Krzysztof Kotorowski. Niezmiennie w bramce Lecha Poznań

    Krzysztof Kotorowski. Niezmiennie w bramce Lecha Poznań

    Karol Maćkowiak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Krzysztof Kotorowski. Niezmiennie w bramce Lecha Poznań
    1/14
    przejdź do galerii

    Krzysztof Kotorowski. Niezmiennie w bramce Lecha Poznań ©Marek Zakrzewski

    - Czasy się zmieniają, ale pan zawsze jest w komisjach - mówił Franz Mauer, bohater filmu „Psy”. W Lechu zmieniały się władze, zmieniali się trenerzy, a Krzysztof Kotorowski przez całe lata stał w bramce.
    Krzysztof Kotorowski to jeden z ostatnich piłkarzy w Lechu i ekstraklasie, dla którego piłka nożna była nie tylko sposobem na życie, zawodem, ale prawdziwą pasją - od lat dziecięcych, do 40. roku życia, i zapewne będzie do końca życia. Popularny „Kotor” opowiada nam o sobie i swojej i bogatej karierze.

    Kręcił się za bramką
    12 września skończy okrągłe 40 lat, a mimo to pierwsze treningi pamięta, jakby to było wczoraj. A w piłkę zaczynał grać pod koniec lat 80.

    - Początkowo jeździłem z tatą, który też był bramkarzem, na treningi Grunwaldu Poznań, nie dawałem mu spokoju, kręciłem się gdzieś za bramką boiska przy Promienistej i obserwowałem - wspomina Krzysztof Ko-torowski. - Kiedyś mówiło się, że najsłabszy albo najgrubszy idzie na bramę. W moim przypadku tak nie było. Zakładałem rękawice i na ochotnika stawałem między słupkami. Koledzy byli zadowoleni, bo mieli problem z głowy, wiedzieli, że jak jestem na dworze, to mają bramkarza - śmieje się dziś „Kotor”.

    W wieku 11 lat rozpoczął treningi w juniorskim zespole Olimpii Poznań. Wraz z rodzicami mieszkał na Piątkowie, skąd było najbliżej właśnie na Golę-cin. Tam jeszcze nie na głównym boisku, zbierał pierwsze bramkarskie szlify.

    - Boisko było zupełnie bez trawy, mnie zesłano do starszej drużyny, nie podobało mi się miejsce, grupa. Przestałem jeździć na treningi - wspomina pan Krzysztof. Do sportu na wyczynowym poziomie miała go też przygotować lekka atletyka, którą uprawiał w podstawówce (do szkoły o takim profilu uczęszczał). - Nawet nieźle wychodził mi skok w dal, trenerzy namawiali mnie też na biegi na 60 i 100 metrów. Nie było jednak takiej opcji bym się zgodził. Chciałem być bramkarzem i chciałem grać w Lechu - przyznaje dziś.

    Cała noc w autokarze
    Z Olimpii w 1995 roku trafił do Lubońskiego KS, a stamtąd rok później do Grodziska Wielkopolskiego. W Dyskobolii zaczęło się poważne granie.

    - W Grodzisku zadebiutowałem w ekstraklasie, spędziłem tam ponad sześć lat. To był bardzo dobry czas. Zagrałem dla Grodziska około 70 meczów w ekstraklasie, to w tym klubie zagrałem najwięcej meczów ligowych w jednym sezonie, bo aż 30. Wkrótce jednak musiałem odchodzić, ściągnięto kilku bramkarzy, m.in. Mariusza Liberdę, a ja jako młody piłkarz potrzebowałem gry. Miałem dwie oferty z ekstraklasy, ale chciałem mieć pewność grania. Do Błękitnych Stargard w 2003 roku ściągnęli mnie trenerzy Engel Junior i Ojrzyński. Tam się odbudowałem, zagrałem kilkanaście meczów - dodaje.

    1 3 4 5 »

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    teken

    Pab (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    Prawdziwy profesjonalsta nie gra dla pieniędzy, tylko dla klubu

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Franc

    Olo (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    MauRer ;-)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo