Porwanie dla okupu to nie kradzież kurczaków

Barbara Sadłowska
Schron w Sękowie, to tu był przetrzymywany Tomek - kanał samochody, wybetonowany. Schody w dół. Na końcu drzwi
Schron w Sękowie, to tu był przetrzymywany Tomek - kanał samochody, wybetonowany. Schody w dół. Na końcu drzwi policja
Michał K. pójdzie do więzienia. Na 12 lat. Bo naraził pewną rodzinę na potworny stres. Ich 19-letni syn zaginął, a jego matka otrzymała SMS-a, że ceną jego powrotu do domu jest milion złotych...

Był sierpień 2007 roku. W areszcie w Szamotu-łach spotkało się dwóch mężczyzn. Michał K., który kierował zorganizowaną grupą złodziei samochodowych i Adam K. Ten drugi został tymczasowo aresztowany pod zarzutem udziału w porwaniu biznesmena dla okupu i swoją wiedzą podzielił się z Michałem. Ten chciwie słuchał, jak można obezwładnić ofiarę i zorganizować odbiór okupu. I tę wiedzę postanowił zastosować w praktyce...

Tu komisarz Kaczyński
Czego by nie powiedzieć o Michale K., myśleć on potrafi. Kiedy dwukrotnie sąd odraczał mu wykonanie kary pięciu lat za samochody, myślał i działał. Skutkiem tego myślenia był podziemny schron pod własnym warsztatem samochodowym w Sękowie w gminie Duszniki Wlkp.

Wyglądało to tak: kanał samochody, wybetonowany. Schody w dół. Na końcu białe płytki ceramiczne ukrywały drzwi do małego pomieszczenia. Nawet gdyby ktoś je odkrył, trafiłby do małego magazynu. Stamtąd kolejne ukryte, wygłuszone drzwi prowadziły do pomieszczenia mieszkalnego - z telewizorem i komputerem z dostępem do in-ternetu. Jeszcze bardziej ukryte drzwi wiodły do... celi. To pomieszczenie wygłuszone wełną mineralną i wykładziną dywanową przedzielały pręty zbrojeniowe. Za kratą - warunki jak w areszcie, z ukrytą za zasłonką toaletą i zlewem.

Michał K. nie musiał kopać, wygłuszać czy zakładać instalacji elektrycznej sam. Miał do tego ludzi. Między innymi, syna Patryka. 18 kwietnia 2011 roku miał stawić się w zakładzie karnym do „odsiedzenia” pięciu lat za samochody. W maju zaczął budować schron, w którym chciał ukrywać się przed policją i przetrzymywać zakładników.

Hasło: „niebieski” oznaczało policję. „Zielony” - realizację celu. Żółty kolor dali rodzicom porwanego nastolatka

We wrześniu typował potencjalne ofiary, dzieci zamożnych osób. Obserwował. Myślał. Z dwóch pierwszych zakładników zrezygnował, bo za blisko mieszkali. Ostatecznie spróbował „zapolować” na kolegę syna z klasy szkoły na Golęcinie, którego rodzice sprzedali część gospodarstwa pod autostradę. Szkolna plotka głosiła, że dostali 5, a może nawet 6 mln. Drugim obiektem była córka dobrze prosperującego przedsiębiorcy.

Pierwotny pomysł polegał na zwabieniu ofiary informacją o „kompromitującym” nagraniu. Kiedy nie wypalił, Michał K. zmienił taktykę. Za 1200 złotych kupił samochód, który miał występować w charakterze „nieoznakowanego radiowozu”. Kupił też kajdanki i paralizator, a z internetu ściągnął wzór policyjnej legitymacji. Radiowóz przerobił w ten sposób, że z bagażnika można było przedostać się do wnętrza samochodu. Tylną szybę kazał zamalować czarną farbą.

Dzwoniąc do Natalii i Tomka przedstawiał się jako „komisarz Kaczyński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu”, prowadzący postępowania narkotykowe. Dziewczyna była ostrożna i nie dała się namówić na spotkanie. Definitywnie zerwała kontakt.

11 maja 2012 roku Michał K., ukryty w bagażniku „radiowozu”, podjechał z kierowcą na przystanek autobusowy, z którego dziewiętnastolatek jechał do szkoły. Kiedy Tomek wsiadł do samochodu, zobaczył kajdanki i teczkę ze swoim nazwiskiem. Chwilę potem „komisarz Kaczyński” wyślizgnął się z bagażnika, zakuł go w kajdanki, a na głowę włożył płócienną torbę. Gdy Tomek mógł już widzieć, zobaczył celę...

Porywacz humanitarny
Michał K. nie zamierzał głodzić ani straszyć swojego więźnia. Pozwalał oglądać telewizję, karmił przyzwoicie, przynosił lekarstwa, a nawet na życzenie Tomka - książeczkę do nabożeństwa i różaniec.

Przeważnie pilnował go Michał K., który nadal musiał się ukrywać. W kominiarce, bo bał się rozpoznania. Jako szef miał czterech wykonawców. Dwóch dziewiętnastolatków i dwóch pracowników warsztatu. Niektórzy mówili i tak można było się dowiedzieć, jak dzięki krótkofalówkom kontrolowali sytuację. Hasło: „niebieski” oznaczało policję. „Zielony” - realizację celu i bezpieczeństwo. Żółty kolor przydzielili rodzicom porwanego nastolatka. Mieli wywiesić coś żółtego na płocie, informując porywaczy o zebraniu żądanego miliona złotych. Do kontaktów służyły też karteczki w plastikowych butelkach, przysypane liśćmi.

- Tylko my trzej byliśmy wtajemniczeni: Michał, Hubert i ja - oświadczył podczas procesu 43- letni Jacek N., pracownik Michała K. Mówił, że szef, budując kanał samochodowy, postanowił wybudować pod ziemią dodatkowe pomieszczenia.

- Jak my wykopali te pomieszczenia, tośmy je wymurowali cegłami i wygłuszyli... - opowiadał Jacek N. - Ja wiedziałem, że mają służyć do czegoś innego. Powiedział mi Michał K. na osobności i żebym nic chłopakom, to znaczy Patrykowi i Piotrowi, nie mówił - wyjaśnił Jacek N. - Później Michał mi powiedział, że ma jednego na oku - jego rodzice mogą mieć pieniądze. Nie wiem, jak doszło do porwania, bo mnie przy tym nie było - zaznaczył Jacek K., twierdząc, że jego rolą miało być tylko odebranie okupu.

Michał K. precyzyjnie poinstruował Jacka i Huberta, jak mają go odebrać. Wcześniej pościnali drzewa, żeby uniemożliwić policji dojazd do miejsca przekazania pieniędzy. Umocowali worek na okup. Michał K. kazał im potem włożyć pieniądze w torebki po czipsach i zakopać w lesie. Jacek i Hubert zakopali kasę w czterech torebkach, pod drzewami oznaczonymi elementami odblaskowymi. Piątą zabrali i przyszedł czas na relaks. Jacek N. miał za co wypić, bo Michał K. dał mu na wódkę.

- Mieliśmy się podzielić po wszystkim - powiedział Jacek N. - I wtedy film mi się urwał, usłyszałem łomot do drzwi, a za nimi zobaczyłem policjanta w masce, który rzucił mnie na glebę i skuł od tyłu...

Pusty worek z kartką „za syna” znalazł w lasku okoliczny rolnik. Rodzice przekazali porywaczom 60 tysięcy. Większość pieniędzy udało się odzyskać.

Najniższa kara za zabójstwo: 8 lat
Po zatrzymaniu Michał K. przyznał się do winy. Sześciokrotnie. Dziesięć miesięcy później przedstawił wersję, że porwanie było fikcyjne, na które nastolatek się zgodził, żeby wyciągnąć od rodziców pieniądze na wspólny interes z Michałem K. Mieli sprzedawać używane samochody do krajów arabskich.

Mówił, że schron wybudował dla siebie, ponieważ ukrywał się przed policją, a cela miała służyć jego specyficznym preferencjom seksualnym. Po zawarciu „układu” z nastolatkiem, Tomek został jej dobrowolnym lokatorem - z kluczem do kraty pod łóżkiem. Co ciekawe: klucz, którego nie było podczas przeszukania, „znalazł się” wiele miesięcy później.

Poznański Sąd Okręgowy nie uwierzył Michałowi K. i skazał na 12 lat. Pozostałym oskarżonym wymierzył kary od 3 do 6 lat.

Czerwcowy wyrok Sądu Okręgowego zaskarżył prokurator oraz obrońcy oskarżonych. 1 grudnia odbyła się rozprawa przed Sądem Apelacyjnym w Poznaniu. Michał K. walczył do końca, wnioskując dopiero w postępowaniu odwoławczym o powołanie nowego świadka - młodej dziewczyny, która miała potwierdzić tezę, że Tomek dobrowolnie siedział w celi.

- Dobre przygotowanie świadka, który nie ma pojęcia o sprawie, jest bardzo trudne - wręcz niemożliwe - stwierdził uzasadniając wyrok sędzia Maciej Świergosz. - Pani myliła się nawet w tym, czy zna Michała K. Nie wiedziała, ile pomieszczeń ma bunkier. Błędnie opisała klucz do celi i pokrzywdzonego, którego miała tam widzieć przez godzinę.

- Oskarżony powołuje się tu na rzekomy układ z pokrzywdzonym - mówił sędzia Świergosz. - Ten układ był tak tajny, że przypomniał sobie o nim po 10 miesiącach.

Odnosząc się do zarzutu obrońcy Michała K., który twierdził, że 12 lat to zbyt surowa kara, sędzia Świergosz powiedział: - Oskarżony nie został skazany za kradzież kurczaków. Czyn, który popełnił, to zbrodnia.

Wyrok z 15 grudnia jest prawomocny. Niestety, nie było na ogłoszeniu Michała K. Wysokiego, zwalistego mężczyzny. Dzwoniącego łańcuchami w czerwonym „garniturku”, przeznaczonym dla szczególnie niebezpiecznych przestępców.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3