MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ryszard Krawiec i wyrzeźbione przez niego wyobrażenia Męki Pańskiej

Danuta Pawlicka
Ryszard Krawiec i wyrzeźbione przez niego wyobrażenia Męki Pańskiej
Ryszard Krawiec i wyrzeźbione przez niego wyobrażenia Męki Pańskiej Marek Zakrzewski
Obserwując sosny zauważył, że niektóre ich gałęzie przypominają ludzkie ramiona. Z czasem dopatrzył się w nich podobieństwa do ukrzyżowanego, umęczonego Chrystusa. Tak zaczęło się rzeźbienie Męki Pańskiej przez Ryszarda Krawca, neurologa i radiologa, które trwa już ponad dwa dziesięciolecia.

Mówi, że przyroda sama podsunęła mu pomysł, aby sięgnąć do prostego kozika i sosnowych gałęzi. Stara się wydobyć z nich fizyczne cierpienie ciała miotanego bólem. Jego rzeźby, chociaż powstają z tak skromnego i prostego materiału, wzruszają realizmem i ekspresją ukrzyżowanych postaci.

Bezręki Chrystus
Rzeźbienie zaczęło się jeszcze w latach siedemdziesiątych, gdy razem z młodziutką żoną Jadwigą, dzisiaj psychiatrą i neurologiem, zaczął pracować w międzyrzeckim szpitalu psychiatrycznym. Wszystkiego wtedy brakowało. Nie było nawet obrazków na ścianie, więc żeby jakoś ożywić nowe mieszkanie przyznane lekarskiemu małżeństwu, sam wystrugał płaskorzeźbę przedstawiającą Chrystusa na krzyżu. Niedługo potem w wiejskim kościele jego uwagę przykuł Chrystus niemający lewej ręki. Młody lekarz, poruszony tym widokiem, zaproponował tamtejszemu proboszczowi, że dorzeźbi brakującą kończynę... Z czasem odkrył, ku swojemu zaskoczeniu, że on to potrafi! Że wie, jak powinien poprowadzić rękę, aby zachować realizm umierania na krzyżu.

Od tamtej pory ilekroć wchodził do lasu, przyglądał się wiatrołomom i porębom, w których coraz częściej znajdował gałęzie przypominające ciała wygięte przedśmiertnymi konwulsjami. To rozbudzało wyobraźnię, a jednocześnie zrodziło chęć, aby zmaterializować te poruszające spostrzeżenia. Do dzisiaj już kilkaset małych sosnowych gałązek i całkiem dużych gałęzi przemienił w ukrzyżowane ciała Chrystusa. Każde jest inne. Każde w innej pozie. Tylko głowy mają podobne - przypominają te popularne, najczęściej malowane i rzeźbione w świątyniach. Sam niejeden raz się dziwił, jak niezwykłe są okazy takich "patyków", z których można wydobyć aż tyle ekspresji.

- Malarz chcący oddać ból, maluje twarz, na której widać wszystkie emocje. Ja nie mam takich możliwości. Mnie ogranicza gotowy konar, więc całą uwagę skupiam na ciele, które wyraża cierpienie - tłumaczy Ryszard Krawiec.

Przez 30 lat, on, lekarz napatrzył się na ból pacjentów. Teraz mieszka w podpoznańskim Puszczykowie, z dala od szpitala, ale dobrze pamięta dwóch, może trzech chorych, którzy całe dorosłe życie spędzili w murach lecznicy. Był przy ich śmierci, gdy umierali bez rodziny, przyjaciół, znajomych. Niektórym, takie były wtedy czasy, nie można było ulżyć w bólu. Nie było wtedy OIOM-ów, rzadko wspomagano chorego śpiączką barbituranową (farmakologiczną), a morfina była reglamentowana i pod specjalnym nadzorem nawet dla chorych w stanie terminalnym. Człowiek skręcający się z bólu często był skazany na cierpienie, w którym ulgę przynosiła tylko śmierć. Czasami, przyznaje lekarz i rzeźbiarz, powraca tamto wspomnienie, gdy próbuje wiernie przekazać to, co widział na własne oczy.

Przemawiają do serca
- Nie inspiruję się "Pasją" wyreżyserowaną przez Mela Gibsona. Kiedy biorę do ręki konary w sposób naturalny krzyżujące się w literę "Y", uruchamiam wyobraźnię, która pozwala mi pokazać cierpienie - opowiada.

Nie maluje swoich prac farbami, więc nie widać na nich kropel krwi wyciekających z ran Ukrzyżowanego. Nie wywabia z drewna skaz psujących ideał boskiego ciała, a drobne sęki traktuje jak gwoździe raniące ciało Jezusa. Czy mu się udaje "tchnąć życie" w kawałki drewna i poruszyć naszą wyobraźnię? Odpowiedzią są wpisy widzów, którzy przychodzą na wystawy i oglądają "pasję według Ryszarda Krawca": "W każdym z tych krzyży widzę ogrom cierpienia" - napisała jedna ze zwiedzających osób. Ktoś inny odnotował: "Przeżyłam prawdziwe chwile smutku". Inne wrażenie ujęte w krótkie zdanie: "Wystawa uświadamia, jak wielkim udziałem człowieka jest cierpienie". "Rzeźby przemawiają do serca".

"Dopiero oglądając rzeźby, potrafimy w pełni wyobrazić sobie i zrozumieć cierpienie Chrystusa" - to kolejne wyznanie, które zostało spisane w czasie oglądania figur skręconych w paroksyzmie bólu. Odnosi się wrażenie, że niektóre rzeźby zdają się poruszać w ostatnich, przedśmiertnych drgawkach. A te z wygiętymi i przekręconymi lędźwiami wywołują niemal dreszcze fizycznego bólu. Nie ma tutaj statycznych postaci, jakie znamy. Ich twórca wydobył mękę, która wzrusza i wywołuje refleksje, czasami zmusza do odwrócenia głowy, by nie patrzeć na obraz boleści.

Dr Ryszard Krawiec nie lubi rozstawać się ze swoimi rzeźbami, ale dumny jest, że miał okazję podarować je Janowi Pawłowi II i dr Wandzie Błeńskiej z okazji jej setnych urodzin.

Rzeźbiarz pisze wiersze
O wiele później niż rzeźbienie, bo w trzeciej dekadzie życia, obudziła się w Ryszardzie Krawcu wena poetycka. Także tutaj znajdujemy reminiscencje związane z Wielkanocą i Ukrzyżowaniem. Jest więc wiersz "Na Wielkanoc" i "Tryptyk na Wielkanoc" i "Wielki Weekend", który należy rozumieć jako uwspółcześniony Wielki Tydzień.

Ale tak naprawdę wiersze tego lekarza są zapiskami (czasem filozoficznymi) tego, co mu w duszy gra. I kroniką wydarzeń z podróży po świecie i opowieścią o rodzinie, a także medycynie i medykach. "Życiowy poker" - pierwszy zbiór wierszy wydany własnym sumptem jest takim smakowitym przekładańcem o różnych smakach i barwach. Zaskakuje dowcipnym wykorzystaniem gry słów i zmysłową wrażliwością na uroki życia. Jest zaduma nad ludzkim losem i refleksje nad zawodem lekarza (Bolesna przemiana - 2003): Coraz częściej obowiązują mnie standardy i procedury,/ Myślenie medyczne nie jest wskazane - bo punkty wyrabiać trzeba,/ Nie daj Boże wyjść poza schemat - dobiorą ci się do skóry:/ NFZ, pacjent, media, prokurator, bywa też, że... kolega.

Ale sporo jest tam także frywolnych erotyków, a wszystkie adresowane są tylko tej jednej jedynej kobiecie: Jadzi, czyli ślubnej małżonce. Tyle tam wyznań szczerych, pisanych prawdziwą miłością! Pan doktor od ponad 40 lat ciągle jest zakochany jak sztubak. Niemożliwe? To naprawdę się zdarzyło tym dwojgu poznaniakom. Dlatego stworzyli wspaniały, rodzinny dom, mieszkają pod jednym dachem z dziećmi i wnukami. I cieszą wiekową czereśnią w rozmiarach rogalińskich dębów, która znów cudownie zakwitła jak każdej wiosny...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski