Kobieta w ciąży zaraziła się koronawirusem, po porodzie wydarzył się dramat. Pomóżmy Jadzi z gminy Nowiny wrócić do dzieci i męża

Paulina Baran
Paulina Baran
Pan Paweł mocno wierzy, że dzięki rehabilitacji jego żona będzie mogła razem z nim wychowywać synka i córeczkę.
Pan Paweł mocno wierzy, że dzięki rehabilitacji jego żona będzie mogła razem z nim wychowywać synka i córeczkę. Archiwum prywatne
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Jadzia Barańczak i jej mąż Paweł mieli dwuletniego synka i z nadzieją czekali na córeczkę. Ciąża przebiegała prawidłowo, ale tuż przed porodem małżonkowie zarazili się koronawirusem. Niestety okazało się, że wirus zaczął siać spustoszenie w organizmie kobiety, w szpitalu w Starachowicach wykonano cesarskie cięcie, ale młoda mama przez cały czas miała bardzo wysokie ciśnienie. Tydzień po porodzie wydarzył się dramat - kobieta doznała rozległego wylewu. Teraz jej mąż przy pomocy swojej mamy opiekuje się dziećmi i z całych sił walczy o to, żeby jego żona wróciła do sprawności. Kobieta przebywa na Wydziale Neurologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach i pilnie potrzebuje rehabilitacji. Pomóżmy zebrać na nią pieniądze!

Jadwiga Barańczak ma 40 lat, pochodzi z miejscowości Janczyce, powiecie opatowskim, mieszka w Szewcach w gminie Nowiny. Zbiórka na jej rehabilitację odbywa się na stronie Siepomaga.

Aby pomóc kliknij w link:
KLIKNIJ I PRZEJDŹ DO ZBIÓRKI NA SIEPOMAGA

Młodzi rodzice nie tak wyobrażali sobie narodzin wyczekanej
córeczki. - Nie tak miała wyglądać przyszłość. W przeciągu jednego miesiąca w naszym życiu wydarzyło się więcej niż przez ostatnie lata. Dopiero co rozpoczął się kwiecień. Na podstawie objawów zbliżonych do przeziębienia, zacząłem podejrzewać u siebie Covid-19 - wyjaśnia pan Paweł. - U mojej żony Jadzi pierwsze objawy pojawiły się 5 kwietnia. Już następnego dnia wykonaliśmy test, który okazał się pozytywny. Moja żona Jadzia, była wówczas w ciąży, a termin porodu wyznaczony na koniec kwietnia zbliżał się nieuchronnie. Jadzia od samego początku bardzo ciężko przeżywała zakażenie. Zmęczenie i uporczywy kaszel nie dawały za wygraną. Byliśmy pełni nadziei, że do czasu porodu uda nam się zwalczyć wirusa, przeżyjemy piękne narodziny naszej córeczki i razem, zdrowi wrócimy do domu. Tak się jednak nie stało, aż do dzisiaj - wyznaje mieszkaniec podkieleckich Szewc.

Nawet nie mogła przytulić swojej córeczki, tata jeździł kangurować maleńką Anię
15 kwietnia kończył się czas izolacji małżonków, ale pani Jadzia wciąż odczuwała dolegliwości związane z covidem. Wezwana karetka, wykonała test, który potwierdził, że wirus nie odpuszcza.

Kobieta trafiła do szpitala w Starachowicach, przeznaczonego dla kobiet w ciąży zakażonych covidem. Po dwóch dniach - 17 kwietnia przyszła na świat maleńka Ania, która niemal natychmiast została oddzielona od swojej chorej mamy. - Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co wtedy czuła moja Jadzia, jak bardzo musiała tęsknić, jak bardzo musiała się bać o naszą córeczkę, której do tej pory nie miała okazji poznać i przytulić. Cały następny tydzień jeździłem do córeczki, by ją kangurować, karmić i przytulać. Jadzia była tuż za ścianą, jednak z powodu covidu nie mogła tego robić. 23 kwietnia odebrałem Anię ze szpitala i opiekuję się nią wraz z moją mamą po dzień dzisiejszy. Pomaga nam w tym na miarę swoich dziecięcych możliwości nasz blisko 2-letni synek Mateusz, który jest niezwykle dzielny - przyznaje pan Paweł.

Cztery krwiaki w głowie, wylew i paraliż
W nocy z 23/24 kwietnia kobieta dostała pierwszych skoków ciśnienia tętniczego. - Pomiędzy godziną 2 a 5 bezskutecznie wzywała pomocy. Ciśnienie zaczęto zbijać dopiero nad ranem, początkowo za pomocą tabletek. W dalszych godzinach skoki ciśnienia się utrzymywały, leczenie nie przynosiło efektów. Tragedia wisiała w powietrzu... Ostatecznie 25 kwietnia wieczorem moja żona dostała udaru. Po wykonanym tomografie komputerowym okazało się, że w głowie Jadzi są aż cztery krwiaki w obrębie mózgu, nastąpił wylew, który doprowadził do paraliżu prawej części ciała - wyjaśnia mąż kobiety.

Jadzia może wrócić do rodziny. Potrzebna rehabilitacja
Jadzia jest obecnie na oddziale rehabilitacji. - Ściska moją dłoń, kiedy ją o to poproszę, wodzi wzrokiem za rozmówcą, porusza już sparaliżowaną nogą, jednak afazja negatywnie wpływa na proces myślenia i komunikowania się. Widzę, jak nasz synek tęskni za mamą. Wciąż powtarzam mu, że mama wróci... Wierzę, że Jadzia w końcu przytuli naszą córeczkę, jak dawniej utuli Mateuszka. Przed nią ogromna droga, po której będziemy kroczyć zawsze razem, droga do celu, jakim jest nasze dawne życie, z dwójką cudownych dzieci u boku. W zdrowiu i chorobie będę przy niej, będę o nią walczyć, jednak dziś muszę prosić o pomoc. Nie posiadam pieniędzy, które pozwolą zapewnić rehabilitację, dzięki której Jadzia będzie mogła wrócić do zdrowia. W imieniu swoim, mojej ukochanej żony, a także naszych malutkich dzieci proszę, pomóż - apeluje pan Paweł.

Omikron dotarł do Europy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie