Lilly hates Roses: Nie trzeba być znanym w Polsce, aby...

    Lilly hates Roses: Nie trzeba być znanym w Polsce, aby zostać zauważonym za granicą

    Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Kasia Gołomska i Kamil Durski na swej artystycznej drodze ciągle poszukują czegoś nowego

    Kasia Gołomska i Kamil Durski na swej artystycznej drodze ciągle poszukują czegoś nowego ©Archiwum Sony Music

    Kamil Durskii Kasia Gołomska z poznańsko-toruńskiego zespołu Lilly Hates Roses opowiadają o swej przygodzie z muzyką
    Kasia Gołomska i Kamil Durski na swej artystycznej drodze ciągle poszukują czegoś nowego

    Kasia Gołomska i Kamil Durski na swej artystycznej drodze ciągle poszukują czegoś nowego ©Archiwum Sony Music



    Dwa lata temu wasza debiutancka płyta "Something To Happen" odniosła spory sukces. Co wam to dało? Czy staliście się rozpoznawalni?
    Przez pewną grupę ludzi na pewno tak. I pomimo to, że muzyka, jaką proponowaliśmy, była niszowa, odbyliśmy dwie spore trasy koncertowe, w tym jedną zagraniczną. Koncertowaliśmy we Francji, Niemczech, Szwajcarii, Belgii i Holandii.

    Była zagraniczna trasa, ale zauważył Was też brytyjski New Musical Express.
    Można się tylko chwalić takim wyróżnieniem, ale z drugiej strony świadczy to o tym, że nie trzeba być znanym polskim zespołem, aby zostać zauważonym za granicą. A my byliśmy wtedy debiutantami.

    A teraz czeka was kolejny krok. Udział w Victorious Festival w Wielkiej Brytanii.
    To duży festiwal i bardzo cieszymy się, że tam wystąpimy. Wysyłaliśmy zgłoszenia na różne imprezy i wybrano nas właśnie tam. Wystąpimy tam na scenie akustycznej jako jedyny zespół z Polski. Obok nas pojawią się tam także takie grupy jak: Flaming Lips, Peter Hook and The Light oraz We Are The Scientists. Potem zagramy jeszcze cztery koncerty w Wielkiej Brytanii.

    Jesteście zespołem poznańsko-toruńskim. Tymczasem wasza nowa płyta nazywa się "Mokotów" Czy to przekora? Czy po prostu nie chcecie śpiewać piosenek o Poznaniu i Toruniu?
    W Warszawie na Mokotowie odbywamy próby i tam mieszkaliśmy też podczas nagrań w lutym tego roku. I to tyle.

    Do udziału w nagraniu nowej płyty zaprosiliście również gości: Karolinę Kozak, Bogdana Kondrackiego i Dawida Podsiadło. Skąd właśnie taki wybór?
    Karolina i Bogdan, a także nasz menedżer Piotr Wiśniewski zaśpiewali w chórku w ostatnim utworze płyty "Ghosts". Natomiast Dawid pojawia się w utworze "Lifeboat". To jeden z naszych starszych utworów i jest jakby łącznikiem pomiędzy pierwszą a drugą płytą. Szukaliśmy ciekawego głosu męskiego. Z Dawidem zaprzyjaźniliśmy się na jednej z pierwszych tras koncertowych, więc wybór padł na niego.

    Dlaczego muzyka na drugim krążku jest ostrzejsza niż na pierwszym, wszak jesteście zespołem o korzeniach folkowych?
    Nie chcieliśmy powielać tego, co było dotąd. Szukaliśmy czegoś nowego i dlatego wprowadziliśmy nowe technologie. Komputery i syntezatory. Postanowiliśmy zabawić się dźwiękiem. Tak naprawdę na początku nie wiedzieliśmy do końca, jak ten krążek będzie brzmiał.

    Teraz jedziecie do Wielkiej Brytanii, a czy planujecie trasę po Polsce?
    Tak. Jesienią. I zagramy także w Poznaniu.


    Lilly Hates Roses, "Mokotów", Sony Music, Cena około 37 zł
    fot. sony music


    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo