Kazimierz Raszewski - wielkopolski generał, który zatrzymał Budionnego

Grzegorz Okoński
Grzegorz Okoński
W czasie wizyty tureckich oficerów - generał siedzi po lewej, podpierając głowę
W czasie wizyty tureckich oficerów - generał siedzi po lewej, podpierając głowę Narodowe Archiwum Cyfrowe
Ochotniczo zgłosił się do armii pruskiej, ogłaszając oburzonej rodzinie, że robi to po to, by Polska miała po odzyskaniu niepodległości polskiego generała. Brał udział w Powstaniu Wielkopolskim, wspierał powstańców śląskich, opracowywał plan zajęcia Pomorza, a w wojnie 1920 roku zatrzymał czerwonoarmistów z 1 Armii Konnej, umożliwiając wojskom polskim przejście do natarcia i odcięcie jednostek rosyjskich, prących na Warszawę. To pochowany w polskim mundurze w 1941 roku (a więc w czasie niemieckiej okupacji) na cmentarzu na poznańskim Górczynie, jeden z najbardziej zapomnianych zasłużonych wielkopolskich dowódców, generał broni Kazimierz Raszewski.

Mówiąc o cudzie nad Wisłą nigdy nie wspomina się generała Raszewskiego, dowódcy 2. Armii Wojska Polskiego, która broniła Warszawy i sprawiła, że cofające się pod naporem armii rosyjskiej polskie wojska mogły stanąć i ruszyć do decydującego uderzenia.

Choć był jednym z najwyższych stopniem naszych dowódców, jego nazwisko wymazano z opinii publicznej jeszcze przed wojną, a po wojnie, jako ten co walczył z Rosją w 1920 roku, tym bardzie nie miał szans na wejście do podręczników szkolnych...
- Urodziłem się w Jasieniu pow. kościańskiego 29 lutego 1864 r. z ojca – Ignacego Grzymały Raszewskiego – właściciela dóbr, generalnego radcy Ziemstwa Kredytowego w Poznaniu i matki – Józefy z Rogala Koczorowskich, córki Antoniego Koczorowskiego i Augustyny Turno, najstarszej córki generała dywizji Kazimierza Turno z czasów napoleońskich – rozpoczynał swoje „Wspomnienia z własnych przeżyć do końca roku 1920” Kazimierz Raszewski. Jako 16-latek przekroczył progi gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu, a cztery lata później ożenił się z Olgą Luchs, córką właściciela dóbr ziemskich na Śląsku. Luchsowie mimo niemieckiego rodowodu mówili po polsku i konsekwentnie uważali się za Polaków. Młody hrabia także nie krył pochodzenia, więc w czasie nauki miał sporo kłopotów z niemieckimi nauczycielami, a zdarzyło mu się nie otrzymać promocji do następnej klasy, np. z powodu „oblania” egzaminów z języka niemieckiego, którym przecież władał biegle.

Na służbę do Prusaka

Nie były to jedyne zmartwienia Raszewskich: Kazimierz szybko podpadł rodzinie, wbrew której, na ochotnika zgłosił się do służby w armii pruskiej. Na protesty bliskich odpowiadał, że gdy Polska odzyska niepodległość, będzie potrzebować polskich generałów, dlatego on musi zdobyć profesjonalne wykształcenie wojskowe. Już jako podchorąży musiał znosić szykany ze strony niemieckich kolegów, jednak stale, nawet wobec pruskich oficerów, demonstrował, że jest Polakiem.

Będąc świetnym jeźdźcem, właścicielem dobrych koni i uczestnikiem zawodów konnych, służył w kawalerii, w szeregach huzarów. Na początku pierwszej wojny światowej, w styczniu 1915 roku, objął stanowisko dowódcy 16 Szlezwicko-Holsztyńskiego Pułku Huzarów Cesarza Austrii Franciszka Józefa I. W 1917 roku walczył pod Dyneburgiem (Dźwiną) jako dowódca spieszonej Brygady Strzelców Konnych. W styczniu 1919 roku został podpułkownikiem, a później po przeniesieniu na front francuski – dowódcą Samodzielnej Brygady Piechoty. Dowodził zatem dużymi jednostkami niemieckimi, a jego kariera mogła się rozwijać, jednak gdy dowiedział się o wybuchu Powstania Wielkopolskiego, to złożył dymisję z armii – przyjętą oficjalnie! - i przyjechał do Poznania.
Stało się więc to, do czego przygotowywał się przez całe życie. W Poznaniu został mianowany pułkownikiem, a jego zdolności organizacyjne i doświadczenie kawaleryjskie zostały należycie wykorzystane. Powierzono mu bowiem formowanie i dowództwo 3. Pułku Ułanów Wielkopolskich, który jeszcze w 1919 roku został przemianowany na 17. Pułk. Już 4 kwietnia Raszewski został generałem brygady, a w maju 1920 roku – generałem dywizji.

W ślad za nominacjami szły obsady konkretnych stanowisk: szef Wydziału Wojskowego Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu (która jeszcze 1 kwietnia 1919 roku mianowała go generałem podporucznikiem!), dowódca 6. Dywizji Piechoty, a następnie 6. i 17. Dywizji Piechoty, by w 1920 roku, od lipca do sierpnia, dowodzić 2. Armią na froncie polsko-rosyjskim. Tu jednak został ze stanowiska zdjęty i mianowany Dowódcą Okręgu Generalnego Poznań (a później Okręgu Korpusu VII) i czasowo – Okręgu Generalnego Pomorze. Przyjrzyjmy się bliżej poczynaniom naszego hrabiego na Wschodzie...

Zatrzymać Budionnego

Gdy generał objął dowództwo 6. Dywizji na froncie litewskim – bodajże jako pierwszy Wielkopolanin z urodzenia i przekonań, jak pisał o nim „Żołnierz Wielkopolski” w grudniu 1920 roku, który objął „małopolską dywizję złożoną z krakowskiego tarnowskiego, rzeszowskiego i wadowickiego pułku piechoty oraz 6. brygady krakowskiej artylerii” - to w jej szeregach rozeszła się pogłoska, że ma nią dowodzić generał z niemieckiej armii, który nie umie mówić po polsku.

Raszewski zajechał zatem galopem w czasie rewii pod Wilnem przed front jednostki, w swoim mundurze „żółtych” ułanów wielkopolskich, i „gromkim huknął głosem – „dzień dobry chłopcy”. Po czym wyjaśnił piękną polszczyzną, że owszem, doświadczenia nabywał w najlepiej zorganizowanej armii świata, zatem z dywizji zrobi równie doskonale wyszkoloną jednostkę...
Z tą dywizją generał wziął udział w swojej kolejnej wojnie, tym razem z Rosjanami. „Żołnierz Wielkopolski” pisał: „Ofenzywa Brusiłowa rzuciła dywizję w wir walk na front północny, gdzie nieprzyjaciel niezliczonemi falami boszewickiej czerni od Połocka do Witebska zalał już był sporą połać kraju po Święciany i Wilejkę. Przyszedł czas do popisu. I podczas gdy jedna brygada 6. dywizji broniła przejść przez Berezynę na przestrzeni od Bobrujska do miasta Berezyny, generał Raszewski zresztą dywizji staczał ciężkie boje pod Bojarami i nad rzeka Serwecz. Zawsze na eksponowanej pozycji, gdy na obu skrzydłach frontu 1. Armji sąsiednie dywizje z wielkimi stratami cofały się bezsilnie i automatycznie, oparł się plecami o jeziora Miadzioł i Narocz, skąd jednem energicznem uderzeniem 12 pułku piechoty przebił front nieprzyjacielski, ułatwiając tem samem skrzydłu armji rezerwowej gen. Sosnkowskiego wtargnięcie i osiągnięcie zdecydowanej przewagi nad przeciwnikiem. Rozpoczął się pościg”.

Żołnierz Wielkopolski” przypomniał również, że „generał Raszewski otrzymał podziękowanie za pełną inicjatywy akcję na froncie północnym, a Naczelny Wódz wyraził mu osobiście pochwałę na stacji przyfrontowej w Krzywicach”. Następnie 6. Dywizja została przerzucona na front ukraiński, gdzie „rzucił generał Raszewski część swoich wojsk z Korostenia do stacji Malin i przebiwszy pierścień oblężniczy obsadził przyczółek mostowy, otwierając wrota cofającej się już z Kijowa 3. Armji, która tędy pchnęła 27 pociągów ewakuacyjnych, a sama w dwóch kolumnach, prawie bez strat osiągnęła linję na wysokości stacji Korosteń, grupując się czterema dywizjami na Teterewie”.

Szósta Dywizja wchodziła w skład 2. Armii, jednostki utworzonej rozkazem Józefa Piłsudskiego w marcu 1920 roku. Raszewski dowodził Armią od czerwca do sierpnia. Wówczas koncentrowała się w rejonie Nowogrodu Wołyńskiego i tam zatrzymała impet prącej na Warszawę rosyjskiej 1 Armii Konnej Siemiona Budionnego, pozwalając generałowi Edwardowi Śmigłemu – Rydzowi, dowódcy frontu polsko – bolszewickiego na dokonanie skutecznych uderzeń od północy, zachodu i południa. Armia zreorganizowana po tych walkach weszła w skład Frontu Północnego, broniła odcinka środkowej Wisły od Warszawy po Dęblin. W momencie kontruderzenia znad Wieprza, z 16 sierpnia, rozpoczynającego późniejszy cud nad Wisłą, 2. Armią, ponownie reorganizowaną dowodził już legionista, generał Bolesław Jerzy Roja: wówczas postawiono jej zadanie odcięcia drogi ucieczki wojskom Michaiła Tuchaczewskiego.

Generał Raszewski spełnił swoje zadanie, choć Piłsudski uważał, że zawiódł jako dowódca Armii. Marszałek jednak szanował go, pisząc - „jedyny u nas generał ze służby niemieckiej. Z dobrej szkoły niemieckiej wyniósł zdrową, prostą i rozsądną logikę żołnierską oraz energię dla trzymania w porządku wszystkich drobiazgów administracji i dyscypliny”... Co ważne, nieoficjalnie Raszewski został odsunięty także po to, by w przypadku przegranej bitwy warszawskiej przygotować w Wielkopolsce i na Pomorz armię rezerwową - ostatnią polską dużą jednostkę taktyczną.

W końcu 1920 roku generał kierował akcją wojskową obrony plebiscytu na Górnym Śląsku, zakładając z Korfantym tajną organizację wojskową Dowództwo Obrony Plebiscytu, a wiosną 1921 roku, współdziałał w organizacji Trzeciego Powstania Śląskiego. To on wysłał na teren Śląska kilkudziesięciu oficerów, tak potrzebnych do organizowania oddziałów powstańczych.

Życie po wojsku

Generał Raszewski w 1925 roku został awansowany na stopień generała broni (drugi najwyższy stopień generalski) i z racji wieku, przeniesiony w stan spoczynku.

Ale mimo upływu lat Kazimierz Raszewski nie zamierzał odpoczywać: udzielał się w życiu społecznym, w różnych stowarzyszeniach, a w samym Poznaniu zakładał Wielkopolski Klub Automobilistów i Motocyklistów, w którym zasiadał w fotelu prezesa od sierpnia 1923 roku do listopada 1925 roku. Wspierał jak mógł bliskie sobie środowiska – dbał o upamiętnianie czynu Powstania Wielkopolskiego, a w grudniu 1937 odbierał uroczystą defiladę ze sztandarami Związku Powstańców Wielkopolskich. Był też członkiem korporacji akademickiej Posnania, a gdy jeszcze był czynnym generałem, to wraz z prymasem Polski kardynałem Dalborem otwierał w Poznaniu Wielkopolskie Muzeum Wojskowe, przy ówczesnej ulicy Artyleryjskiej (dziś Powstańców Wielkopolskich).

Jednak w oczach opinii publicznej dużo stracił, gdy pozytywnie odpowiedział na prośbę biografów swojego dawnego pułku huzarów o napisanie – jako były dowódca – przedmowy do monografii jednostki. Dołożono do tego fakt, że Raszewski wychowany w szacunku do munduru, utrzymywał kontakty z dawnymi kolegami z armii pruskiej. W efekcie, tuż przed wybuchem II wojny, został pozbawiony kierowniczego stanowiska w Związku Powstańców Wielkopolskich i zaszczuty w mediach.

Niemcy również „docenili” dokonania swojego dawnego dowódcy, który przed laty został powstańcem wielkopolskim i wspierał powstańców śląskich. Po wkroczeniu wojsk hitlerowskich do Poznania, generał Kazimierz Raszewski został aresztowany przez gestapo i osadzony w Forcie VII. Mocno osłabiony brutalnym traktowaniem, schorowany, został z niego wypuszczony i zmarł w styczniu 1941 roku, w wieku prawie 77 lat. Żona zaryzykowała bardzo wiele, bo pochowała go w okupowanym przez Niemców Poznaniu, na cmentarzu górczyńskim, w polskim mundurze generalskim. Krótko po wojnie i ona spoczęła w tym grobie. Córka generała zmarła jeszcze przed wojną, syn Lambert zaś wyjechał do Niemiec. Dziś odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych, orderami Virtuti Militari i Polonia Restituta 3. klasy generał spoczywa w połowie głównej alei, między kostnicą a krzyżem.

Zobacz też: Wielkopolanin, generał Adam Joks jedzie dowodzić do Fort Knox - polski zastępca dowódcy V Korpusu armii amerykańskiej

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie