Karol Marianowski: Tworzymy modę na kameralistykę

Marek Zaradniak
Karol Marianowski jest wiolonczelistą Meccorre String Quartet
Karol Marianowski jest wiolonczelistą Meccorre String Quartet Waldemar Wylegalski
Wiolonczelista Meccorre String Quartet Karol Marianowski opowiada o przygotowaniach do III Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej Q'atro Mondi i kreowaniu mody na kameralistykę.

21 kwietnia rozpocznie się w Poznaniu III Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej Q'atro Mondi. Co szczególnie warto na nim polecić?

Karol Marianowski: - Trudno mi tak typować, bo każdy koncert jest zupełnie inny, ale... dla nas najważniejszy będzie koncert inauguracyjny, podczas którego zagramy z naszymi mistrzami, czyli Friedemannem Weigle i Eckartem Runge z zespołu Artemis Quartet. Mam wrażenie, że ten odbywający się w Centrum Kultury Zamek koncert w pełni potwierdza naszą ideę stworzenia międzynarodowego festiwalu z prawdziwego zdarzenia.


Czytaj także:
Muzyka klasyczna - Nostalgia maestro Jana Krenza

A jakie jest jego miejsce w Europie? Sądzi Pan, że liczy się już na rynku?

Karol Marianowski: - Czynimy starania, aby informacja o festiwalu dotarła do jak największej ilości osób. Oczywiście nie byłoby tego bez wydatnej pomocy mediów. Cieszę się, że zagraniczni wykonawcy pojawiają się na nim coraz częściej.

Organizowanie festiwalu nie jest pewnie łatwe?
Karol Marianowski: - Od dyrektora artystycznego cenionego w Europie Rheingau Festival dowiedziałem się, że tak naprawdę zainteresowanie imprezą pojawiło się po kilku latach, a pierwsze edycje były zwykłą walką, aby festiwal miał szansę się odbyć i aby przetrwał. Nam udaje się wiązać koniec z końcem. Zapraszamy co roku wspaniałych artystów i mam nadzieję, że będzie to owocowało szacunkiem i uznaniem w świecie muzycznym w Polsce i Europie.

Czy to fundusze decydowały o doborze artystów zagranicznych?

Karol Marianowski: - My zawsze mamy swoje indywidualne typy. Zespół Leipziger Streichquartett został zaproszony za namową Michała Bryły, który ma większość ich nagrań i zawsze marzył, aby zaprezentować ich twórczość w Polsce. Eckarta Runge z programem "Jazz Tango Nuevo" słuchaliśmy na żywo podczas festiwalu w Regio Emilia we Włoszech. Ta muzyka zrobiła na nas piorunujące wrażenie. Trudno powiedzieć, co wpływa na dobór wykonawców. Wszystko jest kwestią naszego gustu muzycznego.
Mówi Pan, że na markę festiwalu trzeba pracować kilka lat. Jak zatem widzi Pan przyszłość tego festiwalu?

Karol Marianowski: - Będziemy starać się za każdym razem o jak największe gwiazdy. W przyszłym roku ma przyjechać Emerson String Quartet ze Stanów Zjednoczonych. Cały czas liczymy, że w komplecie pojawi się w Poznaniu Artemis Quartet. Najpierw przyjechał Friedemann Weigle, teraz razem z nim wystąpi również Eckart Runge. Mam nadzieję, że nadejdzie taki moment, że pozostali członkowie zespołu też zagrają razem z nimi w Poznaniu. Na pewno w przyszłym roku zagra znany kwartet saksofonowy Signum. Grają muzykę klasyczną napisaną przez młodych kompozytorów. A myślę, że każdy kolejny rok przyniesie następne sensacje.

Z jakim wyprzedzeniem planujecie Waszą imprezę?

Karol Marianowski: - Pomysłów starczyłoby nawet i na 10 festiwali. Wszystko jednak zależy od finansów. Musimy mieć jakąkolwiek gwarancję, że ktoś nas wesprze. W tym roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie dało nam nic i wspiera nas miasto Poznań.

Skąd się bierze tak ogromna popularność tego festiwalu? Co prawda wstęp jest wolny, ale walka o wejściówki jest zacięta...

Karol Marianowski: - To prawda. W tym roku wejściówki znikają szybciej niż podczas poprzedniego festiwalu. Wydaje mi się, że to dlatego, iż postawiliśmy przede wszystkim na jakość. Zapraszamy artystów najwyższej rangi. Nie zapraszamy nikogo, kto by na to nie zasługiwał.

Czy jest już w Polsce moda na kameralistykę?

Karol Marianowski: - Moim zdaniem nie. Ale mam nadzieję, że ją stworzymy.

A w świecie?

Karol Marianowski: - Owszem, szczególnie w Niemczech. Tam tradycja muzyki kameralnej kultywowana jest od lat. Młodzi ludzie dorastają w przekonaniu, że jest to coś wartościowego i powinni chodzić na koncerty, bo to wpływa na nich rozwijająco. U nas natomiast sztuka kameralna przez całe lata była na drugim planie. Przede wszystkim stawiano na sinfonikę, co do dziś skutkuje brakiem koncertów kameralnych choćby w takich instytucjach jak Filharmonia Poznańska. Dlatego staramy się wypełnić ten obszar.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie