miałem takich wątpliwości. Pomogli mi w tym sami czytelnicy, którzy kontaktują się ze mną za pośrednictwem Facebooka, czy maili, a którzy są moimi recenzentami. Wśród nich są żołnierze – weterani, którzy piszą, że prezentuję prawdziwą historię, że tak było, a nie inaczej. Mam też znajomego policjanta z Wielkopolski, który napisał, że sporo widział w czasie służby, ale czytając moją książkę, miał łzy w oczach. Chciałem opisać prawdziwą wojnę, bez patosu, realistyczną, taką która pomoże zrozumieć konflikt, i która młodym ludziom wybierającym się do wojska pokaże, czego mogą spodziewać się w przypadku konfliktu. Były dowódca zespołu bojowego komandosów z Lublińca, a dziś dowódca brygady Wojsk Obrony Terytorialnej napisał, że każdy, kto chce przyjść do wojska, powinien przeczytać tę książkę.

Promując tematy obronne chcę, by ludzie mieli świadomość, że wojsko to nie tylko mundur, sprawność fizyczna, broń i nowoczesny sprzęt, ale także sprawy bardzo trudne, które potrafią udźwignąć ludzie o niesamowitym charakterze i honorze. Opisałem dowódcę oddziału, który miał największe straty w Afganistanie – co oczywiście było efektem nasilenia ataków na żołnierzy, a nie jego winą – i który miał świadomość, że jadąc tam ze swoimi żołnierzami ponosi pełną odpowiedzialność za nich. Dowodził tak, by nie popełniać błędów, które naraziłyby żołnierzy, a mimo to po powrocie wiedział, że musi porozmawiać z matkami i żonami poległych swoich żołnierzy. Rozmowy z nim były trudne, ale bardzo budujące.
Status medyków na misji jest tym wyższy, im jest ona trudniejsza. Czego im potrzeba na wojnie poza granicami kraju i czego potrzeba już tu na miejscu?

Tam medycy są bardzo dobrze wyposażeni i perfekcyjnie zorganizowani. Chciałbym, by takie możliwości miała krajowa służba zdrowia. Natomiast tutaj życzyłbym zrozumienia dla ich pracy, świadomości, że wojna to nie ćwiczenia, że trzeba wciąż szkolić się, doskonalić, zmieniać system ratownictwa. Paradoksalnie, misja w Afganistanie miała wśród wielu minusów taki plus, że pokazała, jakich żołnierzy potrzebuje i musi mieć współczesna polska armia. Już na podstawie jej doświadczeń wdrożono świetne rozwiązanie w postaci tzw. chodzących banków krwi. Szczególnie teraz, w czasie wakacji, gdy są wyjazdy, urlopy, służbie zdrowia może brakować krwi. W Afganistanie zapotrzebowanie na krew było bez porównania większe, codziennie prowadzono operacje ciężko rannych, a mimo to krwi nie brakowało. Przywożono rannego i zanim trafił na salę operacyjną, ogłaszano przez megafon, że potrzebna jest krew – od razu ustawiały się kolejki chętnych. Na podstawie takiego doświadczenia stworzono w wojsku podobny system, działający na zasadzie powiadomień telefonicznych, a oparty o żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Oni odpowiadają w razie potrzeby na wezwanie, dzięki nim możemy czuć się bezpieczniej. Ponadto medycy, którzy zdobyli wiedzę na licznych szkoleniach i doświadczenie w akcji, sami założyli sprawne firmy, szkolące ratowników i służby mundurowe. Tych szkoleń, obejmujących najnowszą, sprawdzoną wiedzę jest coraz więcej, co także zwiększa nasze bezpieczeństwo jako społeczeństwa. Zmienia się w efekcie podejście do ratownictwa.

Czy w czasie rozmów spotkał się Pan z informacjami zaskakującymi, niewyobrażalnymi na co dzień dla przeciętnego człowieka?

Tak – żołnierze mówili, że rzeczy pozornie banalne mogą decydować o życiu, o obrażeniach. W przypadku eksplozji ładunku wybuchowego pod transporterem, w mgnieniu oka dochodziły do głosu prawa fizyki: zwykła butelka z wodą stawała się pociskiem „ważącym” 300 kilogramów, a karabinek trzymany na kolanach, a nie w specjalnym uchwycie na burcie pojazdu, przekształcał się w narzędzie niosące poważne obrażenia wszystkim w jego sąsiedztwie. Po prostu prędkości i siły po takiej eksplozji dochodzą do trzystukrotności przyspieszenia ziemskiego! Przekładając to na warunki pokojowe, wyobraźmy sobie jak ważne jest w samochodzie prawidłowe ułożenie i umocowanie bagażu.

Zaskoczyły mnie także opowieści żołnierzy, co dzieje się w momencie eksplozji i po niej. To byli twardzi ludzie, realiści, dalecy od bajkopisarstwa: a zapamiętali np. lecące niewiarygodnie szybko, widziane w ułamku sekundy „małe słoneczko” - pocisk przeciwpancerny, który trafiał ich pojazd, widzieli na zasadach stop-klatki, jak wyrzucani są z włazu pojazdu, lecą i uderzają o ziemię. Ciężko ranny żołnierz zarzekał się, że widział nieżyjącego od lat brata, jak ten mówił mu, że będzie wszystko dobrze. Inny przeżywał śmierć kolegów, których wiózł w czasie misji – on przeżył, oni zginęli, on stale o tym myśli, przyjmując na siebie odpowiedzialność, pytanie, czy gdyby co zrobił inaczej, czy zmieniłoby to sytuację i koledzy by nie zginęli…

Czy „Ból” doczeka się kontynuacji?

Za wcześnie na takie postanowienia – ta książka dopiero się ukazała i zbiera opinie oraz wskazówki czytelników. Muszę przyznać, że wśród tych ostatnich, nie spotkałem się z uwagami krytycznymi. Poznałem inne historie, o które przedstawić, oczywiście w innej koncepcji, by nie kalkować tego rozwiązania. Dodam przy okazji, że na bazie książki powstał też serial telewizyjny „Weterani. Wyrwani śmierci”, którego premiera nastąpiła nawet wcześniej niż wydanie książki. To też wskazuje, jak ważna dla opinii publicznej jest ta tematyka.

Zobacz też: Wielkopolanin, generał Adam Joks jedzie dowodzić do Fort Knox - polski zastępca dowódcy V Korpusu armii amerykańskiej

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie