18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Proces Stokłosy: tym razem bez L-4

Barbara Sadłowska
Henryk Stokłosa.
Henryk Stokłosa.
Dopiero w tym miesiącu poznańskiemu sądowi udało się zebrać komplet na ławie oskarżonych w procesie byłego pilskiego senatora Henryka Stokłosy. Od stycznia uniemożliwiały to zwolnienia lekarskie sędziego administracyjnego, który miał przyjąć od niego 40 tysięcy złotych łapówki oraz samego biznesmena. W poniedziałek sąd wykorzystał to, by zakończyć przesłuchanie głównego świadka oskarżenia, byłego doradcy podatkowego senatora.

Marian J., były dyrektor Izby Skarbowej w Pile, został doradcą podatkowym Henryka Stokłosy w 1991 roku. To on ujawnił, że senator korumpował dyrektorów departamentów i urzędników Ministerstwa Finansów oraz ówczesnego prezesa sądu administracyjnego w Poznaniu. Pieniądze na łapówki przekazywała mu Elżbieta N., główna księgowa i najbardziej zaufany pracownik przedsiębiorcy. Marian J. jeździł z kopertami do Warszawy albo wręczał je po kolacji sędziemu oraz urzędniczce z MF, która przekonała prawnika do szkoleniowych wizyt w firmie i hotelu senatora w Pietronkach.

Pod koniec 2006 roku, gdy śledczy zaczęli się wnikliwie przyglądać resortowi finansów pod kątem korupcyjnych powiązań Marian J. obciążył urzędników oraz Stokłosę - w zamian za umorzenie postępowania przeciwko sobie za pośrednictwo w przekazywaniu łapówek. Przy czym powtarzał, że senator płacił za "decyzje wydane zgodnie z literą prawa". Uważał bowiem, że Henryk Stokłosa jest niesłusznie nękany przez aparat skarbowy z Piły, z drugiej zaś strony pracownicy Ministerstwa Finansów traktowali podatników "tendencyjnie i zachłannie", poniekąd wymuszając pieniądze za słuszne, ale korzystne dla nich rozstrzygnięcia.

Marian J. liczył, że ujawniając te nieznane organom ścigania informacje, uniknie kary za wypełnianie poleceń senatora. Tak się jednak nie stało - miał proces przed Sądem Rejonowym w Chodzieży, który potraktował go łagodnie, gdyż prokuratura umorzyła część zarzutów, a w przypadku pozostałych zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Dla poznańskiego Sądu Okręgowego, który w międzyczasie rozpoczął proces Henryka Stokłosy, jego księgowej oraz sędziego administracyjnego, był to pewien problem. Marian J. miał bowiem status osoby podejrzanej i oskarżonej, która w takiej sytuacji może odmówić składania zeznań do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia w swojej sprawie.

Dlatego we wrześniu ubiegłego roku ponownie wezwał byłego doradcę senatora, by przesłuchać go jako świadka, tym razem bez wcześniejszych ograniczeń. Wiadomo było, że po przesłuchaniu i odczytaniu wszystkich jego zeznań i wyjaśnień, Marian J. znajdzie się w krzyżowym ogniu pytań prokuratora, obrońców i oskarżonych. Henryk Stokłosa od początku twierdził, że Marian J. pomówił go z zemsty.

Sąd zakładał, że odda świadka do dyspozycji stron podczas styczniowej rozprawy. Potem lutowej, marcowej i kwietniowej... Żadna z nich nie odbyła się z powodu choroby oskarżonego sędziego, senatora albo obu na raz. Dopiero w maju sąd mógł kontynuować przesłuchanie Mariana J. Przy czym tradycyjnie rozpoczął od oddalenia wniosków prokuratora i obrońców, w ocenie sądu jedynie przedłużających postępowanie. Po południu oddalił również wniosek prokuratora, który chciał mieć więcej czasu na przygotowanie pytań dla świadka i prosił o wyznaczenie późniejszego terminu. Mecenasi też nie byli temu przeciwni, jako, że pytań mieli jeszcze więcej.

Sąd jednak stwierdził, że wszystko jest w aktach i był czas na przygotowanie pytań. Sam rozpoczął od analizowania drobnych nieścisłości w wcześniejszych wypowiedziach Mariana J. Prokurator nie otrzymał więc zbyt wiele czasu, a obrońcy - wcale. Jeżeli stan zdrowia świadka na to pozwoli, jutro pytaniami osaczą go obrońcy i oskarżeni.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Stary Poznaniak

...no comment.
nosil wilk razy kilka, poniesli i wilka.Jak widac prawo nie jest rowne dla wszystkich-
sa tacy bowiem , ktorzy wobec prawa sa rowniejsi.

P
Przemek

Przynajmniej od 10 lat nie ma czegoś takiego jak "druk L-4".
Zwolnienia lekarskie od dawna wypisywane są na drukach "ZUS ZLA" a nie żadnym "L-4".

Dodaj ogłoszenie